Ubolewam, że do tej historii wybrano lokal jednego z najlepszych kucharzy w Polsce. Nie mamy ich zbyt wielu, więc nie ruinujmy im egzystencji i nagrywajmy na cmentarzach i pod śmietnikami, bo to nikomu nie psuje biznesu, zwłaszcza w tak delikatnej branży.
Kto, jak ja miał przyjemnośc jeść u Alfonsa Schuhbecka, czy Johanna Lafera gdzie stolik trzeba rezerwować na kilka miesięcy przed terminem i dostał ucztę smaków dla podniebienia, której długo nie zapomni, wie co pisze,
Robert Sowa zapłaci wysoką cenę za tę aferę, której nie zawinił. Zbyt wysoką.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)