Pamietam, jak swego czasu Gerd Schroeder bedąc zaproszonym na obchody PW, pomylił je z owstaniem w Getcie. Nie wiem, czy było to efektem ignorancji, czy po prostu PW nie egzystuje w świadomości zbiorowej ,,zachodu,,.
Trudno też nie odnieść wrażenia, że ,,słynny,, tekst Cichego z roku 1993 o AK mordyjącym Żydów, nie stał się swego rodzaju preludium do deprecjonowania roli Powstania Warszawskiego na rzecz powstania w Getcie.
Cichy niby przeprosił po 13 lqatach za tamten tekst, ale czy były to przeprosiny?
Czyżby nie mogło być dwóch heroicznych powstań w jednym mieście i Polacy muszą w tej narracji ustąpić bohaterstwu Zydów?
Oni też byli bez szans, ale czy na łamach ,,gazety,, albo innych podobnych mediów ktokolwiek odważy się kwestionować sens żydowskiego zrywu?
Takie pytania przyszły mi do głowy, jak czytam te różne rozterki ludzi pozornie o polską historię zatroskanych. Niemcy nawet z klęski pod Stalingradem potrafili zrobić film, który napawa optymizmem i swoistą dumą. Duma z jednej i deprecjonowanie AK w obrazie ,,Naszei matki, nasi ojcowie,,, z drugiej strony, a u nas dywagacje, kto uciekłby od razu, a kto dopiero potem, no i czy był ten cholerny sens.




Komentarze
Pokaż komentarze (26)