Jutro minie 29 lat od śmierci Włodzimierza Wysockiego.
Zmarł niedługo po powrocie z Polski, z występów ze sławnym przedstawieniem Hamleta.
W szczytowej fazie breżniewowskiego Związku Sowieckiego, czyli w czasie Olimpiady w Moskwie.
Wybuchu polskiego Sierpnia nie dożył. Nie zobaczył nawet, jak Władek Kozakiewicz pokazuje na Stadionie Olimpijskim całym Sowietom „wała”. Szkoda.
Wysocki nie był dysydentem sensu stricto, dlatego go nie zamykali.
Ale miał cechę nieakceptowaną przez sowiecką władzę – hardy był.
Gnoili go zatem w mniej ostentacyjny, ale nie mniej okrutny sposób: nie publikując, zamilczając w oficjalnym obiegu, terroryzując nie dawaniem paszportu na wyjazd do żony, Mariny Vlady.
Odgryzał się tak, jak mógł odgryzać się artysta: pisał dalej niepokorne wiersze, a te osobiste, poświęcone Marinie (choćby najbardziej znane, bo wydane w końcu na winylu, Liriczeskaja,czy Nol’ siem’) - wspaniałe zupełnie.
Wybrałem dziś mniej znany, ale też bardzo „wysocki”.
I jeszcze tylko uwaga z dziedziny rosyjsko-polskich pułapek językowych: pojawiające się często w nagraniu słowo zażygajut wcale nie znaczy to, co można myśleć, ale po prostu zapalają. W tym przypadku – świece zapalają.
***
Śmieszą mnie dyskusje o różnicach pomiędzy Okudżawą i Wysockim.
Mam na ten temat następująca odpowiedź: każdy z nich napisał wiersz o ulicy swojego dzieciństwa.
Dla Okudżawy jest to reprezentacyjny Arbat, któremu poświęcił nie tylko tę jedną, sztandarową balladę.
Dla Wysockiego, to zaułek Bolszoj Karetnyj – marna ulica, w kiepskiej dzielnicy, w której mógł poznać słynne błatnyje pieśni.
Wystarczy posłuchać obu, i już dyskusje o różnicach przestają być celowe.
***
10 lat temu, pewien młody i zdolny (nie kpię), dorabiający w dużym telewizyjnym domu produkcyjnym kompozytor, powiedział z niechęcią, że „Wysocki miał rozstrojoną gitarę”.
Odpaliłem, że „wolę Wysockiego z rozstrojoną gitarą, niż nastrojoną gitarę bez Wysockiego”.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)