Dziś poszliśmy z synem do Domu Spotkań z Historią na wystawę „Oblicza totalitaryzmu”. Żeby swoją wiedzę o niedawnej historii (?) odświeżyć.
Jeszcze wrażenia z wystawy nie ostygły, a tu dowiaduję się ze wszelkich możliwych mediów naraz, że z kolei teraźniejszość nabrała przyspieszenia:
prezydent Obamcew zadzwonił do Drugiego (i to wcale nie o północy) i zamówił tysiąc polskich żołnierzy. Do Afganistanu zamówił.
Dziwny kraj, ten Afganistan: kiedy byłem młody, to afgańscy (też młodzi), walczący z sowietami górale, nazywani byli mudżahedinami i byli w porzo.
Teraz jestem starszym panem, i ci sami (również starsi) afgańscy górale, są nazywani talibami i z powodu tej nazwy wcale w porzo nie są. I do tego już nie walczą z sowietami, ale z Amerykanami i na dokładkę z naszymi też.
Tak sobie pomyślałem, że teraz Drugi powinien zadzwonić do Obamcewa i zamówić z 1000 patriotów – na cito zamówić. I tarczę, koniecznie. Obamcew się pewnie zgodzi, bo - jak wiemy - lubi nas bardzo. I szanuje.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)