Po ostatnim kongresie PiSu, różni fachowcy zajęli się wyszukiwaniem w dotychczasowym monolicie rozwarstwień, zróżnicowań, a nawet pęknięć.
Mnie to błądzenie po omacku najzwyczajniej nudzi, bo dla każdego, kto nauki przyrodnicze studiował i z systematyką miał do czynienia, sprawa jest jak drut przysłowiowy prosta:
Podział, jaki występuje w PiSie, przebiega wzdłuż granicy, po dwóch stronach której znajdują się Pisiory i pisiaki.
Po czym poznać Pisiora ? W największym skrócie, po tym, że Pisior nie ściemnia, nie kombinuje i – co ważne, nie pęka. Albo zupełnie zwięźle: Pisior jest charakterny.
Temu, który kierując się chęcią pognębienia przeciwnika, nazwę tę wymyślił, należy się podziękowanie:
bo nazwa jest dźwięczna, "krwista", zadziorna.
Pisior, to brzmi dumnie!
Ciekawym zjawiskiem, jest niekwestionowana nadreprezentacja wśród Pisiorów (użyjmy charakterystycznego określenia) Pań:
Ewidentnym Pisiorem jest Pani przewodnicząca Klubu PiS, Grażyna Gęsicka: mądra, cholernie inteligentna i do tego twarda. To ona dała po łapach senatorskim pisiakom, Zbigniewowi Obrażonemu i Piotrowi Giętkiemu, którym solidarność korporacyjna przykryła dawne pisiorstwo.
Pisiorem jest też moja ulubiona Pani Marzena Wróbel, hardo i zadziornie właśnie, walcząca z panującym w pewnej komisji sczumieniem.
I Pani Beata Kempa, która nie ma wprawdzie odczajności Pani Wróbel, ale wiele żarliwością nadrabia.
Z kolei pisiaka, najłatwiej poznać po tym, że zaczyna kombinować, rozterki przed kamerami miewać i trzeciej (łatwiejszej, znaczy) drogi szukać.
Taki na przykład Adam Nadważny (niech mu tam, niech sobie myśli, że ta ksywka, to od jego politycznej roli), któremu się zmysł estetyczny zaciął i Sojuszu zapragnął. Bo w to, że Góra zleciła mu funkcję, nomen omen, balonika – nie wierzę.
Albo Paweł Koalicyjny, zwany również Zaproszonym, który zauważył swojej partii schyłek i od razu przez przyszłych kolegów sam zauważony został.
Pisiakami jest w ogromnej większości cała emigracja brukselska, która załapawszy się na fuchę życia, zaczyna tracić ostrość widzenia i precyzję myślenia.
Ot, ostatnio choćby, taki Tadeusz Wielodzietny, europejskimi teoriami i praktykami najwyraźniej szybko nasiąknięty, czy Spin Felczerzy (bo do Spin Doktorów, to im tak daleko, jak mnie do, za przeproszeniem, ulicy Rozbrat).
Jeszcze trochę i brukselski szczep pisiaków przekształci się w typowe Eurotrutnie, oderwane nie tylko od pisiorstwa, ale nawet od rzeczywistości.
Richard Henry Peregrynus i Marek Bezżenny, na tym pisiackim tle, prezentują się nieźle, choć ze względu na toksyczność otoczenia, w którym przebywają, zalecałbym traktowanie ich z pewną rezerwą.
Cechą pisiaka jest też to, że skoro raz zdecydował się na stanięcie na zjeżdżalni, to prędzej czy później, z tej górki pojedzie, w kierunku wytyczonym przez Kazka Odmłodzonego czy Bogdana Tłustego.
Ale tu już inny rozdział systematyki.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)