Fakirek Fakirek
136
BLOG

[2]

Fakirek Fakirek Społeczeństwo Obserwuj notkę 0

Poruszające są dobiegające do nas od czasu do czasu wieści ze stolicy Tatr o kolejnym koniu, który stracił życie wioząc turystów z Zakopanego nad Morskie Oko. Kilka dni temu media znowu zaalarmowały: Jukon padł. Oczywiście to przykra sprawa, nie ma chyba osoby, dla której taka informacja byłaby neutralna w odbiorze. Kolejna dyskusja, okopywanie się na swoich stanowiskach. Obrońcy praw zwierząt: „to niedopuszczalne, zabronić Góralom tego procederu”. Starosta tatrzański: „nie ma mowy, to tradycja”.

Poruszając temat chcę od razu zaznaczyć, że nie piszę bynajmniej z pozycji obrońcy praw zwierząt. Wręcz przeciwnie, nie cierpię tej egzaltacji pokazywanej niejednokrotnie w publicznych występach członków różnych mniej i bardziej formalnych „Zielonych” struktur. Bliższy jest mi pogląd, że zwierzęta są stworzeniem niższym człowiekowi w hierarchii i mające głównie ludziom służyć – do pracy, konsumpcji, rozrywki... Ale w tej sytuacji zadaję sobie po prostu pytanie: Po co? Oficjalny argument miejscowych brzmi tak: To tradycja. A tradycji ruszać nie wolno. Średnio rozgarnięci odbiorcy wiedzą, że nie o tradycję chodzi [albo w małym stopniu], a bardziej o finansowe korzyści, które fiakrzy odnoszą dzięki wożeniu turystów swoimi fasiągami z Palenicy Białczańskiej nad Morskie Oko. Jako margines chyba należy przyjąć powód, który wskazała mi wczoraj Agnieszka Romaszewska na Twitterze:

 

https://twitter.com/ARomasze/status/498920665521872897

 

Jakie są racje po drugiej stronie? Zwierzęta pracują zbyt ciężko, Górale do przewozu używają zbyt młodych koni, które na dodatek często pracują w upale. Do życzenia pozostawia fakt, że badania lekarskie koni wykonuje weterynarz opłacany przez woźniców [a kto miałby, u licha płacić?]. Podkreśla się też, że limit 12 pasażerów na jedną bryczkę jest zbyt wysoki. No i jakieś pomniejsze.

 

Zaznaczyłem, że nie jest mi jakoś specjalnie żal zwierząt używanych przez człowieka w róznych celach. Żeby mogły odbywać się zawody jeździeckie siłą rzeczy – dżokej musi mieć konia. Żeby człowiek mógł jeść mięso [a wielu z nas je preferuje] – musimy hodować zwierzęta. Ale w tym przypadku wydaje się, że zwierzęta nie są nam niezbędne do osiągnięcia celu. Biorąc pod uwagę warunki, w których pracują [wspomniane ciężary, pogoda, różnica wysokości – na odcinku ok 8 km ponad 400 metrów w górę] spokojnie mogłyby je zastąpić pojazdy elektryczne, popularne zwane melexami. W wielu turystycznych miejscach Polski spotyka się je [chociaż konie, gwoli ścisłości – też] i turyści chwalą sobie ten sposób przemieszczania. Tak więc i ja jestem zdania, że w naszej górskiej stolicy można zracjonalizować transport turystów. Nasuwa mi się tu porównanie do wiejskiego gospodarstwa. Mój dziadek, także jego ojciec, dziesiątki lat używali koni pociągowych do pracy na roli. Z konieczności. W którymś momencie pojawił się ciągnik. Z początku koegzystował z poczciwymi i zasłużonymi Hansem i Baśką. Ale z roku na rok konie coraz rzadziej słyszały komendy: córik, ciuder, łójt, ije [piszę fonetycznie, bo dziadek nie przekazał mi pisowni tych wyrazów ;P ]. I tak dożyły swojej starości w stajni. Niech i te konie dożyją, niech wożą turystów, ale po równym terenie. Nie 12 osób, a może 6? A trasę nad Morskie Oko powiny obsługiwać melexy.

 

Na koniec moich rozmyślań porozmawiałem z ojcem, który na koniach pociągowych co nieco się zna. Powiedział tak: w telewizji widziałem te konie z Zakopanego. Na moje oko oni je tam słabo karmią. Jak będziesz synu coś pisał to powiedz im, że konie, żeby miały siły powinny dostać „kraftny futer”.

A tak w ogóle, moi mili, polecam chodzenie pieszo. Każdy zdrowy osobnik spokojnie może pokonać kilkukilometrową trasę, żeby zobaczyć jedno z najpiękniejszych polskich jezior.

 

@fakirek

Fakirek
O mnie Fakirek

Fakirek

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo