Do tego wpisu zainspirował mnie wpis free your mind pt. "Nie jestem wykształciuchem"
Zasadniczo zgadzam się z jego analizą syndromu wykształciucha, chociaż nie jestem pewna tego czy zawsze idzie on w parze z myśleniem stadnym. Obawiam się, że często osoba dotknięta tym syndromem całkiem słusznie przeżywa siebie jako outsidera, niezależnego, śmiałego myśliciela, co łamie zastane dogmaty. Wyobraźmy sobie na ten przykład młodzieńca, co wyrywa się ze swojej małej miejscowości na studia do dużego miasta - pełen niesmaku na wspomnienie zapachu kiszonej kapusty i niezrozumiałego dlań hołdowania tradycji, jakie znał z własnego domu i okolic. Otwiera jedną z codziennych gazet, a tam wielki świat, swoboda obyczajowa, humanistyczne wartości plus zdjęcia z Toskanii wraz z przewodnikiem po tamtejszych specjałach. Jak może się z tym równać kiszona kapusta i wywody takich, co w życiu swoim nie słyszeli o Heideggerze? Staje na pozycji aspiranta do innego, lepszego świata, a zarazem buntownika. Dlatego słysząc o myśleniu stadnym wie od razu, że jego to nie dotyczy, a więc termin ten ma po prostu określać przeciwnika PIS.
Termin ten ma jednak walor ponadczasowy i wbrew jego niedawnej niby-dekonstrukcji zawiera cenną choć nie bardzo odkrywczą obserwację z dziedziny powszedniego życia: wykształcenie nie zawsze idzie w parze z mądrością, o przyzwoitości nie wspominając. Co dowodzi choćby przykład konferencji w Wannsee, na której 8 z 15 uczestników miało tytuł doktora.
Stajemy zatem w życiu codziennym przed problemem - jak szybko i w miarę obiektywnie rozpoznać czy mamy do czynienia z wykształciuchem? Jest to sprawa kluczowej wagi choćby w takim miejscu jak blogosfera, gdzie chcąc poznać poglądy odmienne narazilibyśmy się na brodzenie w wykształciuchowych wypocinach zanim trafilibyśmy na osobę, która ma po prostu inny sposób widzenia świata.
Cechy takie jak: wulgarne słownictwo, wyzwiska i inwektywy wobec adwersarzy nie są dostatecznie wyróżniające. Niegłosowanie na PIS przecież nie wystarczy...
Wykształciucha w moim przekonaniu określają dwa proste wyznaczniki. Jeden dotyczy sfery poznawczej, a drugi emocjonalnej.
1. Paradoks Tolerancji Światopoglądowej.
Problem, z którą większość myślących osób radzi sobie w okolicach liceum, gdy wydobywa się powoli z czarno-białego widzenia świata i nabywszy umiejętność posługiwania się regułami logiki potrafi dokonać samodzielnej analizy postawionego zagadnienia.
Postulat tolerowania odmiennych poglądów* oznacza, że stosując go konsekwentnie należy również tolerować poglądy, które głoszą, że istnieje tylko jeden właściwy pogląd i reszta powinna się mu podporządkować. (w takie absurdy popada dziś gdzieniegdzie lewica broniąc islamskiej agresji). Jeżeli natomiast wyłączamy z zakresu naszej tolerancji światopoglądowej poglądy wyżej wymienione (czyli np. wyznawców religii monoteistycznych) to oznacza to, że owa tolerancja jest jedynym właściwym poglądem, a zatem w obu przypadkach się samounicestwia.
Co z tego wynika? Ano na pewno nie to, że mam na myśli osadzanie w obozach pracy osób myślących inaczej niż ja (gdyby moja partia doszła do władzy :)). Wynika z tego tylko tyle, że nie można nie wyznając moralnego absolutyzmu odrzucać jakichkolwiek poglądów za ich niemoralność bez popadania w sprzeczność. W szczególności nie można kwestionować moralnego absolutyzmu za brak tolerancji :)
*=niepoddawania w wątpliwość
2. Stosunek do autorytetów.
Tu należy się wsłuchać w stosunek jednostki do autorytetów. Tych uznanych, wielokrotnie cytowanych. Jeżeli jest niemal bałwochwalczy, jeżeli osoba czuje się osobiście obrażona, kiedy podważymy sensowność wypowiedzi danego autorytetu, widać od razu, że w jej relacji do autorytetu dużo jest infantylnej idealizacji. Bierze się ona z braku poczucia bezpieczeństwa i niskiego poczucia własnej wartości. Osoba nie próbuje myśleć samodzielnie, bo obawia się popełnić błąd, z drugiej strony budzą jej zawiść osoby, które przejawiają symptomy samodzielnego myślenia i gotowa jest im przypisywać nieczyste motywy (pieniądze, żądza władzy itd.). Z tym spotkałam się pod moim poprzednim wpisem i bardzo mnie to ubawiło.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)