Znam całkiem sporo osób, które nie wyczekują Wigilii, z trudem znoszą przygotowania i marzą o tym, aby już było najlepiej nawet po Nowym Roku. Na pierwszy rzut oka ich niechęć wydaje się niezrozumiała, bo co przyjemniejszego od rodzinnego spotkania w cieple lampek choinkowych, przy chóralnych kolędach, tradycyjnej nieparzystej ilości potraw o konstelacji serwowanej tylko raz do roku? Samo Święto też tchnie czystym optymizmem, opowiada o Narodzinach, czymś nowym, świeżym - powinno nieść czystą radość, powszechną nadzieję, ale co z tego?
I nie chodzi nawet o święto hipermarketów, komercjalizację czy ewentualne niebotyczne kredyty aby każdy dostał, co tam sobie wymarzył pod choinkę. Ani o obowiązkowe dojazdy do nieraz daleko położonych siedzib rodziny w znanych warunkach polskich zimowych dróg.
Są puste miejsca przy stole, za dużo ich dla nieoczekiwanego gościa, który też jakoś nigdy się nie zjawia.
Te puste miejsca przy wieczerzy wigilijnej jakoś wyjątkowo rzucają się w oczy. Zostaje za dużo opłatka do podziału przy życzeniach, to zabraknie jakiejś potrawy, co pojawiała się za każdym razem do pamiętnego roku.
Kiedyś podczas samego Wieczoru Wigilijnego wszyscy pojechaliśmy do szpitala; wydarzenie, jakie tam nas przywiodło nosi zgrabną nazwę "wewnatrzszpitalnego zatrzymania krążenia". Dotknęło ojca kuzyna, w którego domu spędzaliśmy wówczas Święta. Poszedł samodzielnie na oddział kilka dni wcześniej, nic nie zapowiadało... tak to z tymi wydarzeniami jest. Kiedyś dotknęło moją mamę, przeżyła dołączając do kilku % ocaleń w takich sytuacjach. Kilka lat póżniej podczas Świąt odszedł ojciec żony owego kuzyna. Mój wujek.
Oni nie prezentują optymizmu słysząc o nadchodzących Świętach.
Za to inna kuzynka właśnie te Święta chce spędzić w domu zanim pójdzie na istotny dla jej życia zabieg. Choć miewa nasilające się bóle głowy, to tylko je chce jeszcze przetrwać, a potem niech się dzieje, co chce.
Ale ja cieszę się z nadchodzących Świąt. Na pewno znajdzie się okazja i do radości, do uśmiechu. "U nas zimą wraca się do domu jak po jakiejś wojnie" - usłyszałam wczoraj od ekspedientki na stacji benzynowej.
W jakimś aspekcie wszystko jest kwestią skali.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)