Sześć lat temu było inaczej. Był czas, nastrój, warunki. Miałam wiarę, odczuwałam to, co zaczynało się dziać; jakby świat był jeszcze młody i wszystko mogło się zdarzyć. Po minionych latach wiadomo, ze zdarzyło się inaczej, niż ktokolwiek wówczas, gdy dziennikarze rozpisywali się o zabójstwach i korupcji, które wtedy były na porządku dziennym, mógłby przypuscić.
Wtedy wśród problemów pocieszała mnie szansa, jaką wreszcie dostaliśmy, działalność polityczna wydawała się nieść nadzieję zmian na lepsze. Miałam przekonanie, że oto rozpoczyna się "nowe otwarcie" : IV Rzeczpospolita, choć rzecz nie polegała na nazwie i dla mnie dodatkowe wydzielenie, okreslenie prognozy przemiany nie było konieczne.
W moim otoczeniu, wśród przyjaciół nie było wówczas wielu, którzy widzieliby sytuację podobnie do mnie. Choć wielu emocjonowało się polityką, sporo spośród nich nie oczekiwało przemiany; owszem, może ukrócenia korupcji, zamknięcia sezonu zbrodni i skandali. Tylko kilka osób deklarowało zdecydowane oddanie głosu na PiS, choć wtedy jeszcze nie było "wyłącznej mody na PO". Potem była, przez wiele lat do, praktycznie, moze dwu - trzech miesięcy przed obecną kampanią. PiS był przedstawiany jako coś w rodzaju białych skarpetek do czarnych butów czy bufiastej "panterki" albo dekatyzowanej kurtki dżinsowej.
Z wielkiej nadziei zrobiono festiwal "wypada/ nie wypada" i okazało się, jak niewielu nie satysfakcjonuje samo otwarcie granic i obecność reklam w mediach.
Zupełnie nie dziwię się, ze powstała Solidarność '80, chyba wiem, co czuli jej założyciele. A jednak pomimo nawałnicy deprecjonowania znajdą się ludzie, którzy nawet, gdy odbierze im się informację, jakimś innym zmysłem wyczują, że jest nie tak, że dochodzi do zbrodni na demokracji. Zawsze tacy będą, bo to cecha gatunku, moze nawet dominująca. Bo tylko ona determinuje rozwój.



Komentarze
Pokaż komentarze