Idzie noc, potem jeszcze tylko jedna i już wszystkie kominy muszą być przeczyszczone, lufciki otwarte, to znaczy przymknięte, ale nie na zapadkę, zeby z zewnątrz było łatwo je otworzyć. Nie mam pojęcia, jak dostanie się przez okna uchylne, chyba lepiej zostawić je w pozycji: klamka prostopadle do dłuższego boku okna. Święty Mikołaj (wiem, on nie był kanonizowany, ale ja tak zapamiętałam, otacza go przecież aura świętości, to nie metki na prezentach, które przynosi są najważniejsze, ale oczekiwanie na nagrodę) przyjdzie pojutrze.
To takie preludium, ćwiczenie przed Świętem Bożego Narodzenia, bo przecież jeszcze trwa Adwent, dopiero zaczęły się rekolekcje. Jakie prezenty były najwspanialsze w życiu? Pamiętam klocki, plastikowe, w różnych kolorach o fakturze, kształcie tak plastycznym, bryły sześcienne z zaokrąglonymi kątami. Były w woreczku z folii, wielkości akurat odpowiedniej, można było je układać na sobie zestawiając kolory, pogrubiając z jednej, z drugiej budując wzwyż. Próbuję przypomnieć sobie siebie z tamtego dnia ... miałam lat kilka, szkoła jeszcze czekała w przyszłości, siedziałam na dywanie i cały świat dla mnie nie istniał. Z wyjątkiem tych klocków.
A byłam dzieckiem za komuny, kiedy "nie było niczego", ale kiedy usłyszałam od mojej mamy, że żałuje możliwości, jakie mają dziś rodzice, zaprzeczyłam nie tylko z kurtuazji. Wtedy mieliśmy marzenia na tamte czasy, najwspanialszym, co dostałam kiedykolwiek, był zielony flamaster pierwszy w moim życiu. Kiedy teraz próbuję przypomnieć sobie chwile największej fascynacji przedmiotem, żadna z późniejszych sytuacji nie dorównuje tamtej - chwili obdarowania pisakiem w kolorze raczej stonowanym, oprawka jasna, ale nie transparentna... Trudno wytłumaczyć fascynację, jednak pamięć własnych doświadczeń uczy mnie, aby nie ćwiczyć młodszych poznających świat na etapie basic we wstrzemiężliwości i cnotach umiarkowania. Bo to dla małych dzieci są dowody jego piękna.
Kto by przypuścił, że tamte klocki, tamten flamaster nie znajdą dla siebie konkurencji wśród dorosłych wspomnień związanych z przedmiotami długo czy moze nawet już na zawsze? A jednak. Dlatego kiedy nadchodzi grudzień "rzucam wszystko", nie zwracam zbytniej uwagi na plany finansowe i staram się, aby dzieci, o których wiem, że świąteczne prezenty dla nich są zagrożone, dostały je. Trudno mi wytłumaczyć, dlaczego tamte klocki były tak wspaniałe, ale myślę, że nie ma konieczności tłumaczeń; wiadomo.
Pozwolę sobie jeszcze zamieścić tu link:
http://rosemann.salon24.pl/361439,jak-spotkalem-sw-mikolaja



Komentarze
Pokaż komentarze