Hakowa histeria dziennikarzy Sakiewicza dopadła Pawła Deresza. Mąż posłanki, która zginęła pod Smoleńskiem, parę dni temu udzielił Faktowi wywiadu. Wyraził tam przypuszczenie, iż kiedyś wyjdzie na jaw to że Jarosław Kaczyński wraz z Lechem w rozmowie telefonicznej bezpośrednio przed katastrofą uzgodnili konieczność lądowania w Smoleńsku za wszelką cenę.
Przypuszczenie, jak przypuszczenie, nie Deresz ogłosił je jako pierwszy. Można oczywiście się z nim nie zgadzać, zganić, czy wręcz oburzyć, jednak wolnościowe środowisko GP w takiej sytuacji zrobiło to, co umie najlepiej. Uderzyło teczkami. Sam artykulik na "niezależnej " gdzie przy słowach Deresza od razu pojawiły się zdania o jego rzekomej współpracy z SB, sprawiał z jednej strony komiczne wrażenie swą topornością w zdyskredytowaniu niewygodnych sobie osób, z drugiej jednak powiało grozą, gdy przypomina się jak jeszcze niedawno nadredaktor GP mówił o przejęciu władzy przez swoją formację. Dokładnie widać, co to byłbyby za rządy.
Nie wiem, czy Deresz współpracował z SB. Nic mnie to nie obchodzi. Facet nie pełni funkcji publicznych. Skoro stracił żonę w katastrofie, to ma takie samo prawo do przypuszczeń dotyczących nacisków Kaczyńskiego, jak Sakiewicz z Macierewiczem do teorii na temat zamachu. Tak by się przynajmniej wydawało. Niestety ciągotki do represji w stosunku do inaczej myślących, są na polskiej prawicy, aż nadto widoczne.
W sumie może należy się cieszyć, że Sakiewicz i jego kumple ograniczyli się tylko do teczek. Mogli przecież, śladem swego ulubionego reżysera obwieścić konieczność odstrzału Deresza., lub odwołac się do zdań innej światłej i solidarnej reżyserki nawołującej do ulicznych samosądów. Na szczęście ostało się na teczkach. Na razie. Ku przestrodze dla innych "smoleńskich kłamców"


Komentarze
Pokaż komentarze (8)