Choć wypowiedzi o barku wolności słowa, białoruskich standardach, a wręcz dyktaturze, czy panującym w Polsce reżimie padają często z ust prawicowych publicystów i dziennikarzy, to jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że taki status quo jaki mamy dziś, czyli my mówimy o reżimie, a wy o prawicowym oszołomstwie, wielu jest na rękę. Ostatnio zwłaszcza prawicy, szczególnie zaś jej biznesom medialnym
Czy bowiem sukces Uważam Rze byłby mozliwy, gdyby rządził PIS i Kaczyński ze swoim podejściem do "pluralizmu" mediów publicznych? Z pewnością nie, bowiem partia ta pokazała już, że potrafi samodzielnie zaspokoić apetyty na jedynie słuszne informacje. Zresztą w takim przypadku tworzenie atmosfery mediów drugiego obiegu, wręcz prześladowanych przez władzę, a co za tym idzie porządanych przez czytelników nie miałaby sensu. Podobnie rzecz się ma z "W sieci", które podobno sprzedaje niebotyczne (choć niekontrolowane przez nikogo, a co za tym idzie nieweryfikowalne) nakłady. Taki biznes ma sens tylko wtedy, gdy jest opozycyjny i prześladowany. Powrót PIS do władzy oznaczałby jego koniec.
Pytanie więc, czy prawicowym publicystom, którzy wyrośli również na biznesmenów, ewentualna zmiana rządów z PO na PIS byłaby opłacalna? Ideowo z pewnością triumf byłby wielce hołubiony, jestem pewnien jednak, że do czasu kolejnego podsumowania wyników sprzedaży. Zwłaszcza teraz taki powrót byłby nie na rękę, bowiem prawica rozkręca właśnie nowe, milionowe interesy.
Nowy, niepokorny tygodnik Pawła Lisickiego właśnie szykuje się do startu. Sam red. nacz. mówił niedawno, że do uruchomienia takiego przedsięwzięcia potrzeba sporej gotówki. Ktoś więc zainwestował tam pieniądze, być może sam Lisicki i jego przyszli pracownicy. No ale zainwestowali w nadziei na zyski. Z samej idei krzewienia prawicowej myśli nikt dzieci nie wyzywił. W atmosferze "aksamitnego stanu wojennego" mają szansę wyjąć sporą kasę, jeśli jednak nadejdzie wolność i niepodległość, Tusk upadnie i nastanie jasna IV RP wobec kogo niepokorni będą niepokorni? Wyzwolony lud nie będzie już potrzebował ich mądrości. Biznes padłby szybciej niż powstał.
Podobnie rzecz się ma z interesami Sakiewicza. Po katastrofie smoleńskiej sprzedaż tygodnika, a potem dziennika wzrosła i przynosi spory dochód. Ostatnio GP ogłasza powołanie niezależnej telewizji, na którą potrzeba kilka milionów. Jeśli takowa powstanie, to z biznesowego punktu widzenia Sakiewicz powinien modlić się o jak najdłuższe rządy znienawidzonego Tuska. Na nim to bowiem wypasł swoje imperium i wszystko wskazuje na to, że ma zamiar paść się dalej. Gdyby Kaczyński wrócił do władzy istnienie telewizji drugiego obiegu nie miałoby sensu, bowiem jego wyborcom starczyłyby odpowiednio sprofilowane, odzyskane wiadomości, panorama, czy teleekspress. Miliony więc poszłyby w błoto.
Prawicowym biznesmenom nie na rękę byłaby zmiana władzy, bez wzgledu na to jak głośno będą krzyczeli. Polityka swoją drogą, a biznes swoją.


Komentarze
Pokaż komentarze