felicjan felicjan
222
BLOG

Jak NIE pomóc BLIŹNIEMU w ten świateczny czas

felicjan felicjan Polityka Obserwuj notkę 2

Tym razem nic o polityce. Cisza o PIS, PO, kłótniach, doktorze G, CBA i Amber Gold. Dziś chcę się podzielić swoim doświadczeniem z naszym sympatycznym społeczeństwem. Społeczeństwem, które przepełnione wiarą chrześcijańską, z ogromną wrażliwością podchodzi do tematu związanego z pomocą bliźniemu. Zwłaszcza, gdy otula nas jeszcze atmosfera świąteczna i świeże wspomnienie obchodów święta Trzech Króli.

Tak więc do meritum. Moje doświadczenie związane jest z pewnym nieprzyjemnym, aczkolwiek nie tragicznym wydarzeniem. Miejsce akcji - centrum Gdyni, czas - wczoraj, główny bohater - ja ( przeciętnie wyglądający czterdziestolatek, bez wypisanych na czole sympatii politycznych.)

Zaczęło się od tego, że w moim wysłużonym samochodzie (francuz, tfu) wysiadł alternator. To zaś sprawiło, iz podczas jazdy wyładowywał się akumulator, aż w końcu zdechł. Pech chciał, że na środku dość ruchliwego skrzyżowania. Nie miałem wyjścia, włączyłem światła awaryjne i zacząłem kombinować. Oczywiście za mną wytworzył się korek, zatarasowałem bowiem jeden pas ruchu. Liczne klaksony i pukanie się w czoło omijających mnie kierowców, dawało przekonanie, że jeśli szybko czegoś nie zrobię doczekam się linczu. Wysiadłem więc i zacząłem pchać auto. W pojedynkę, ciężko szło jak cholera. Ktoś w końcu się zatrzyma i pomoże mi zepchnąc pojazd na parking - pomyślałem. Nic bardziej mylnego. Same klaksony. Dalej nie dałem rady,  zaczynała się bowiem górka. W desperacji postanowiłem poprosić kogoś o pomoc. Najpierw zmotoryzowanych. Machałem, machałem ale nikt się nie zatrzymał (co ciekawe większość odwracała głowę) . Jeden pokazał mi nawet palec. Potem zaczałem prosić przechodniów. Niestety słyszałem tylko, że się spieszą. W końcu udało mi się wepchnąć samochód w najbliższe podwórko, a tam cud. Warsztat. Niestety nie samochodowy, ale jednak. Cud drugi mieli prostownik. Postanowiłem podładować akumulator na tyle, by dojechać do parkungu (dosłownie 100 metrów) i pomysleć dalej. Facet z warsztatu podłączył akumulator pod prostownik na ok. 20 minut. Auto odpaliło. No, pomyslałem, wiara w ludzi jednak popłaca. Cieszyłem się do czasu, gdy szef warsztatu (przezwajali tam jakieś silniki) zażądał za usługę 50 zł. Miałem tylko 30 zł. Usłyszałem, że 30 to mogę sobie w d... wsadzić. Chcąc nie chcąc straciłem kolejne 40 minut na wycieczkę do bankomatu. Uwieńczeniem zaś całej przygody było chuchnięcie szefa zakładu na otrzymany banknot. Taka łatwizna, lewizna od zdesperowanego frajera.

Ostatecznie dojechałem do parkingu. Cała operacja zajęła mi przeszło dwie godziny. Była to też dla mnie ogromna nauka i doświadczenie. Nauczyłem się jednego. W kraju, gdzie podobno dziewięćdziesiąt procent ludzi wyznaje wiarę katolicką, liczenie na pomoc bliźniego jest odruchem co najmniej naiwnym. I nie liczy się to, czy pchasz samochód, zdychasz na trawniku, czy linczują cię  łysole  w centrum miasta. Jesteś zdany wyłącznie na siebie.

No chyba, że to ja miałem pecha i zamiast na rozmodlonych i praktykujących wiernych trafiłem akurat na tę 10-procentową grupę satanistów.

felicjan
O mnie felicjan

Pogodny z poczuciem humoru. Lubię sport i skandynawskie kryminały. Pasjonuje mnie obłuda i prostactwo polskiej polityki.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka