0 obserwujących
43 notki
63k odsłony
413 odsłon

W (PO)goni za króliczkiem (zajączkiem)

Wykop Skomentuj

W kolejnej odsłonie rozmowy „Bez CENZURY” o tym skąd sie wziął zajączek wielkanocny i co przyniesie lany poniedziałek, a także czy Pisarz jada kaczkę w pięciu smakach na wtorek – kolejny dzień paschalny oraz o tym, że Alef Stern nie jest ani Spartakusem, ani Mojżeszem, ani mesjaszem, tylko pisarzem.

Fiatowiec: To powiedz, skąd się wziął zajączek wielkanocny. Bo to nie jest ani chrześcijański ani żydowski symbol. Pogaństwo weszło do świąt wielkiej nocy?

Alef Stern: – Też tak przez wiele lat myślałem. No bo znowuż skąd zając na Wielkanoc? Myślałem, że to z tradycji polowań. Bo od Wielkiej Nocy rozpoczynał się sezon na zająca, ale to też historia naciągana, bo przecież by zrobić pasztet wielkanocny, zająca trzeba było upolować wcześniej. Ale korzenie zająca są rzeczywiście Żydowskie, mimo że zając jest zwierzęciem niekoszernym. Wszystko wywodzi się z tradycji chowania macy podczas sederu. Dzieci starają się ją zabrać, bo kiedy im się uda, w nagrodę otrzymują podarki albo deser, który na seder nie jest przewidziany tradycyjnie. Ale deserem czyli afuikomanem nazywany jest ten kawałek macy, który się chowa i który dzieci próbują odnaleźć. W kulturze zachodniej mamy poszukiwanie prezentów – jajek schowanych przez zajączka. Ale zawsze zastanawiałem się, skąd ten zajączek, gdzie on nam się schował. I jak to zwykle bywa w Torze czy talmudzie schował się między słowami.

To chyba miało na Ciebie wpływ? W twoich książkach jest wiele takich „zajączków”, co kryją się między słowami?

- Masz rację. Lubię zabawy liczbowe i gry słowne. To rozwija wyobraźnię i inteligencję. Dziadek zawsze kiedy grał ze mną w karty, uczył mnie liczenia i opowiadał różne historie, w których kryło się drugie dno na poziomie leksykalnym, szczególnie że opowiadał historie w kilku językach. Sprawa zająca jest trochę bardziej skomplikowana, a jej interpretacja może budzić zastrzeżenia, jednak warto przyjrzeć jej się głębiej. Księga Zwyczajów podaje, że raz na kilka lat (mniej więcej co osiem lat) święto Pesach przypada na sobotę wieczór, czyli natychmiast po zakończeniu Szabatu. I tak też jest w tym roku. Stwarza to pewien problem, w jakiej kolejności powinny być odmawiane błogosławieństwa i jak mają odbywać się ceremonie. Z jednej strony mamy ceremonie związane z końcem Szabatu, z drugiej Seder Pesachowy. Co powinno być pierwsze, a co powinno poczekać? Gemara Psachim przynosi spór pomiędzy wielkimi rabinami o to, jaki powinien być porządek tego wyjątkowego wieczoru.

Każda z ceremonii ma swoje określone znaczenie i jako taka musi mieć swoje właściwe miejsce, które poprzedza inne lub po innych następuje. Halacha przyjmuje opinię Rawa, co nie znaczy, że pozostali rabini przegrali. Po prostu z ośmiu różnych interpretacji, z których każda kierowała się inną filozofią, akurat ta jedna została powszechnie przyjęta, do czego i my się stosujemy.

Jak więc wygląda ten zwycięski porządek?

- Według Rawa powinien on wyglądać następująco: wino (błogosławieństwo nad winem), kidusz (błogosławieństwo danego dnia), światło (błogosławieństwo nad nowym światłem), hawdala (błogosławieństwo rozdzielające Szabat od nastającego dnia), szechehejanu (błogosławieństwo czasu święta). Z logicznego punktu widzenia, porządek ten nie wygląda najlepiej. Jak można np. błogosławić nowy dzień, zanim nie odzieli się go od poprzedniego, co też było powodem innych interpretacji. Spróbujmy jednak zrozumieć, co Rawa chce powiedzieć, opowiadając się za takim właśnie porządkiem.

Pierwsze powinno być błogosławieństwo nad winem, gdyż jest najbardziej powszechne i najczęściej odmawiane, co też potwierdza jedną z zasad Halach mówiącą, że to, co częstsze, ma pierwszeństwo przed tym, co wyjątkowe, jak np. nałożenie tałesu ma pierwszeństwo przed nałożeniem tefilin.

Następnie odmawiane ma być błogosławieństwo dnia – kidusz, gdyż ma ono pierwszeństwo przed Hawdalą. Po drugie, w zwyczaju jest odsuwać w czasie Hawdalę tak, aby nie wyglądało na to, że ktoś czym prędzej chce się pozbyć Szabatu.

Trzecią czynnością jest błogosławieństwo światła, które powstaje w nowy dzień, (w naszym przypadku jest odpalane od istniejącego ognia), symbolizuje ono nowy tydzień i nowy początek. Według Rawa, rozdziela dwa „przeciwne sobie” błogosławieństwa: Kidusz i Hawdalę.

Ostatnią czynnością jest błogosławieństwo szechehejanu, które błogosławi tego, który obdarzył nas i nakazał nam obchodzić ów dzień świąteczny. Zwyczajem jest już odmawianie go na końcu, po wszystkich innych błogosławieństwach. W przeciwieństwie do pozostałych nie wymaga ono również wina.

No dobra, a gdzie podział się zając?

- Jak to bywa z zającem, trzeba go odszukać i wypłoszyć. Talmud często posługuje się skrótami, aby można było lepiej zapamiętać pewne zasady. Podobnie też w tym przypadku. Porządek Rawa zapisuje się czterema hebrajskimi literami: Jud, Kuf, Nun, Heh i Zajn, które są akronimem do słów: Jajn (wino), Kidusz (modlitwa), Ner (światło), Hawdala (opowieść na Pesach) i Zanim (czasy, odpowiadające błogosławieństwu szechehejanu). Akronim ten tworzy słowo Jaknahaz przypominające niemieckie słowo Jaagenhaaz – polowanie na zające.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale