0 obserwujących
43 notki
65k odsłon
  715   0

Fiat gra va banque w Polsce!

 
Widząc brak jakiejkolwiek reakcji ze strony polskiego rządu Marchione poszedł o krok dalej w swoich publicznych wypowiedziach i przed rokiem gdy pod Neapolem uruchomiono produkcję nowej wersji Pandy, szef Fiata publicznie przedstawił swoją doktrynę nacjonalizmu gospodarczego. - Mamy obowiązek preferować kraj, w którym są korzenie Fiata. Nasz wybór, by produkować Pandę w Pomigliano d'Arco, nie był oparty na zasadach ekonomii ani na zasadach racjonalności. Zrobiliśmy to, biorąc pod uwagę historię Fiata we Włoszech i uprzywilejowane stosunki z naszym krajem - powiedział Marchionne.
 
Nie trudno się domyślić, że żadna z tych deklaracji Fiata nie wywołała reakcji w Polsce. Przecież trudno sobie wyobrazić, że polski rząd nie zdawał sobie sprawy z tego, że oznacza to w przyszłości spadek eksportu o miliardy euro i wzrost bezrobocia, czyli dodatkowe straty i wydatki dla budżetu. Teraz zbieramy tego żniwo, gdy na bruku ma wylądować 1500 pracowników Fiat Auto Poland.
W tym gorącym okresie decyzyjnym dla Fiata pomimo kierowanych pisemnie uwag do rządu w Polsce milczał premier Donald Tusk i jego główny doradca gospodarczy Jan Krzysztof Bielecki. Jednak najbardziej beztrosko zachowywał się i ręce od całej sprawy umywał były wicepremier, minister gospodarki Waldemar Pawlak. - Minister gospodarki nie ma bezpośredniego wpływu na decyzje biznesowe podejmowane przez zarząd Fiata – tłumaczyło wtedy bierność swojego szefa Ministerstwo Gospodarki.
 
W związku z tym należy się zastanowić czy Fiat faktycznie nie miał żadnych zobowiązań także wobec Polski, a rząd wtedy nie powinien zwrócić się w tej sprawie do koncernu z Turynu? Pobawmy się w takim razie w wyliczankę i podsumujmy, co Fiat zyskał w Polsce i ile kosztował polskiego podatnika. 
 
Zacząć należy od tego, że Fiat nie budował od podstaw fabryki w Tychach. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że dostał ją w prezencie od polskiego rządu w 1992 r., w niby pozorowanej prywatyzacji. W sprawie tego największego przekrętu prywatyzacyjnego NIK po kontroli zakończonej w 1999 roku sporządził protokół, gdzie w sposób druzgocący wypowiedział się w sprawie zaniedbań, ale nikomu włos z głowy za tę „prywatyzację” nie spadł. A warto przypomnieć, że Fiat przejął infrastrukturę i ziemię wraz z kluczową częścią majątku Fabryki Samochodów Małolitrażowych, który wyceniono wtedy na symboliczne 1,8 tys. zł w umowie wynegocjowanej przez ówczesnego ministra finansów Andrzeja Olechowskiego. Trzeba tutaj nadmienić, że na owe czasy była to największa i najnowocześniejsza fabryka aut w Europie Środkowej. Oczywiście od tego czasu Fiat rozbudował i unowocześnił ten zakład, ale zrobił to też przy wsparciu polskiego rządu. Pewnie ktoś powie – miał jako firma pełne prawo korzystać z tego, że polscy robotnicy zarabiali ułamek tego, co ich włoscy koledzy, chociaż pracowali od nich dużo więcej, ciężej i efektywniej. Nawet zostało wtedy uknute powiedzenie, że włoscy pracownicy Fiata nie dadzą się „spolakować” tak jak polscy pracownicy w Tychach.
 
Odbiegliśmy jednak od głównego wątku, bo Fiat korzystał także z pomocy przyznawanej przez nasz rząd, czyli z kieszeni wszystkich Polaków. Warto zatem też wspomnieć, że od ponad 20 lat Fiat Auto Poland nie płaci podatku dochodowego, a w przeszłości bez cła sprowadził maszyny i części do produkcji aut warte grubo ponad 600 mln euro.
 
Mało tego z własnej kasy zakład w Tychach wyłożył przez dwie dekady około 2,5 mld euro na produkcję kolejnych modeli aut Fiata i podwojenie swojego potencjału produkcyjnego. Fiat nie tylko zarabia marżę na handlu hurtowym autami robionymi w Polsce, ale przez ostatnie pięć lat dostał jeszcze 1,36 mld zł dywidendy z zysków, które zostały w budżecie Fiat Auto Poland.
 
To nie tylko kasa, ale również prestiż, bp to dzięki wzorcowej jakości produkcji aut w Tychach, (co stawiano za wzór innym zakładom włoskiego koncernu na świecie) załoga przyczyniła się do światowego sukcesu produkowanej najpierw Pandy, a potem Fiata 500. Przecież to dzięki temu, że ten model produkowany na początku był w Tychach tak uwiódł Amerykanów, że zgodzili się na mariaż Fiata ze swoim koncernem Chrysler. Mało tego, dzięki tej transakcji wymiennej bez inwestowania nawet jednego dolara włoski koncern dostał 5 proc. akcji Chryslera za uruchomienie produkcji Fiata 500 w Ameryce Północnej.
 
Reasumując obecna ekipa rządząca dała ciała, ale jest światełko w tunelu, bo po ogłoszeniu zwolnień grupowych w Fiat Auto Poland obecny szef resortu gospodarki wicepremier Janusz Piechociński zapowiedział, że we wtorek rząd zajmie sytuacją polskiej motoryzacji. Szkoda, że dopiero teraz, ale lepiej późno niż wcale. Przecież od wielu lat przedsiębiorcy apelowali, aby rząd zajął się tą branżą gospodarki, tak jak zrobiły to rządy innych państw Unii Europejskiej. Dotąd jednak rząd puszczał te apele mimo uszu. Najwyższa jednak pora, aby to zmienić. I poważnie porozmawiać z Fiatem, zapytać jakie ma plany produkcyjne w Polsce. Należy teraz przypomnieć Sergio Marchione wsparcie udzielane przez tyle lat włoskiemu koncernowi przez polskich podatników. 
 
Czas pokaże, co dalej z pracownikami Fiat Auto Poland. Ale już dzisiaj można śmiało powiedzieć, że Fiat wbił „nóż w plecy” polskiemu rządowi? Posypała się retoryka rządu i legł w gruzach mit zielonej wyspy, a przypadek załogi tyskiej fabryki jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. Już niebawem czekają nas grupowe zwolnienia w innych branżach i gałęziach przemysłu, również w sektorze bankowym. Czy ten zimny fiatowski prysznic spowoduje polityczne trzęsienie w Polsce? Przecież jest rzeczą niemożliwą, aby rząd nie miał świadomości, że motoryzacja to jeden z filarów polskiej gospodarki!
 
Fiatowiec
 
Zdjęcie wprowadzające do tekstu materiały prasowe Fiat Auto Poland.
Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale