822. IPNy i grzybobrania
PP, jestem grzybiarzem. Ponieważ o sposobach zbierania grzybów już pisałem, dzisiaj foolieton uzupełniający. Więc tak. Może być wiaderko i reklamówka, ale, najlepszy wiklinowy koszyk. Wietrzy, nie dopuszcza do zlepiania się grzybów. I teraz tak. Znajdujemy, /dostrzegamy/ grzyba. Mimowolnie stawiamy koszyk na ziemi i wykręcamy grzyba z podłoża identycznie jak kleszcza z psa.
To teoria. A praktyka?
Praktyka powinna być taka, że po dostrzeżeniu grzyba i postawieniu koszyka, najpierw podnosimy koszyk i sprawdzamy czy nie postawiliśmy go na drugim grzybie!
I dalej. Po wykręceniu grzyba zabieramy się za wstępne oczyszczanie go, lustrując jednocześnie wzrokiem bazyliszka teren wokół w promieniu... po prostu w promieniu. Promień zależny jest bowiem od ukształtowania terenu w którym stoimy.
Tak na marginesie.
Ponieważ tzw. wynik grzybowy zależy od perfekcyjnej lustracji, najlepszymi kandydatami na grzybiarzy, uważam, byliby właśnie...fachowcy od lustracji. No i też sam ojciec dyrektor. Mag-netyzer. Byle się tylko nie zaplątał do słoika. Chociaż i z tym nie problem. Habit by się tylko przerobiło na całun.
Jednak w kwestii samego grzybobrania to nie wszystko. Do wspomożenia lustracji są jeszcze zaklęcia. Powiem wam, różne mają grzybiarze. Ja posługuję się następującym: trata-tata, pokaż brata.
I w tym momencie inteligentny czytelnik uśmiechnie się z wyrozumiałą pobłażliwością.
Tyle że. To działa, PP.
Pewnie, jak wcześniej przeszły przez ten teren tabuny grzybiarzy i wykosiły braci, pozostawiając tylko tego jednego, nie dostrzeżonego niedobitka, to brata nie będzie. Ale to nadzwyczaj rzadkie przypadki. W 9 przypadkach na 10, brat jest. Albo szwagier. Bo tak.
Trata-tata, pokaż brata, a brat w wojsku. A tam, wiadomo, tajemnica wojskowa. Tyle że, grzyby tak za bardzo nie przestrzegają. A jeśli, to pokaże właśnie szwagra. I też ok. Nam, byle sztuka do koszyka.
Tyle że. Między braćmi, jak między braćmi. Zależy jaką mają między sobą umowę. Bo jak brat nie życzy sobie na przykład znaleźć się z bratem w jednym słoiku zalewy octowej, to ten może go nie pokazać. Jednak wtedy sypnie szwagra.
Ale na ogół jest drugi i trzeci, a często-gęsto nawet pięć, jak pięciu braci Li. A czasem nawet całe kolonie.
O właśnie. Kiedyś wracając z grzybami z grzybów pod/słyszałem rozmowę w koszyku, że chciały skolonizować Ziemię. A ja wyciąłem w pień i skończyło się - w słoiku z zalewą octową.
Taaak... Grzybobranie to też znakomity sposób na zakończenie lustracji. Lustratorzy-grzybiarze zapełniliby słoikami z grzybami cały IPN. Sukcesywnie i stopniowo wypierając słoikami akta. Po prostu wstawiając słoiki na miejsce akt, wynoszonych z tego powodu na makulaturę. Potem zasoby IPNu byłyby prezentowane narodowi. Po teczkach mogłoby się to okazać równie zaraźliwe. Grzybicze. Tylko pytanie. Skąd IPN wziąłby tyle słoików? Jak to skąd? Zamówiłby w hucie. Kasy za makulaturę starczyłoby na ładnych parę lat. Oczywiście, kasy byłoby 100 razy więcej, gdyby sprzedawać ją teczkami na Allegro. Właściciele teczek licytowaliby bajońskie sumy, wykupując swoje. Ale, odetchnęlibyśmy. Za taką kasę można by było zapełnić dziurę w budżecie i ze cztery czarne w Kosmosie, albowiem czarne zawartości teczek dałyby tam efekt – niepoznaki.
I tym oto opty...
Bywa też, PP, że zdarzają się grzybki-bracia-bliźniacy. Zrośnięci ze sobą. Lub po prostu zżyci. Jak to w życiu. Wtedy wystarczy przesłać słoik zalewy, do użytku wewnętrznego. Na zawekowanie. Na Berdyczów.
Albo na Pałac.
I tym oto opty...


Komentarze
Pokaż komentarze (2)