PP, zadano mi pytanie, jak powstaje foolieton.
: siadam i piszem.
Przy tej zaś okazji wyjaśnię jeszcze inne, takie tam.
Foolieton to nadzieja.
Że się głupki zmitygują. Lub - mądrzy, przestaną się wygłupiać.
Czy pajacować.
Foolieton delikatnie daje do zrozumienia, że My to widzimy.
Folieton to uśmiech.
Przynajmniej w założeniu. /”jeden foolieton, - jeden uśmiech czytelnika”/. Jak ktoś śmieje się więcej razy, - tylko na własną odpowiedzialność /zmarszczki mimiczne, itp./.
Foolieton to sposób.
Na pogodę ducha. Na odstresowanie się. Na zabicie czasu /żeby nie zabijać np. ptaków. Lub myśli./.
Foolieton to kontakt.
To myśl, podtekścik, pointa, przebijające się do mózgu czytelnika przez skorupę zwojów. Bywa, że się nie przebiją. Wtedy czytamy raz drugi i trzeci, lub – zmieniamy kolor włosów. Z blond. Na.
Wreszcie, foolieton pod przykrywką słownej nonszalancji niesie w sobie treści poważne. Jaka jest korzyść z czytania foolietonów? Można uświadomić sobie, że się jest/nie jest, idiotą. To ważne. Większość idiotów nie ma bowiem o tym zielonego pojęcia. Niejednokrotnie wystarcza im świadomość posiadania uniwersyteckiego papierka.
Co jeszcze?
Foolieton to wychowanie. Też w trzeźwości.
O właśnie. Poszedłem dzisiaj do sąsiada. Sąsiad trunkowy. Nie, żeby pijak, ale trunkowy. Były lotnik. I mówię tam, przy nim i jego żonie, tak: sąsiedzie, ja to chyba nie jestem facet. No bo co to za facet, co nie pije. Żaden facet, dupa wołowa.
Rozbawiłem oboje.
I to jest właśnie to owo ostatnie.
Sztuka.
Foolietonu.
I tym oto opty...
15.10.08


Komentarze
Pokaż komentarze