Mam przyjaciela, który ma jeszcze jednego przyjaciela. Przynajmniej tak sądził do niedawna. Obaj robią w branży budowlano - developerskiej. Ponadto, obaj to byli wiceprezydenci miasta, co jest chyba dosyć istotne w sprawie. I ten mój, któremu zbrakło kasy do inwestycji, zwrócił się do kolegi-przyjaciela z propozycją kupna od niego nieruchomości, za 6 mln złotych. „Przyjaciel” dysponuje na dzień dzisiejszy żywą gotówką w wysokości 10 milionów. Odpowiedź była następująca: wiesz, kasa jest w cenie. Nikt nie ma. Chcesz 6 milionów? Kupię, kupię to chętnie. Ale, zaczekam aż będziesz chciał milion. Wtedy kupię.
PP, specjalnie dopowiedziałem wcześniej że obaj to byli wice, dla podkreślenia iż nie była to rozmowa w kręgu szumowin, tylko w innym. A może tylko pozującym na inny? Przynajmniej w połowie? Czy człowiek który złapał w trudnych gotówkowo czasach 10 milionów musi być hieną? Oczywiście że nie, tyle że, jak jest...to tego się już nie zmieni. Prędzej czy później z człowieka wychodzi.
A zatem, potwierdza się stare, dobre porzekadło. Tam gdzie w grę wchodzą duże pieniądze, nie ma przyjaciół. Ani pomiłuj.
Światowy kryzys finansowy spowodował że idzie recesja, a z nią masowe zwolnienia z pracy. U nas, jak alarmują ekonomiści, może to być liczba nawet kilkuset tysięcy zwolnionych.
Idzie więc czas prosperity. Dla hien. Czy nas zjedzą?
I tym oto mało opty...
10.11.08


Komentarze
Pokaż komentarze (2)