Ciemnota talibska porwała w Pakistanie pracującego tam, geologa z Krakowa. Zabili przy tym trzech towarzyszących mu pakistańczyków. Za uwolnienie Polaka żądają zwolnienia talibów przetrzymywanych w pakistańskich więzieniach. Napisałem –ciemnota-, bo te ich skądinąd konkretne działania skazane są z góry na niepowodzenie. I gdyby cośkolwiek myśleli, mieliby tego świadomość. Cóż bowiem znaczy dla rządu pakistańskiego jakiś Polak? W zderzeniu z bezpieczeństwem kraju? Nic. Jeśliby chcieli coś od tego rządu realnie uzyskać, niechby porwali własnego premiera, lub znaczącego ministra, na przykład sprawiedliwości. Tyle że, prymitywne pastuchy takich możliwości nie mają, ograniczają się zatem do tego, co jest w zasiągu i realnie osiągalne. I tu ofiarą padł Bogu ducha winny, przypadkowy Polak. Jest to dla nas, nacji, tym bardziej przykre, że negocjacje /jakiekolwiek/ w tej sprawie z góry skazane są na porażkę. Pakistańskiego rządu, czy nawet ze wsparciem naszego. MSZ-tu choćby. Bo uwolnienie terrorystycznych talibów pod jakąkolwiek presją ich pobratymczych szaleńców jest po prostu realnie niemożliwe. I dobrze byłoby, żeby rządy całego świata, to, podobnym porywaczom na całym świecie, uświadomiły.
Podobnie jest z piractwem na Karaibach, gdzie porywa się całe statki. Ostatnio supertankowiec z dwoma milionami baryłek ropy naftowej i dwoma Polakami na pokładzie. Piraci żądają za zwrot statku 25 milionów dolarów /statek plus ropa warte są 250 milionów/, zatem, w stosunku do wartości niewiele, 10%. Tak to sobie przynajmniej /oni/ wyobrażają. A mnie skręca ze śmiechu. Piraci zapowiedzieli bowiem, że będą bronić statku, a próba jakiejś wojskowej interwencji /interwencyjnego odbicia/ będzie „katastrofą dla całego świata”. W XXI wieku, takie rzeczy? Jakie negocjacje? Z kim i o co? Przecież statek jest gdzieś umieszczony, zacumowany w jakimś konkretnym państwie, na jego terytorium i to państwo za to odpowiada. Jak i za czyny swoich obywateli zresztą. Wystarczy więc zwrócić się do rządu tego państwa o zwrot, tak, ok., nie – zrównać kraik z ziemią. Hiroszima na bis. I tu przepraszam akurat Japończyków za tak użyte sformułowanie, gdyż co do absolutnej konieczności jak i słuszności użycia tamtej /i wtedy/ bomby atomowej, nie jestem tak do końca przekonany. Wprost przeciwnie jak tutaj. Pigułka A /lub N/ i po problemie.ps. To artykuł z 22.11. Dziś agencje informacyjne podały, że somalijscy piraci porwali kolejny statek. Armatorzy żądają ochrony. Podaję zatem swój foolieton na aukcję. Licytują rządy.
I tym oto opty...
25.11.08


Komentarze
Pokaż komentarze (1)