875. Minister Inczu-Czuma
Dziennikarze są upierdliwi. Dokopali się do jakiegoś długu obecnego min. Sprawiedliwości, sprzed 20 lat, z czasów jego pobytu w usa. No i oczywiście konferencja w TVN, na żywo, atakujący dziennikarze i wijący się minister. Spektakl. Zanim przejdę do meritum, powiem co mnie rozśmieszyło. Na wstępie. Oświadczenie ministra sprawiedliwości, - że nigdy nie był karany. A to dobre! I tak myślę, że powinien te deklarację upisemnić. Mało. Objechać z nią wszystkie zakłady karne, żeby przekonać tam, najbardziej zainteresowanych. Znaczy, wyprowadzić z błędu. Żeby nie myśleli, że swój na stołku ministerialnym. We właściwym resorcie! I będzie można kraść bezkarnie. Ma więc objeżdżać, czy nie? Jak myślicie? Samo dementi w TVN wystarczy? No nie wiem. Zaś co do bezkarności, to wiem. Wysoko i w swoim kręgu. Nietykalnym. To znaczy, są dwa prawa. Albo i nie. Jedno, tylko po prostu nie sięga. Poza tym, jak różne przekręty robione z dobrymi prawnikami /doradczo/, to jak może sięgać? Wyższa kultura kradzieży. W białych rękawiczkach/kołnierzykach i – zgodnie z prawem. Ot co! Szkoda, że minister nie karany. Karany, byłby nawet sympatyczniejszy. A i ludziom w ZK lżej by się siedziało. Jak swój na urzędzie. Taaak... Bo wygląd ma. Dobry. Kompatybilny. A, wyszło szydło z worka. Okazuje się że kilkanaście razy był przymuszany przez amerykańskie sądy do zwrotu długów. I super! Teraz, gdyby się ostał, mógłby oskarżyć je z pozycji ministra, o zwrot pod presją, czyli, wymuszenia rozbójnicze, tak u nas modne w slangu prokuratorskim. Chociaż, słabe szanse. Dymisja tuż-tuż. Nie mówią już nawet - czy, tylko – kiedy. Czyli, pewna. Ale, spoko. W Polsce, jedyną pewną rzeczą jest to, że Kopernik nie żyje. Wszystko inne, dopiero się okaże.
I tym oto opty...
11.02.09


Komentarze
Pokaż komentarze