Gazeta Wyborcza kilkakrotnie donosiła w sensacyjnym tonie, że zawieszenie prokuratora Pasionka wynikało z kontaktów tegoż z politykami PiS i zdradzaniu tajemnic śledztwa USA. Dziś w tekście M. Kąckiego Gazeta wyłuszcza motywy prokuratury przy zawieszeniu Pasionka.
Motywem tym była rozmowa prokuratora z przedstawicielami amerykańskich służb specjalnych. Podczas tej rozmowy prokurator Pasionek sondował Amerykanów czy byliby skłonni podzielić się z polską prokuratrurą wiedzą odnośnie katastrofy smoleńskiej. Efektem spotkania było wystosowanie przez polska prokuraturę zapytania prawnego do USA dotyczącego m.in:
- możliwości technicznych wywołania sztucznej mgły
- mozliwości technicznych zakłócania urządzeń nawigacyjnych samolotu
oraz prośby o przekazanie nagrań z rozmów prowadzonych na pokładzie tupolewa
Dysponując tymi danymi prokuratora wojskowa zwróciła się do prok. Seremeta o odsunięcie Pasionka, sugerując, iż ten zdradza tajemnice śledztwa. Seremet jednak nie wyraził na to zgody.
W efekcie prok. Krzysztof Parulski wszczął postępowanie dyscyplinarne wobec Pasionka, łamiąc w ten sposób wolę zwierzchnika.
Wg materiałów na jakie powołuje się Kącki Pasionek miał się też kontaktować z dziennikarzami, z jego telefonu służbowego dzwoniono też do biura PiS, ale te sprawy nie mogły mieć wpływu na decyzję Parulskiego.
Co w tej sprawie jest najciekawsze? Moim zdaniem to, dlaczego Parulski złamał decyzję swojego przełożonego, sędziego Seremeta. Jakie nowe okoliczności pojawiły się w sprawie? Bo przecież spotkanie w ambasadzie nie zostało przez Seremeta uznane za wystarczające do zawieszenia.
Kwestia nr 2. W rzeczonym spotkaniu w ambasadzie USA wzięło udział conajmniej 4 osoby: prok. Pasionek, agent USA, b. szef ABW Święczkowski i jego zastępca Ocieczek. M. Kącki dysponował zeznaniami (relacją z zeznań?) oficera amerykańskiego. Co z zeznaniami pozostałej trójki? Czy wogóle prokuratura takie zebrała? Czyżby Pasionka zawieszono jedynie na podstawie zeznań, jak to ujął Parulski, agenta "obcego mocarstwa", nie podlegającego, dodajmy, rygorom polskiego prawa? W dzisiejszym wywiadzie w Niezależnej Święczkowski nie wspomina o przesłuchaniu go na tę okoliczność. Dziennikarz GW również nie uznał by relacje Święczkowskiego i Ocieczka wogóle wniosły coś do sprawy, na jakiej podstawie?
Podsumujmy.
Celem tekstu M. Kąckiego były wyjaśnienie dlaczego odsunięto od śledztwa prok. Pasionka. Wg Kąckiego powodem odwołania prokuratora było to, że: "Pasionek przekazywał informacje ze śledztwa osobom nieuprawnionym: Ocieczkowi, Święczkowskiemu i agentom służb USA".
Czy rzecziwście rozmowa z przedstawicielem sojuszniczego państwa, w wyniku której powstaje oficjalne zapytanie prawne jest przestępstwem?
Swego czasu Z. Ziobrze postawiono zarzut ujawnienia informacji ze śledztwa osobom nieuprawnionym (J. Kaczyńskiemu), ale zarzut ten został wyśmiany, nie pamiętam nawet, czy prokuratura miała odwagę przedstawić go w sądzie. W mediach jednak był z tego powodu spory huk. Ciekawe czy redakcja GW spytała swoich wyśmienitych prawników, czy i w tym przypadku nie mamy do czynienia z podobnym humbugiem.
Gazeta niewiele pisze o sprawach rzeczywiście ciekawych, epatuje natomiast informacjami o rzekomych kontaktach Pasionka z politykami PiS i dziennikarzami. Nie weryfikuje swoich informacji w różnych źródłach. Trudno uciec od wniosku, że celem artykułu było wybielenie swoich i dokopanie wrogom a propaganda z założenia miała przytłumić informację. Czyli w wykonaniu GW nihil novi sub sole. Szczęściem jednak kilka ciekawych informacji artykuł zawiera. Można było wszak wyciąć to, że Seremet odmówił zawieszenia Pasionka. Jakaś uczciwość musi się więc przemykać po zakamarkach gmachu przy Czerskiej.
sorry za zmiany, ale pierwsza wersja była przegadana


Komentarze
Pokaż komentarze (10)