Wybory okazały się zwycięskie dla układu rządowego. PO i PSL zachowały swój stan posiadania, który umożliwia im kontynuowanie rządów. Dosyć bezproblemowe, jeśli dodamy do tego monopol w mediach elektronicznych i, zapewne rychłe, wycofanie się Rzeczpospolitej z tematyki politycznej.
PO udało się w tych wyborach jednak coś więcej niż utrzymanie władzy. Możliwość wyboru partnerów daje tej partii komfortową pozycję przy tworzeniu ustaw i jedyną przeszkodą może tutaj być niezręczność i słabość merytoryczna samej PO.
PiS również utrzymało swój stan posiadania. Jest to porażka, niemniej taktycznie, pozycja lepsza niż tworzenie rzadu w obecnych realiach. Dla PiS bowiem realna władza możliwa jest tylko przy jednoczesnym przejęciu prezydentury i rzadu, a co za tym idzie telewizji publicznej. Taka szansa nadarzy się dokładnie za 4 lata.
Drugim wygranym jest Partia Chamów Palikota. Jest to jednak trochę pyrrusowe zwycięstwo. Przypuszczam, że podstawowy elektrat Palikota to dawni zwolennicy Samoobrony, którzy dostrzegli kolejnego człowieka, który może "przypieprzyć" tym "złodziejom" z rządu. Ten zaś elektorat jest mocno labilny i zwykle odpływa w momencie dojścia "przypieprzacza" do władzy. Póki co obserwujemy ciekawy i, dosyć jednak egzotyczny sojusz "Czerskiej" z konsumentami wina "Arizona", pytanie na ile stabilny.
Najwięksi przegrani tych wyborów to SLD i PJN. Wybory pokazały, że formuła sojuszu związku zawodowego pzpr-owskich aparatczyków z utrzymywaną przez nich egzotyczną menażerią typu geje, feministki itp. wyczerpuje się. Czas więc na fuzję albo z partią władzy (i utworzenie SLD bis, jednak w innym układzie personalnym), albo z menaźeria ale przez przyznanie jej praw obywatelskich (sojusz z partia chamów), albo też, wzorem PSL, trwanie w formule związku zawodowego.
Jeśli zaś chodzi o PJN, cóż, póki starczy diet należy trwa, nuż zmieni się koniunktura i oddech stacji Waltera znów zadmie w żagle.
Co po wyborach?
Dla PO sytuacja jest jasna. Należy zrobić to co trzeba, czyli podnieść daniny publiczne dla szerokich rzesz zapewniając jednocześnie ulgi dla elit (np. poprzez mniej wnikliwe kontrole itp.). Jako manewr osłonowy należy wywołać jakieś igrzyska, np. "krzyż smoleński II", "debata konstytucyjna III", a nawet "mord łódzki II", temat nie jest specjalnie ważny, ważna jest skala, widowiskowość i moc przyciągania. Z tej pozycji należy obserwować poczynania konkurentów i w odpowiednim momencie reagować z kontrą.
W ten bezpieczny sposób PO trwać może przez kolejną kadencję. Jeśli bowiem wtrącą się organa unijne, to zawsze można je będzie przekupić rezygnacją z jakichś interesów zagranicznych Polski. Jeśli zaś ludziom da się we znaki kryzys, to winna będzie cała klasa polityczna, i cała klasa polityczna będzie podejmować przykre decyzje. Jeśli zaś kryzysu nie będzie lub zostanie on pokonany to będzie to zasługą PO. Gdyby zaś jedno i drugie rozumowanie wzięło w łeb zawsze pojawi się jakaś ratunkowy liniowiec, czy to w postaci odrodzonej partii chamów, czy PO bis. Aparat medialny pozostaje wszak niezmiennie do dyspozycji.
Drugim ważnym elementem w polityce PO będzie spłata długów zaciągniętych w kampanii. Wcześniej więc czy póżniej nadejdzie czas żniw m.in. dla właścicieli mediów.
Dla PiS z kolei przychodzi czas orki. Osobiście radziłbym tej partii skupić się głównie na kwestiach lokalnych, a nie branżowych. Kolejne wybory pokazują trwały podział geograficzny. I, moim zdaniem, to ten czynnik odgrywa najbardziej istotną rolę. Są przecież gminy, powiaty i województwa, które głosowały na PiS w 2005, a potem zmieniły preferncje? Dlaczego? Czy możliwy jest powrót do roku 2005? To chyba najważniejsze pytania stojące przed PiSem.
Drugie zadanie dla tej partii to rola edukacyjna. Kolejne wybory wykazują, że bez własnej telewizji nie jest możliwe zwycięstwo z PO posiadającą takie 3 ogólnopolskie stacje o najwyższej oglądalności. Najbliższe 4 lata to równiez czas, by posmoleńscy rekruci (głównie różnej maści profesorowie) zyskali polityczne ostrogi przed ewentualnymi rządowym posadami.
Główną troską PSL będzie obrona jego sposorów, głównie wytwórców rolnych, przed złupieniem przez PO w imię rosnących potrzeb budźetu. A przy okazji wyrwanie jak największej części czerwonego sukna dla siebie i swoich ludzi.
Palikot będzie lawirował pomiędzy wynajmowaniem się na potrzeby PO, spłacaniem długów z kampanii, a budową własnego stabilnego zaplecza. W tej pierwszej roli może jednak spotkać się z dosyć niespodziewaną konkurencją w postaci odnowionego SLD
Samą SLD czeka strategiczna decyzja czy:
a. trwać
b. na jakiego konia postawić.
PJN zaś albo spróbuje samotnego trwania z minimalną szansą na sukces, albo pójdzie na szrot, albo będzie wynajmował się PO do coraz podlejszych zadań za coraz niższą cenę.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)