Motto: Odmawiam zidentyfikowania milicjanta, który mnie pobił. Najpierw powinien rozliczyć się Kiszczak z Michnikiem
Cezary Michalski, listopad 2004
Birbant i hulaka, swój koleś, kibic, liberał, centrysta, antyklerykał, twardy partyjny gracz, luzak, grillarz, macho, kumpel Angeli i Wołodii, mąż stanu europejskiej rangi, sterowana sznurkami marionetka, szczery demokrata, oszust, leń, cwaniaczek, intelektualista, sportsmen, szołmen, super facet, mało rozgarnięty kretynek w krótkich majtkach, Donek fajny gościu, chłopak z podwórka.
Wiele twarzy przywdziewał Donald Tusk, wiele mu przypisywano, ale monarchista? Dyktator sprawujący władzę przy pomocy 7 służb specjalnych wzajemnie się kontrolujących? W dodatku przerastajacy intelektualnie epokę? Dlaczego, w dobie upadku Kadafiego i antyestablishmentowych demonstracji, wytrawny publicysta Cezary Michalski, pomawia premiera Tuska o bonapartyzm, zarzucając mu tym samym conajmniej dążenie do dyktatury?
Czyżby frontmenowi antysystemowej rewolty czasów rywinowskich znudziło się pieczeniarstwo i gwiazdorowanie kawiorowej lewicy? Zawrzała krew, adrenalina i nie gasnąca przecież w każdym prawdziwym rewolucjoniście chęć wspierania tych słabszych? A może to tylko prosta kalkulacja, obliczona na umieszczenie w centrum theatrum dawnego sponsora Janusza Palikota?
Jakby nie było trudno nie uchylić kapelusza przed odwagą, żyjącego wszak z dotacji, Cezarego Michalskiego, który w czasach gdy padają figury wagi Schetyny, Grabarczyka czy Olka Grada nie obawia się rzucić w twarz premierowi co o nim myśli.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)