15 obserwujących
69 notek
87k odsłon
  893   1

To była ruska rakieta

Im więcej czasu upływa od uderzenia rakiety w Przewodowie, tym bardziej jestem przekonany, że to była rosyjska rakieta.

Zacznę jednak od tego, że kiedy podano oficjalny komunikat o ukraińskiej przeciwrakiecie systemu S-300 jako przyczynie wybuchu, jak chyba wszyscy oczekiwałem symbolicznych przeprosin strony ukraińskiej. Niczego wielkiego, zwykłego przepraszamy, trwa wojna, bardzo nam przykro, że tak się stało. I kiedy godzina po godzinie przeprosiny nie nadchodziły, a w ich miejsce słyszeliśmy ukraińskie twarde „to nie nasza rakieta”, byłem coraz bardziej sfrustrowany i zdegustowany. Do tego stopnia, że przestałem nawet śledzić sytuację na froncie, który jest przecież dla wielu z nas frontem „naszej” wojny. Wiele starych antyukraińskich resentymentów odżyło przez te kilka godzin.

Poskładałem jednak wszystkie elementy tej układanki i obecnie jestem pewien, że to była rosyjska rakieta. Moja hipoteza jest następująca. Rosjanie wystrzelili rakietę, której celem była ukraińska instalacja energetyczna blisko granicy. Ukraińcy namierzyli rakietę i wystrzelili swoją antyrakietę, która nie zniszczyła skutecznie rosyjskiej rakiety, ale doprowadziła do jej niewielkiego uszkodzenia, w wyniku którego ta zmieniła kurs i poleciała w kierunku polskiej granicy. Resztę historii znamy.

To oczywiście tylko hipoteza, ale przyjrzyjmy się kilku faktom:

1. Radar RAT-31DL FADR w Łabuniach to jeden z najnowocześniejszych radarów na świecie. Wg mojego ulubionego twitterowego eksperta ds. wojskowych Thomasa Theinera ten radar zbiera w promieniu 500km informacje o absolutnie każdym obiekcie latającym i zarówno Polacy, jak Amerykanie na żywo widzieli tę rakietę i od razu wiedzieli, skąd wyleciał, jak leciała i gdzie spadła.

2. Zapewne też ekipa wojskowa była na miejscu dosłownie kilkanaście-kilkadziesiąt minut później (Podkarpacie to teraz wyjątkowo nasycony wojskiem rejon). Ci eksperci z całą pewnością potrafią rozpoznać różne modele rakiet i antyrakiet.

3. Mimo to oficjalny komunikat wydano wiele godzin po zdarzeniu. Te godziny trwało nie ustalenie „co się stało?” (to było wiadomo niemal od razu), tylko „co z tym zrobić?”

Przez cały ten czas trwały konsultacje polityczne. Czy gdyby to była faktycznie ukraińska rakieta, trwałyby one tak długo?

Następnego dnia rano słuchałem w radiu wywiadu z szefem BBN, który został zapytany o dostęp do miejsca wybuchu ukraińskich śledczych. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że „oczywiście to w pełni zrozumiałe oczekiwanie, już za chwilę zakończą się formalności i zostaną dopuszczeni”. Rozumiecie - zakończą się formalności. Pani Krysia musi przybić pieczątkę na pozwoleniu, ale akurat skończył się tusz w drukarce, więc pan Mirek pojechał do sklepu, ale sklep otwierają o 10, a później tylko pan wicedyrektor departamentu się podpisze, tylko że on akurat jest na ważnym spotkaniu, które jednak niedługo się skończy i wszystko będzie gotowe.

Pan wicedyrektor skończy spotkanie od razu, jak tylko Ukraińcy zgodzą się, jaki ma być wynik tego dochodzenia i niechętnie przyznają, że to jednak chyba ich…

Dodajmy przy tym absolutny brak oczekiwań jakichkolwiek ukraińskich przeprosin ze strony kogokolwiek po polskiej stronie - nie tylko władzy, ale nawet opozycji, w tym nawet (!!!) Konfederacji. Najwyraźniej w czasie Rady Bezpieczeństwa Narodowego prezydent poinformował opozycję o sytuacji i uzyskał zapewnienie, że sprawa zostanie po naszej stronie maksymalnie wyciszona.

NATO (czyli przede wszystkim USA) uznało, że skoro to nie był celowy atak na członka NATO (a zapewne z analizy trajektorii lotu rakiety wynika jednoznacznie, że nie był), to lepiej zamieść sprawę pod dywan niż stawiać cały świat przed pytaniem „co teraz?”. A jednocześnie dalej zwiększać skalę wsparcia wojskowego dla Ukrainy.

Nie wykluczam nawet, że sprawę skonsultowano z Rosją, bo i po ich stronie nie widać grzania tematu. Ogólnie - był temat, nie ma tematu. Żadnych mapek „skąd ta rakieta leciała i dokąd”, żadnych szczegółowych wyjaśnień, nic.

***

Na koniec warto się postawić w sytuacji Ukraińców. Z ich perspektywy nie mogłoby się zdarzyć nic lepszego, niż wejście NATO do wojny. To całkiem naturalne i zrozumiałe. Naszym najlepszym interesem w ’39 było wejście państw zachodnich do wojny. Zawsze lepiej walczyć z kimś, i to jeszcze znacznie silniejszym, u boku. Trudno się dziwić ich rozgoryczeniu.


Ale jest jeszcze inna perspektywa. Zginęło w sumie zupełnie przypadkowo, jako nieplanowany odprysk tej wojny, dwóch obywateli państwa NATO. I cały świat stanął na baczność, telefony dzwonią, prezydenci debatują, media nadają, samoloty się podnoszą. Jak bardzo boleśnie musiało to Ukraińcom przypomnieć, że nadal są po niewłaściwej stronie płotu…









Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale