I pod tym kątem przyglądam się polskiej polityce z narastającym smutkiem. W każdym systemie politycznym część energii polityków idzie na politykowanie. A najwięcej chyba w demokracji parlamentarnej. Taka jest cena, jaką płacimy za ten w sumie i tak najlepszy z systemów. Po prostu dzień po dniu politycy poświęcają 20-30% swojego czasu na uprawianie polityki a nie czynienie życia obywateli lepszym. Budzą się rano, przychodzą do pracy dajmy na to na 8 i zamiast do 17 pracować nad rozwojem gospodarczym, budową infrastruktury, podnoszeniem poziomu nauczania w szkołach czy zwalczaniem korupcji, zajmują się do 11 politykowaniem. Dwie-trzy godziny wyparowują, nie ma z tego wartości dodanej żadnej dla społeczeństwa. Taki system.
Źródło mego smutnku i problem Polski tkwi w tym, że u nas mam wrażenie ten normalny poziom 20-30 procent został już dawno przekroczony. Jasne, różnie to się rozkłada u różnych polityków - taka minister Gęsicka pewno pracuje przez 99% swojego czasu a na politykowanie przeznacza 10 minut dziennie, podczas gdy minister Lipiński na odwrót. Naturalny podział ról i o to trudno mieć pretensje. Ale czy premier nie przekroczył już tego rozsądnego poziomu 20%? A już jego otoczenie na pewno. O opozycji nie wspominam, bo oni akurat nic konkretnego do roboty nie mają. Ale rząd sporo zaległej roboty ma.
Swoją drogą to bardzo jestem ciekaw, czy ktoś kiedyś robił takie badania, choćby sam pomiar czasu (bo energii mentalnej mierzyć nie sposób póki co), ile godzin dziennie politycy poświęcają na pracę a ile na politykowanie. To by było fascynujące, czuję, że jakiś politolog mógłby na tym zrobić solidną akademicko-medialną karierę. Wystarczy stoper i sporo cierpliwości ;-)


Komentarze
Pokaż komentarze (9)