Nie zamierzałem nic pisać o historii jaką wyciągnął Tomasz Sakiewicz w swoim blogu "Wróg Ludu" i opatrzył ją adnotacją "pilne". Chce promować świąteczny numer Gazety Polskiej, żeby nie zniknął pod stosami podwójnych numerów świątecznych tygodników opinii - niech promuje... O "teczce" abp. Wielgusa pewnie jeszcze sporo usłyszymy - może się okaże, że był "Dzieduszyckim w sutannie" a może nie...
O sprawie pisze dzisiejsza Rzepa ale bardziej polecam felieton Romana Graczyka.
Ja napiszę tylko zdawkowo - będzie może nawet więcej o Internecie niż o abp. Wielgusie ;)
Nie chodzi mi o to, że sprawa jest mi obojętna - co to, to nie. Już kilka razy odnosiłem się z irytacją do sposobu w jaki Kościół próbuje zająć się czarnymi, szarymi i zbłąkanymi owcami we własnym środowisku.
Kardynała Dziwisza nazwałem już kumplem ubeków, abepe Pieronka przechrzciłem Herostratesem choć nie on jeden chciałby spalić teczki. Jest w łonie Kościoła sporo prominentnych person jak choćby były kanclerz opolskiej kurii ks. Alojzy Sitek, który choć nie uważa się za przeciwnika lustracji to jest zdania, że:
"Powinna była się odbyć na początku transformacji ustrojowej. Teraz za późno. Ja to bym spalił całe te archiwa IPN"
W sumie to się nawet nie dziwię, choć jak wynika z dokumentacji historycznej Kościół był dla ubeków ciężkim orzechem do zgryzienia - zacytuję za Dziennikiem Polskim:
"Praca z tajnymi współpracownikami na odcinku kleru nie jest jeszcze na należytym poziomie. Ilość TW jest stanowczo za niska w porównaniu do potrzeb" - ubolewał autor sprawozdania MSW za 1962 r. W podobnym tonie wypowiadał się podczas narady w 1969 r. w IV departamencie MSW Teofil Ociepka z KC PZPR, późniejszy szef MSW. "Pion IV cechuje pasja pracy i działania. Brak jednak powodów do zadowolenia" - mówił. Jednocześnie w dokumencie z 1962 r. zalecano, by księży "którzy czują się bezpieczniakami w sutannach, przyjmować do pracy w wydziale IV". Oznacza to, że stawali się oni kadrowymi oficerami SB - donosił "Dziennik Polski"
Tak mi ta chłopięca żądza palenia śmieci manifestowana przez niektórych hierarchów chodziła po głowie, że próbowałem odnaleźć zapis pewnej audycji w Radiu Zet. Przypomniało mi się bowiem, że padło kiedyś coś ciekawego na temat palenia archiwum MSW a IV Departamentu w szczególności... ale o tym dalej.
Zdania na temat niszczenia teczek nie są jednoznaczne - Jan Olszewski stwierdził nawet, że "jestem przekonany, że dokumenty te zniszczone zostały w sposób demonstracyjny, a nie rzeczywisty... Są (one) w dyspozycji osób fizycznych, które w lepszym przypadku działają na własną rękę, w gorszym wypadku - w ramach struktur, które nie są podporządkowane naszej władzy" [za "Orientacja na Prawo" z 1991r.].
Przyjmuje się, że dokumenty z archiwów MSW palono między sierpniem (IV Departament) a grudniem 1989 roku (III Departament). Same teczki agentów niszczono między listopadem 1989 a lutym 1990r, a rozkaz wydał ostatni szef MSW, gen. Edward Buła. Spalono też akta 180 tys. tajnych współpracowników wywiadu wojskowego z lat 1945-1988. Dopiero w połowie czerwca 1990 roku Czesław Kiszczak wydał zakaz dalszej likwidacji archiwów MSW czyli dopiero w momencie kiedy tekę wiceministra otrzymał Krzysztof Kozłowski.
Teraz można jedynie wspomnieć z politowaniem, że dopiero po roku (w lutym 1991) prokuratura wszczęła postępowanie wobec odpowiedzialnych za puszczanie archiwów z dymem. Zarzuty otrzymali m.in. gen. Henryk Dankowski, Tadeusz Szczygieł (szef IV Departamentu - "Kościół") i Krzysztof Majchrowski (szef III Departamentu - "Inteligencja") i stanęli przed sądem z oskarżenia o "niedopełnienie lub przekroczenie obowiązków służbowych" we wrześniu 1991 roku w Łodzi.
Sprawa ta odżyła 2 lata temu w audycji "Siódmy dzień tygodnia", a o audycji zrobiło się głośno z powodu słów Jana Rokity w których sugerował iż Tadeusz Mazowiecki dobrze wiedział o paleniu archiwuw i mieleniu akt w Magdalence.
W audycji padły też słowa (jeszcze wczoraj nie wiedziałem czyje ale teraz już wiem ;) o tym, że archiwa IV Departamentu (Kościół) były palone za zgodą ówczesnych czynników rządowych - przypominam, mówimy o roku 1990.
Słowa Jana Rokity o tym, że "Mazowiecki wiedział" wywołały sporą reakcję - dzielna Gie Wu rzuciła się w oko cyklonu piórkami Pawła Wrońskiego i Agnieszki Kublik broniąc czci i honoru rządu Mazowieckiego...
Jan Rokita odpowiedział na to stosownym oświadczeniem, którego nie mogę znaleźć w przepastnym archiwum Gie Wu więc odsyłam do postu z Usenetu gdzie zostało zacytowane w całości.
Jak już wspomniałem, wyruszyłem w poszukiwaniu zapisu dźwiękowego tej audycji a konkretnie pewnej frazy o niszczeniu akt IV Departamentu "za przyzwoleniem" władz czyli rządu Mazowieckiego. W dźwiękowym archiwum Radia Zet nie ma tego wydania "Siódmego dnia tygodnia" - pod datą 19 grudnia 2004 znajduje się zapis wywiadu z Tadeuszem Mazowickim, który odbył się dwa miesiące później. Pewnie przypadek...
No trudno, pomyślałem - trzeba sięgnąć do "Echelona" który archiwizuje terabajty danych trafiające do sieci... kliku, kliku i po krzyku - znalazłem to co chciałem ;)
Jest mianowicie takie "wielkie cuś" co zbiera i połyka zasoby Sieci... i nie wcale nie nazywa się Google ;)
To "cuś" istnieje pod adresem www.webarchive.org i archiwizuje co się da. Chcecie zobaczyć jedną z pierwszych wersji Google? Bez problemu - to wersja z grudnia 1998, problem pojawia się kiedy chcemy coś wyszukać... wersja Yahoo AD 1996? jest tutaj ;). O nowościach i ciekawostkach z sieciowego archiwum można dowiedzieć się m.in. z bloga internetarchive.wordpress.com
Czego to ja szukalem???
A pamiętam - zapisu audycji "Siódmy dzień tygodnia" z 19 grudnia 2004 roku z której dowiedziałem się, że w 1990 archiwa IV Depertamentu palono za wiedzą władz...
Znalazłem ten zapis - w WebArchive jest ta podstrona Radia Zet a na niej odnośniki do portalu Wirtualnej Polski z którą Zet'ka wtedy współpracowała. Gdzieś na serwerach WP tkwi w postaci mp3 zapis audycji w czterech częściach: pierwsza, druga, trzecia i czwarta. Fraza której szukałem pada w pierwszych 3 minutach częsci trzeciej, a wypowiada ją Zbigniew Siemiątkowski...
Abstrahując od "publicystyki" a la "Nie" dochodzę do wniosku, że Kościół sam sobie jest winien ślepej uliczki w jakiej się teraz znalazł. Dużo wskazuje na to, że spalenie teczek ubeków w sutannach było częścią "kontraktu" jaki podpisali 'Czerwoni' z 'Czarnymi' a OKP'owcy i pożyteczni idioci Mazowieckiego najzwyczajniej zobowiązali się, że nie będą w tym przeszkadzać... Ilu wśród samych OKP'owców było TeWu tego się jeszcze przez jakiś czas nie dowiemy. Ale mam nadzieję drodzy TeWu, że Ojczyzna wam tego nie zapomni...
I pewnie choć częściową rację mają ci, którzy uważają że ubecy nie dotrzymali tak do końca warunków "kontraktu" chowając za pazuchy materiały z teczek Departamentu IV po to, by nazjwyczajniej mieć w "nowej Polsce" haki na duchowieństwo. I żadne 'świadectwa moralności' padające z ust prymasa Glempa nic w tej sprawie nie pomogą...
A co jak co, ale na szantażu i metodach "na korek, worek i rozporek" to się ubecy raczej znali...
No to idę sobie na pyszne naleśniki... howgh!
O sprawie pisze dzisiejsza Rzepa ale bardziej polecam felieton Romana Graczyka.
Ja napiszę tylko zdawkowo - będzie może nawet więcej o Internecie niż o abp. Wielgusie ;)
Nie chodzi mi o to, że sprawa jest mi obojętna - co to, to nie. Już kilka razy odnosiłem się z irytacją do sposobu w jaki Kościół próbuje zająć się czarnymi, szarymi i zbłąkanymi owcami we własnym środowisku.
Kardynała Dziwisza nazwałem już kumplem ubeków, abepe Pieronka przechrzciłem Herostratesem choć nie on jeden chciałby spalić teczki. Jest w łonie Kościoła sporo prominentnych person jak choćby były kanclerz opolskiej kurii ks. Alojzy Sitek, który choć nie uważa się za przeciwnika lustracji to jest zdania, że:
"Powinna była się odbyć na początku transformacji ustrojowej. Teraz za późno. Ja to bym spalił całe te archiwa IPN"
W sumie to się nawet nie dziwię, choć jak wynika z dokumentacji historycznej Kościół był dla ubeków ciężkim orzechem do zgryzienia - zacytuję za Dziennikiem Polskim:
"Praca z tajnymi współpracownikami na odcinku kleru nie jest jeszcze na należytym poziomie. Ilość TW jest stanowczo za niska w porównaniu do potrzeb" - ubolewał autor sprawozdania MSW za 1962 r. W podobnym tonie wypowiadał się podczas narady w 1969 r. w IV departamencie MSW Teofil Ociepka z KC PZPR, późniejszy szef MSW. "Pion IV cechuje pasja pracy i działania. Brak jednak powodów do zadowolenia" - mówił. Jednocześnie w dokumencie z 1962 r. zalecano, by księży "którzy czują się bezpieczniakami w sutannach, przyjmować do pracy w wydziale IV". Oznacza to, że stawali się oni kadrowymi oficerami SB - donosił "Dziennik Polski"
Tak mi ta chłopięca żądza palenia śmieci manifestowana przez niektórych hierarchów chodziła po głowie, że próbowałem odnaleźć zapis pewnej audycji w Radiu Zet. Przypomniało mi się bowiem, że padło kiedyś coś ciekawego na temat palenia archiwum MSW a IV Departamentu w szczególności... ale o tym dalej.
Zdania na temat niszczenia teczek nie są jednoznaczne - Jan Olszewski stwierdził nawet, że "jestem przekonany, że dokumenty te zniszczone zostały w sposób demonstracyjny, a nie rzeczywisty... Są (one) w dyspozycji osób fizycznych, które w lepszym przypadku działają na własną rękę, w gorszym wypadku - w ramach struktur, które nie są podporządkowane naszej władzy" [za "Orientacja na Prawo" z 1991r.].
Przyjmuje się, że dokumenty z archiwów MSW palono między sierpniem (IV Departament) a grudniem 1989 roku (III Departament). Same teczki agentów niszczono między listopadem 1989 a lutym 1990r, a rozkaz wydał ostatni szef MSW, gen. Edward Buła. Spalono też akta 180 tys. tajnych współpracowników wywiadu wojskowego z lat 1945-1988. Dopiero w połowie czerwca 1990 roku Czesław Kiszczak wydał zakaz dalszej likwidacji archiwów MSW czyli dopiero w momencie kiedy tekę wiceministra otrzymał Krzysztof Kozłowski.
Teraz można jedynie wspomnieć z politowaniem, że dopiero po roku (w lutym 1991) prokuratura wszczęła postępowanie wobec odpowiedzialnych za puszczanie archiwów z dymem. Zarzuty otrzymali m.in. gen. Henryk Dankowski, Tadeusz Szczygieł (szef IV Departamentu - "Kościół") i Krzysztof Majchrowski (szef III Departamentu - "Inteligencja") i stanęli przed sądem z oskarżenia o "niedopełnienie lub przekroczenie obowiązków służbowych" we wrześniu 1991 roku w Łodzi.
Sprawa ta odżyła 2 lata temu w audycji "Siódmy dzień tygodnia", a o audycji zrobiło się głośno z powodu słów Jana Rokity w których sugerował iż Tadeusz Mazowiecki dobrze wiedział o paleniu archiwuw i mieleniu akt w Magdalence.
W audycji padły też słowa (jeszcze wczoraj nie wiedziałem czyje ale teraz już wiem ;) o tym, że archiwa IV Departamentu (Kościół) były palone za zgodą ówczesnych czynników rządowych - przypominam, mówimy o roku 1990.
Słowa Jana Rokity o tym, że "Mazowiecki wiedział" wywołały sporą reakcję - dzielna Gie Wu rzuciła się w oko cyklonu piórkami Pawła Wrońskiego i Agnieszki Kublik broniąc czci i honoru rządu Mazowieckiego...
Jan Rokita odpowiedział na to stosownym oświadczeniem, którego nie mogę znaleźć w przepastnym archiwum Gie Wu więc odsyłam do postu z Usenetu gdzie zostało zacytowane w całości.
Jak już wspomniałem, wyruszyłem w poszukiwaniu zapisu dźwiękowego tej audycji a konkretnie pewnej frazy o niszczeniu akt IV Departamentu "za przyzwoleniem" władz czyli rządu Mazowieckiego. W dźwiękowym archiwum Radia Zet nie ma tego wydania "Siódmego dnia tygodnia" - pod datą 19 grudnia 2004 znajduje się zapis wywiadu z Tadeuszem Mazowickim, który odbył się dwa miesiące później. Pewnie przypadek...
No trudno, pomyślałem - trzeba sięgnąć do "Echelona" który archiwizuje terabajty danych trafiające do sieci... kliku, kliku i po krzyku - znalazłem to co chciałem ;)
Jest mianowicie takie "wielkie cuś" co zbiera i połyka zasoby Sieci... i nie wcale nie nazywa się Google ;)
To "cuś" istnieje pod adresem www.webarchive.org i archiwizuje co się da. Chcecie zobaczyć jedną z pierwszych wersji Google? Bez problemu - to wersja z grudnia 1998, problem pojawia się kiedy chcemy coś wyszukać... wersja Yahoo AD 1996? jest tutaj ;). O nowościach i ciekawostkach z sieciowego archiwum można dowiedzieć się m.in. z bloga internetarchive.wordpress.com
Czego to ja szukalem???
A pamiętam - zapisu audycji "Siódmy dzień tygodnia" z 19 grudnia 2004 roku z której dowiedziałem się, że w 1990 archiwa IV Depertamentu palono za wiedzą władz...
Znalazłem ten zapis - w WebArchive jest ta podstrona Radia Zet a na niej odnośniki do portalu Wirtualnej Polski z którą Zet'ka wtedy współpracowała. Gdzieś na serwerach WP tkwi w postaci mp3 zapis audycji w czterech częściach: pierwsza, druga, trzecia i czwarta. Fraza której szukałem pada w pierwszych 3 minutach częsci trzeciej, a wypowiada ją Zbigniew Siemiątkowski...
Abstrahując od "publicystyki" a la "Nie" dochodzę do wniosku, że Kościół sam sobie jest winien ślepej uliczki w jakiej się teraz znalazł. Dużo wskazuje na to, że spalenie teczek ubeków w sutannach było częścią "kontraktu" jaki podpisali 'Czerwoni' z 'Czarnymi' a OKP'owcy i pożyteczni idioci Mazowieckiego najzwyczajniej zobowiązali się, że nie będą w tym przeszkadzać... Ilu wśród samych OKP'owców było TeWu tego się jeszcze przez jakiś czas nie dowiemy. Ale mam nadzieję drodzy TeWu, że Ojczyzna wam tego nie zapomni...
I pewnie choć częściową rację mają ci, którzy uważają że ubecy nie dotrzymali tak do końca warunków "kontraktu" chowając za pazuchy materiały z teczek Departamentu IV po to, by nazjwyczajniej mieć w "nowej Polsce" haki na duchowieństwo. I żadne 'świadectwa moralności' padające z ust prymasa Glempa nic w tej sprawie nie pomogą...
A co jak co, ale na szantażu i metodach "na korek, worek i rozporek" to się ubecy raczej znali...
No to idę sobie na pyszne naleśniki... howgh!


Komentarze
Pokaż komentarze (2)