Franz 1 Franz 1
24
BLOG

Kościołowi potrzebna jest "wola polityczna"

Franz 1 Franz 1 Polityka Obserwuj notkę 3

Uff... prawie mi się udało :)
Prawie udało mi się oderwać od czytania o lustracyjnej kołomyji i wrzucić na luz. Prawie...

Pisałem ten post na raty i przyznaję, że wymieszałem w nim Operację "Prymas" z zapiskami w blogach politykierów oraz finanse Kościoła z lustracją hierarchii i agenturą wpływu - więc wyjaśnię na początku główną tezę jaka mi krążyła po głowie:

Kościół nie jest w stanie zlustrować się sam - używając nowomowy można powiedzieć, że konieczna jest do tego ta sławna "wola polityczna". Nikt inny - tylko politycy zamiast klepać komunały o "prawdzie która wyzwala" mogą pomóc Kościołowi rozpocząć ten proces. Nie da się bowiem przeprowadzić lustracji nie ujawniając powiązań jakie mogły łączyć byłych ubeków z duchownymi także po 1989 roku.

Kulisy budowy medialnego imperium oo. redemptorystów czy przyznanie Kościołowi tysięcy hektarów i setek nieruchomości na mocy tajnych i niemożliwych do zaskarżenia decyzji Komisji Majątkowej przy MSWiA nie są tylko wewnętrzną sprawą Kościoła.

Budowa przez SB "agentury wpływu" wśród wysokiej hierarchii kościelnej opisywana ostatnio przez "Dziennik" jest faktem z najnowszej historii Polski - a rolą obecnego Państwa jest wyjaśnienie (także w dobrze pojętym
interesie Kościoła) czy przypadkiem ta agentura nie działa nadal...

Taka to spiskowa teza wpadła mi do łba i krąży... no to zaczynam:

Maciej Rybiński napisał w dzisiejszym "Dzienniku": "Koniec Polski Kiszczaka i Michnika. W niedzielę 7 stycznia 2007 roku skończyła się III Rzeczpospolita. Skończyła się Polska postkomunistyczna, tymczasowe rusztowanie zbudowane przy Okrągłym Stole, a może w Magdalence, a może jeszcze gdzie indziej."

Chciałbym żeby Rybiński miał rację ale moim zdaniem trochę się myli.
Jutro rano pojawi sie w kioskach kolejny numer "Gie Wu", lud prosty i prowincjonalny słuchać będzie Radia Maryja, a lud prosty wielkomiejski spoglądać będzie na TVN24... "Gazeta Polska" dalej będzie tygodnikiem niszowym... różnicę między 7 a 11 stycznia będzie można odczuć głównie jeśli chodzi o pogodę, bo może wreszcie spadnie śnieg...

Dzięki wieloletniej i wysokonakładowej działalności bandy Michnika (to taki skrót myślowy of koz ;) Nadwiślańska Kraina trafiła w pierwszy weekend nowego roku na czołówki w mediach na całym świecie. Nie ma co... mieliśmy mocne wejście... takie z przytupem ;)

Przytup całkiem spory, bo googlowa wyszukiwarka blogów pod hasłem Wielgus wypluwa już ponad 4 tysiące wyników. Nieźle...

Wpadło mi nawet do głowy, że w erze Web2.0 można opracować jakiś "globalny index zasięgu polskich afer". Wolontariusze z partyjnych młodzieżówek grzebaliby w necie wyszukując różne egzotyczne miejsca do których dotarły doniesienia z Polski. W ten sposób można by ocenić czy seksafera z biurwą Krawczyk miała większy czy mniejszy zasięg od kołomyji z Wielgusem.

Zasada byłaby prosta: do im większego zadupia dotrą ślady polskich zawirowań - tym większa afera...

Kończąc wątek kołomyji z Wielgusem to muszę przyznać, że jestem lekko zawiedziony, bo nie usłyszałem żadnego "światłego" komentarza Bronisława Komorowskiego ani porykiwania Niesioła do całej sprawy... może to moja wina bo nie korzystam z TV?

Mnie to ciekawi, bo to co czytam w gazetach i słucham w radiu to głównie komentarze publicystów i księży. Owszem, PO oddelegowała chyba jako "głos partii" Gowina i Piesiewicza ale gdzie cała reszta? Dziwię się, że taki Niesiołowski nie popluł się żółcią komentując to, że Kaczyński klaskał w innych momentach niż reszta...

Taka piękna okazja dla opozycji żeby dowalić "tym wrednym Kaczorom" za to, że potajemnie gadali z Watykanem albo że niczego nie zrobili aby zapobiec skandalowi...

Może jest w tym jakaś logika, bo wedle Konstytucji mamy rozdział Kościoła od Państwa (i casus Wielgusa jest lege artis wewnętrzną sprawą Kościoła!) ale podejrzewam, że nie o wzgląd na Konstytucję chodzi ale o koniunkturalizm - słowem: pełna asekuracja.

Politykierzy różnej maści nie wiedzą za bardzo z której strony (i czy w ogóle!) zawieje "wiatr zmian" w polskim Kościele - więc błądzą po omacku, żeby czegoś nie chlapnąć albo nie wleźć w jakieś "gie"...

Efektem są komunały o prawdzie, która wyzwala wypisywana na blogach polityków. Kazimierz Marcinkiewicz napisał m.in:

"Wraz z posługą Jana Pawła II pojawiło się kapitalne pokolenie młodych Polaków, ludzi wiary otwartych na świat. Właśnie dlatego Ojciec Święty Benedykt XVI prosił nas w Krakowie o świadectwo wiary wobec świata. Dlatego Polski kościół poprzez młodych księży pełni niespotykaną w tych czasach misję na całym niemal świecie.

Nie możemy tego zmarnować. PRAWDA nas wyzwoli. Tylko prawda. Dziś prawda jest potrzebna polskiemu kościołowi, jest potrzebna nam. Cała prawda, nawet najbardziej bolesna. Potrzebne jest nam działanie w prawdzie. Ufam, że nasi kardynałowie i przewodniczący Episkopatu, a więc liderzy, przywódcy naszego kościoła podejmują to ważne wyzwanie. Ataków na kościół będzie sporo. Nie miejmy złudzeń, tak było przez 2000 lat. Postępowanie w prawdzie jest jedynym gwarantem trwania w wierze i budowania wiary. Święty Janie Pawle II, patronie naszej wolności – módl się za nami."


No i co my tu mamy? Mym zdaniem zielony groszek z kapustą tylko co z tego wynika? W paru zdaniach mamy 'kapitalne pokolenie młodych Polaków', świetnych młodych księży którzy pełnią swą misję na całym świecie (tylko czemu nie tutaj?); ufność w Episkopat i poczynania hierarchii... no i na koniec JPII zostaje obwołany świetym. Przynajmniej na blogu Marcinkiewicza...

Mają chyba rację ci, którzy uważają że Marcinkiewicz no najlepszy PR'owiec wśród polskich politykierów. W kilku zwięzłych zdaniach wszystkich pochwalił, nikomu nie przywalił, młodych połechtał i starym zaufał...

Ani słowa o babach z parasolkami co poszturchiwały wrednych dziennikarzy, ani słowa przygany w stosunku do kardynała Glempa, biskupa Głodźia i księdza Tadeusza z Torunia. Każde słowo odmierzone i zwarzone 3 razy...

Mistrzostwo świata... Panie Kazimierzu, czekam na książkę "Jak przeprowadzić lustrację i nie stracić przyjaciół" - to może być prawdziwy hit ;))!

W podobnym tonie na swoim blogu zachowuje się Waldemar Pawlak... czyli jak Pawlak Waldemar ;) Pawlak Waldemar na niby-ingresie był, notkę napisał choć słowem nie wspomniał jak było i czy klaskał razem z prezydentem Kaczyńskim czy raczej w przeciw-fazie. Zamieścił na blogu linki do homilii prymasa Glempa, polecił artykuł z Naszego Dziennika i oświadczenie Stolicy Apostolskiej. 100% "obiektywizmu" + 100% asekuranctwa ;)

Więcej blogów naszych politykierów nie czytałem, bo podejrzewam że jeśli już coś piszą to w podobnym tonie. Gdyby ktoś znalazł wpis jakiegoś politykiera, który daje drobnego klapsa Glempowi czy Rydzykowi to proszę o link ;)


Czemu ja to piszę? Bo o ile mamy rozdział Państwa od Kościoła to:
- ubeckie archiwa są w gestii instytucji państwowych (przynajmniej te których pomysłowi ubecy nie zakopali sobie na działkach jako 'polis inwestycyjnych').
- ustawodastwo dotyczące dostępu do archiwów bezpieki i procedury lustracyjne nie bierze się z kosmosu tylko przechodzi (lub jest przepychane;) przez parlament.
- osoby duchowne nie głoszą kazań jedynie na tematy teologiczne ale bardzo często zabierają głos w sprawach społecznych i starają się wywrzeć precyzyjnie określony wpływ na zachowania społeczne i polityczne wiernych.

Suma sumarum - żyjemy pod jednym dachem i nie ma przysłowiowego "bola" żeby politycy siedzieli w nieskończoność cicho jeśli chodzi o byłych konfidentów w sutannach...

Kościół Katolicki (jako instytucja) ma w Polsce taka pozycję i takie powiązania (społeczne, polityczne i własnościowe) że lustracja wyższej hierarchii nie jest jego wewnętrzną sprawą. Nie mamy bowiem żadnej gwarancji, że "uśpieni agenci wpływu" pozyskani 30 lat temu przez SB nie oddziaływują nadal w pewne sprawy np. majątkowe - o czym dalej.

Nie można rozpatrywać spraw agentury tylko w kontekście "donosicielstwa". Wystarczy odrobina wyobraźni, żeby wiedziedzieć że agentury nie tworzy się jedynie po to by mieć 'bierną znajomość' danego środowiska. Ubecy to nie byli ornitolodzy podglądający i opisujący życie ptaszków. W działaniu agentury chodzi także o to by mieć realny wpływ na kreowanie pewnych zdarzeń.

Takie, nieraz bardzo precyzyjnie określone "cele operacyjne" można osiągnąć np. poprzez posiadanie kilku "agentów wpływu" (AW) w danym środowisku, których działania są dyskretnie i transparentnie koordynowane przez niezależnych oficerów prowadzących (OP). W wielu przypadkach para "agent wpływu" <-> oficer prowadzący nie ma jakiejkolwiek wiedzy o istnieniu i działaniu innych "par" AW + OP.

Zgodnie z anglosaską definicją "agent wpływu" to osoba której nie płaci się za informacje, ale jest wykorzystywana do subtelnego urabiania opinii publicznej - dzięki dużemu własnemu autorytetowi agent taki działa na opinie polityków, mediów i środowiska decyzyjne.

Wedle kanonów sztuki wywiadowczej takiego dobrze "zakotwiczonego" AW zapewnia się, że jest jedyną osobą w danym środowisku (co bardzo pomaga w "motywowaniu" takiego agenta np. szantażem) oraz traktuje jako "partnera" a nie "donosiciela", tak aby czuł się wręcz nobilitowany i dowartościowany.

Jednocześnie osoby koordynujące działanie całej struktury złożonej z par AW + OP mają możliwość bieżącej weryfikacji zlecanych działań i informacji pochodzących od "agentów wpływu". W ten sposób bardzo łatwo jest potwierdzić czy aby dany agent nie wykręca się sianem i nie fantazjuje dostarczając informacji wyssanych z palca.

Taka konstrukcja siatki "agentów wpływu" jest poniekąd pośrednim dowodem na to, że twierdzenia o "świstkach trzeci raz odbijanych" wynikają z niekompetencji ich autora...

I o ujawnieniu prawdy o aktywnej działalności takiej właśnie agentury pisał m.in. wczorajszy "Dziennik". Sprawa choć dotyczy schyłku lat 70-tych z pewnością miała swój ciąg dalszy w latach późniejszych, bowiem agenci o kryptonimach: Profesor, Apollo, Wacław, Pisarz, Franciszek, Stolnik, Bolesław, Bernat, Pasterz, Ramzes, Władysław oraz Tadeusz nie rozpłynęli się w niebycie. Być może stali się "śpiochami" ale raczej napewno nie przestali być "kretami" - sytuacja taka mogła trwać aż do początku lat 90-tych i później...

Ksiądz Isakowicz-Zaleski twierdzi bowiem, że w jego książce o agentach w Kościele są nazwiska czterech żyjących hierarchów z Episkopatu i dodaje, że trzeba przygotować się na kolejne wstrząsy.

I choć esbecka pępowina została siłą rzeczy zerwana wraz z upadkiem komuny i likwidacją bezpieki to jakieś wzajemne powiązania pozostały. Są na to dowody pośrednie takie choćby jak ten: opactwo oo. cystersów otrzymało w tajnym postępowaniu ponad 100 hektarów atrakcyjnych gruntów pod Krakowem. Pełnomocnikiem oo. cystersów jest Marek Piotrowski - były śledczy SB. Strona kościelna korzystająca z jego usług określa go jako skutecznego negocjatora... kurtuazja czy symbioza motywowana tym, że Piotrowski mógł sobie w ogródku zakopać kilka "polis inwestycyjnych" w postaci teczek z IV Departamentu?

Pieprzu całej sprawie dodaje fakt, że tego typu symbioza odbywa się za parawanem pt. "Komisja Majątkowa przy MSWiA". To dziwaczne ciało powstało u schyłku lat 80-tych a jego działalność reguluje ustawa z 17 maja 1989 r. o stosunku Państwa do Kościoła katolickiego w Rzeczypospolitej Polskiej (Dz. U. Nr 29 poz. 154 ze zm.)

Jak na razie ta "kapturowo działająca" Komisja Majątkowa (na stronach MSWiA.gov.pl próżno szukać choćby listy jej 14 członków) przyznała Kościołowi ponad 50 tyś hektarów gruntów oraz prawo do ponad 400 nieruchomości. Od orzeczeń Komisji Majątkowej nie ma odwołania i nie podlegają one kontroli sądowej...

Nie twierdzę, że komuniści nie zagrabili Kościołowi majątków - ale chciałbym przynajmniej wiedzieć czy Kościół odzyskał już wszystko czy może nawet więcej niż utracił oraz jakimi kryteriami kieruje się Komisja przyznając w trybie niejawnym dosyć wartościowe ostatnio nieruchomości ;)

W świetle tego o czym się rozpisałem nie jest moim zdaniem wykluczone, że ostatnie dziwaczne wypowiedzi kardynała Glempa też mogą mieć związek z działalnością wybudzonych z długiego snu "agentów wpływu". Na ile mogą być oni obecnie skuteczni? Trudno powiedzieć, ale wydaje mi się że bardzo - bo choć pozbawieni ubeckiej smyczy nie działają już w niczyim interesie, to walczą o coś wyjątkowo cennego - o własną twarz. A to potężna motywacja.

Trochę żal patrzeć jak część hierarchii szuka wroga w mediach zamiast krytycznie popatrzeć na przeszłość i swoje szeregi aby starać się chwycić byka za rogi...

Przypisy i dopisy ;)
+ Post na forum Fronda.pl gdzie autor podaje dane wielu hierarchów Kościelnych - może się przydać komuś kto będzie chciał na własną rękę rozszyfrować osoby uwikłane w operację "Prymas" opisywaną przez "Dziennik"
+ Jedyna informacja o Komisji Majątkowej przy MSWiA jaką znalazłem na stronach MSWiA ;) - jest to odpowiedź jaką Rajmund Jaroszek (współprzewodniczący Komisji Majątkowej) wysłał do tygodnika "Newsweek" po artykule "Między esbekiem, urzędnikiem i plebanem" w którym Marek Kęskrawiec pisze m.in.:
Funkcjonariusz SB jako pełnomocnik Bazyliki Mariackiej? Komisja oddająca mu na niejawnych posiedzeniach najlepsze krakowskie grunty? Wysocy rangą urzędnicy IV RP bez szemrania parafujący te decyzje? Katoliccy hierarchowie przymykający oczy w imię zysków? Trudno uwierzyć, ale to prawda.

Oszałamiająca kariera Marka Piotrowskiego, byłego funkcjonariusza kontrwywiadu SB, jest doskonałym komentarzem do historii współczesnej Polski. Pokazuje, w jaki sposób moralne kompromisy ludzi Kościoła, zamykających usta ks. Isakowiczowi- -Zaleskiemu w sprawie lustracji, jednocześnie wyniosły na szczyt przedstawiciela PRL-owskiego aparatu represji. Pokazuje też, w jaki sposób my wszyscy - emocjonując się kolejnymi przykładami autorytetów, oskarżanych o agenturalną przeszłość - zupełnie zepchnęliśmy w cień nie mniej poważny problem. Czyli odpowiedź na pytanie, jak powodzi się w wolnej Polsce tym, którzy sami werbowali agentów - dawnym etatowym funkcjonariuszom bezpieki. Historia Marka Piotrowskiego jest częścią odpowiedzi na to pytanie. Fragmentem przygnębiającym, w którym bynajmniej nie jest skandalem fakt, że Piotrowski zrobił w niepodległej Polsce karierę i pieniądze. Skandalem jest, jak do tego doszło. Od 16 lat przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji działa kościelno-rządowa Komisja Majątkowa, która zajmuje się przyznawaniem rekompensat za mienie zagrabione przez komunistów setkom instytucji kościelnych. Jak wynika ze śledztwa "Newsweeka", bardzo ważną rolę w tej komisji odgrywa człowiek, który nigdy nawet nie był jej członkiem - dawny esbek Marek Piotrowski. Jego wnioski kierowane do komisji w imieniu zakonów i parafii, których jest oficjalnym pełnomocnikiem - rozpatrywane są w tajemnicy, na niejawnych posiedzeniach. W efekcie do instytucji kościelnych trafiają w ramach rekompensaty atrakcyjne grunty, często mające strategiczne znaczenie dla lokalnych samorządów. Tych ostatnich komisja nie pyta jednak o zdanie. Nie musi pytać, bo korzysta z zupełnie wyjątkowego w polskim prawie, wręcz niekonstytucyjnego statusu, a od jej decyzji nie ma odwołania.


+ "Były esbek odzyskiwał nieruchomości dla Kościoła" - notka z 'Gie Wu' nawiązująca do artykułu z "Newsweeka"
+ "Kraków traci cenne grunty na rzecz cystersów" - notatka 'Gie Wu' opisująca przejęcie działek w centrum Krakowa o wartości 24 mln złotych.
+ "Dobra martwej ręki: mniej znane dzieje Św.Majątków" - artykuł z serwisu Racjonalista.pl ukazujący rolę i dzieje majątku w Kościele Katolickim od XIIw po czasy obecne.
+ "Zarobki Pana Boga" - artykuł z "Nie" (a co ;) o tym, że oprócz Powołania liczy się też czasem "stuła, kasa i kolęda".

Franz 1
O mnie Franz 1

Rocznik 69, cyniczno-sarkastyczny obserwator rzeczywistości... dusza lekko niespokojna lubiąca wino, kobiety i śpiew ;)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka