No tak...
Coś pękło, coś się skończyło - mogę tak nieco górnolotnie zacząć od cytatu z redaktorka Żakowskiego.
Ale chodzi o zupełnie inną sprawę. W pewnym sensie jestem radiomaniakiem albo nawet radiotą. Radio uważam za jedno z najwspanialszych mediów jakie wynalazła małpa z gatunku Homo Sapiens. I to wcale nie dlatego, że mam jakąś tam radiową przeszłość albo lubię filmy w których "radio" odgrywa ważną rolę. Bez większego znudzenia mogę oglądać co jakiś czas "Pump Up The Volume" - choć po latach widzę, że to taki dość miałki kicz. "Złote czasy radia" Woody Allena to moim zdaniem mistrzostwo świata w prywatnej kategorii "film na każdą okazję".
Doszło do tego, że niemal naokrągło coś nagrywam z radia - głównie różne nocne audycje z muzyką dla sów i nietoperzy. Koleżanka Partnerka chodzi wściekła z tego właśnie powodu, bo jeśli nie czytam tych cholernych gazet, to wgrywam to kompa te cholerne audycje z tego cholernego radia... potem piętrzą się stosiki płyt DVD podpisanych "Trójka - wrzesień 2007"...
Co tu dużo ukrywać, chyba minąłem się z powołaniem - może powinieniem pracować w Krajowej Radzie w dziale nasłuchu? Albo nawet w specsłużbach - w białym wywiadzie ;)
Właśnie skończyłem przesłuchiwać trójkową "siestę" z ostatniej niedzieli. No i na koniec usłyszałem, że siesta w Trójce zostaje ale... znika z ramówki środowa nocna audycja Marcina Kydryńskiego. I tu się przyznam - łezka mi się niemal zakręciła w niedospanym oku.
Uświadomilem sobie bowiem, że Jazzowy Sanitariusz grał po nocach ten swój nudnawy jazz lata całe i nawet nie pamiętam kiedy się to wszystko zaczęło. Logika podpowiada, że zaraz po tym jak Trójka zaczęła nocne emisje. Tak, tak - były takie czasy, że radio było czynne tylko do północy...
No i proszę... no i bach i trach i ciach...
Po kilkunastu latach, pewnego dnia człowiek dowiaduje się, że jakiś element jego życia po prostu przestaje istnieć. Trochę głupio się poczułem, bo z doświadczenia wiem, że słuchacz ma krótką pamięć. Ale jeśli chodzi o "radio nocą" to ta pamięć zachowuje się jednak trochę inaczej. Pracując kiedyś w radio bardzo lubiłem nocne szychty, bo radio rządzi się wtedy innymi prawami. I czasem w głupim momencie (o 5.20 nad ranem...) człowiek dowiaduje się czasem dziwnych i ciekawych rzeczy ;)
Nie jest to żadną regułą - oprócz studentek wkuwających patomorfologię nocnemu DJ'owi częściej naprzykrzają się zwykli pijacy chcący zamówić "gdzie się podziały tamte prywatki" dla pani Gieni...
No i proszę... no i bach i trach i ciach...
Nie będzie już Bena Webstera ze smykami, nie będzie Cheta bardziej mamroczącego niż nucącego "My funny Valentine", nie będzie "Sinatry w spódnicy" imieniem Laura...
Buuu... głupio się jakoś poczułem. Nawet nie głupio, a wręcz paskudnie...
Przypomniały mi się różne takie "momenty" z różnymi Paniami - a w tle jazz, jazz, jazz... płynący z nocnego radyjka...
No i proszę... no i bach i trach i ciach...
Kolejny dowód na to, że lepsze jutro było wczoraj...
Dziś w Trójce ostatnia audycja "około północy"... podobno... no trudno...
Idę na jakąś kawcię z likierem, bo pogoda paskudna...
211
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (2)