70 obserwujących
432 notki
546k odsłon
  248   0

ZK Kwidzyn, VIII 1982 r. przed masakrą internowanych...

(Wspomnienie. Cz.1). Nadchodzi 40-ta rocznica głośnej pacyfikacji protestu internowanych w więzieniu w Kwidzynie. Swoje obserwacje tamtych wydarzeń przedstawię w 3 częściach. Oto część pierwsza, część 2-ga obejmuje protest i bestialskie pobicie, cz. 3-cia odnosi się do procesu pobitych, naszego protestu głodowego i relacjonuje nasze życie w ZK Kwidzyn, aż do 3 grudnia 1982 r.

Nadchodzi 40-ta rocznica głośnej pacyfikacji protestu internowanych w więzieniu w Kwidzynie. Swoje obserwacje tamtych wydarzeń przedstawię w 3 częściach. Oto część pierwsza, część 2-ga obejmuje protest i bestialskie pobicie, cz. 3-cia odnosi się do procesu pobitych, naszego protestu głodowego i relacjonuje nasze życie w ZK Kwidzyn, aż do 3 grudnia 1982 r.

Kwidzyn w mojej pamięci to przede wszystkim swoiste odnowienie chrztu bojowego w obronie poznanych i przyjętych wartości takich jak wolność, wierność własnej tożsamości i odpowiedzialność za uprawę odziedziczonej działki w HISTORII. To próba dochowania wierności ideom Ojców naszych, których czyny i modlitwy obudziły w nas pragnienie wizji Wolnej i Niepodległej Polski. Samą dramatykę wydarzeń buntu w Kwidzynie mógłbym jedynie porównać do opisywanych przeze mnie wcześniej dramatycznych wydarzeń z pacyfikacji studenckiego strajku okupacyjnego w Łodzi, w stanie wojennym na UŁ z 14/15 grudnia 1981 r.          image https://d-nm.ppstatic.pl/kadr/k/r/81/aa/5a8e24f2b5836_o.jpg?1519265010 link is external)                                                                    Z archiwum Mirosława Duszaka (pierwszy z lewej z brodą).

Dojrzewanie do kolejnej rocznicy burzliwych wydarzeń jest jak otwieranie zagubionej w przeszłości puszki Pandory i staje się podróżą do odświeżania wtedy płonących doznań ówczesnych nadziei, ale i przemocy, desperackiej bezsilności, ale i chwilowego zwycięstwa nad swoim ludzkim poczuciem strachu w imię ludzkiej godności. Przykładnego buntowania się wobec totalitarnego systemu, który aby utrzymać się u władzy chciał wdeptać nas w odarte z obywatelskiej godności niewolnicze posłuszeństwo. Słowem w czysty totalitarny komunizm...

OŚRODKI INTERNOWANIA W STANIE WOJENNYM, „JODŁA” I „KLON”

Kiszczak z Jaruzelskim i ich tajna polityczna policja, Służba Bezpieczeństwa zorganizowały w okresie stanu wojennego 52 Ośrodki Odosobnienia umieszczone głównie w więzieniach, gdzie przetrzymywali ok. 10 tys. ludzi (9,736), ale jednorazowo w obozach nie przebywało więcej niż 5,300 osób. Komuniści 13 grudnia 1981 r. zamierzali internować 4,318 osób, ale udało im się zatrzymać tylko 3,392 osoby. Źródła podają, że do końca lutego 1982 r. internowano 6,647 osób. Na czele O.O. stali mianowani komendanci, ale w praktyce w „internatach” rządzili SB-cy. 

W trakcie trwania akcji „Jodła” (od 13 grudnia 81 do 5 stycznia 82) z 2,653 internowanych aktywistów tajna policja SB pozyskała do współpracy tylko 216 osób. Ale już w dalszej operacji „Klon” SB przeprowadziła 6,721 rozmów operacyjnych, czego rezultatem było aż 5,585 podpisanych lojalek(!), oraz pozyskanie do współpracy 944 tajnych współpracowników! Jednak ta sielanka dla SB trwała tylko do końca lutego 1982 r. Sumarycznie w obydwu akcjach skierowanych przeciwko NSZZ „Solidarność”, tajna policja pozyskała aż 1,911 osób na Tajnych Współpracowników (TW), oraz 567 osób w charakterze kontaktów operacyjnych. Dobra passa SB urwała się z powodu utwardzonego stanowiska bardziej radykalnych działaczy związkowych, wpływu odwiedzających internowanych krewnych i gości jak również moralnego wsparcia ze strony polskiego duchowieństwa.

AMNESTIA NIE DLA NAS, CZYLI WIĘZIENIE W KWIDZYNIE                    

Wracając jednak do tematu, moje doświadczenia kwidzyńskie zaczęły się 2 sierpnia 1982 roku, kiedy w rozklekotanej więźniarce razem z grupą internowanych byłem wywożony z likwidowanego Ośrodka Odosobnienia w ZK w Łowiczu. Na ogół niepewne, smutne twarze, rozczarowane nie objęciem nas przez "czerwoną amnestię" (oficjalnie jej nie było, jednak były liczne zwolnienia) z 22 lipca 1982 r., spoglądały z niepokojem na północny kierunek, w którym kierowały się głośne więźniarki. Za nami pozostawał ZK Łowicz ze swoim „urokiem” starych ciasnych cel i spacerników i wspaniałych tańczących za okratowanymi oknami mew na „przepustce” z położonego niedaleko jeziora Okręt. Jak powietrzne akrobatki wolności przeszywały powietrze wyśpiewując swoje zdziwienie, tańcząc z wdziękiem dla ludzi tym razem zamkniętych w klatkach, cóż za ironia losu!

Samo więzienie „internat” w ZK Kwidzyn szokował od pierwszych chwil, przede wszystkim swoją nieporównywalnie wielką przestrzenią jak i swobodami wywalczonymi i wynegocjowanymi wcześniej przez internowanych. W sporych rozmiarach celi (7 metrów na 4-y) piętrowe i parterowe metalowe łóżka z siennikami, toaleta ze zlewem wyodrębniona i nawet odgrodzona przepierzeniem, co w porównaniu z wolno stojącą odkrytą ubikacją nieopodal jadalnego (typ “piknikowy” z dwiema ławkami) stołu w ZK Łowicz było radykalną zmianą na lepsze. Był dostęp do szafek gdzie można było chować swoje skarby jak ciuchy, książki, czy żywność.

 REGULAMIN I FORMY AKTYWNOŚCI INTERNOWANYCH W KWIDZYNIE

Życie internowanego rozpoczynało się porannym apelem, dzień układał się wokół trzech posiłków, po które internowani z naszego pawilonu # II chodzili do specjalnej celi-kuchni w pawilonie # I. Nie wszyscy korzystali codziennie ze stołówki, część odżywiała się tylko żywnością otrzymaną od rodziny w paczkach, czy też z zza granicy (MKCK). Oczywiście dzień kończył się wieczornym apelem z wystawieniem w kostkę ubrań i butów na korytarz i zlustrowaniu stojących w szeregu internowanych przez komendanta (lista obecności). Internowanie było więc tymczasowym aresztowaniem.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura