614 obserwujących
1599 notek
9286k odsłon
155 odsłon

O nowym rozumieniu komuny

Wykop Skomentuj89

 

Historyczny przegląd, który zaproponował Moherowy Fighter, nie jest dostatecznie zniuansowany, wobec tego nie wiem, czy zaproponowane symulacje i modelowanie w pełni odpowiadają rzeczywistości. Problem bowiem w tym, że na "szeroko rozumianej" prawicy zachodziła przez te długie i beznadziejne lata ewolucja, mutacja, degeneracja i przeróżne inne zjawiska :) Należy też pamiętać o modyfikacji stanowisk PiS (początkowo daleki od środowisk RM, potem ściśle związany, choć nie bez zgrzytów), o zmianach w strukturach i kadrach poszczególnych partii - np. pierwszy LPR, który skupiał np. Macierewicza, Olszewskiego, to było coś innego niż LPR „duce” Giertycha czy koalicyjny, trójpartyjny LPR-bis z 2007 r. Tenże Giertych, co do którego sądzę, że należy do największych i najwybitniejszych wywrotowców prawicy (jest chyba bardziej destrukcyjny niż JKM), po odejściu z koalicji rządowej, natychmiast i z żarliwością neofity dołączył do koalicji postkomunistycznej (tęczowej), co zresztą nie przeszkadzało mu tworzyć potem z UPR-em i ugrupowaniem M. Jurka wspomnianego LPR-u-bis (o zgrozo!).
 
 
Piszę o tym, ponieważ o ile popierałem pierwszy LPR jako jedyne sensowne antyunijne ugrupowanie (obok dogmatycznego UPR-u), o tyle po wewnętrznej rozwałce, jaką urządził „duce”, stwierdziłem, że ta partia nie jest warta funta kłaków, a retoryka katolicko-narodowa i antyunijna to jedynie "narracja" skierowana do określonych środowisk gotowych wspierać tego typu inicjatywy. Jak wiemy zresztą RM, które ex nihilo (w mediach mainstreamowych przecież był całkowity i zgodny bojkot poglądów antyunijnych) wykreowało LPR na liczącą się siłę w parlamencie, potem cofnęło poparcie, co poskutkowało bezceremonialnymi atakami Giertycha na o. Rydzyka etc.
 
 
Mówienie o tym, kogo Polacy w swej większości wolą wybierać w sensie politycznym jest o tyle przedwczesne, że sami Polacy mają dość blade (w swej większości, podkreślam) pojęcie o subtelnościach polityki. Zresztą, nie powinni być może mieć takiego pojęcia, skoro większość klasy politycznej od 1989 r. to zwyczajnie złodzieje. Nie bójmy się tego słowa, powraca ono wszak w niemal każdej poważniejszej ulicznej demonstracji antyrządowej rozmaitych grup zawodowych. Sądzę, że częstokroć jedynym kryterium politycznego wyboru wielu Polaków jest to, czy dane ugrupowanie mniej kradnie od innych. Oczywiście, jest to kryterium dość zwodnicze, ale przecież trudno powiedzieć, że np. tryumf przeklętej komuny po rządach AWS-u nie wynikał właśnie z tych względów, iż stwierdzono (nie bawiąc się w dzielenie włosa na czworo), że AWS to banda złodziei po prostu, a uznano zarazem, że czerwoni nie są aż tak zapalczywi w okradaniu społeczeństwa jak nowa nomenklatura. To ostatnie założenie mogło wynikać stąd, iż czerwoni już byli ustawieni od wielu lat, mając po kilka domów, luksusowe auta i konta za granicą, więc już bardziej się nakraść nie mogli.
 
 
Jestem jednak za tym, by uznać PO (i oczywiście PSL) za część komuny, skoro tak zażarcie liderzy tych ugrupowań bronią posowieckich struktur, posowieckich instytucji i korupcyjnych mechanizmów na straży których (struktur, instytucji, mechanizmów) stoi dawna Bezpieka i wojskówka. Jeśli weźmiemy pod uwagę to, że Tusk z Pawlakiem stali w pierwszym szeregu bohaterów obalających rząd Olszewskiego i dziś są na czele coraz bardziej policyjnego państwa, to ta kwalifikacja do komuny jest w pełni uzasadniona, a w niuanse ideologiczne nie warto się w ogóle bawić. Co więcej, takie postawienie sprawy ułatwia właśnie politologiczną diagnozę z punktu widzenia obywatelskiego i pozwala znaleźć drogi wyjścia z tej zdawałoby się katastrofalnej sytuacji opresji, w jaką III RP wpędza wielu z nas – o czym za moment.
 
 
Od jakiegoś czasu z upodobaniem wczytuję się w lamentacje offowych polityków (J. Rokita, L. Dorn, teraz Cz. Bielecki), którzy właściwie nie widzą wielkich szans na zmianę status quo, na modernizację Polski itd. (nawiasem mówiąc, o prorockich możliwościach Rokity świadczy to, że sądzi iż najpierw będą wybory prezydenckie, a parlamentarne odbędą się w 2011 r.). Jakby tego było mało część osób związana z konserwatyzmem i prawicą niezawodowo a światopoglądowo, dochodzi już do takiej frustracji, że uważa, iż tylko rewolucja mogłaby zmieść porządek zaprowadzony przy meblu bez kantów – tak mocno i wszechstronnie bowiem Układ wydaje się zabezpieczony. Jest w tych koncepcjach duża doza przesady. Otóż dokonanie radykalnego wyłomu w tym, co skonstruowano jako III RP, czyli republikę kolesi, republikę bananową, królestwo sitw i sitwiarzy jest stosunkowo nieskomplikowanym, choć oczywiście, wymagającym pewnego samozaparcia zabiegiem. Wystarczy bowiem doprowadzić do ruiny finanse publiczne, a wtedy żerowisko kolesi zwyczajnie znika i zaczynają się protesty społeczne na taką skalę, że żadne kordony pał nie są w stanie ochronić skompromitowanych polityków. Nie chodzi wcale o działania nielegalne, wystarczy doprowadzić do tego, że wpływy do budżetu będą systematycznie maleć. One oczywiście już maleją, bo spada sprzedaż papierosów i alkoholu (a wysokość akcyz oczywiście rośnie), ale jeśli świadomie bojkotować będziemy (w miarę możliwości) te towary, które szczególnie nabijają kasę publiczną (po alkohol można jeździć za granicę np. na Węgry, po papierosy też, jak ktoś jest chain-smokerem), to w niedługim czasie możemy doprowadzić skarb państwa do stanu bliskiego upadłości. Czy nie jest to wtedy chwila, w której żaden magik rządowy nie może dokonywać czarów z przesuwaniem jednych wydatków w te i we wte i chwilowym gaszeniem w ten sposób niepokojów społecznych związanych z pogarszającymi się warunkami pracy i życia? A jak magik ma pusty skarbiec, to niczym nie jest w stanie zamknąć ust demonstrującym.
 
 
PiS – w chwili obecnego totalnego kryzysu państwa pod rządami ciemniaków - stoi przed szansą, jaką kiedyś miał AWS, lecz jednocześnie przed tymi samymi zagrożeniami. Po całkowicie skompromitowanej i w sromocie odchodzącej „drużynie Tuska”, która z zakasanymi rękami wzięła się za żerowanie na finansach publicznych i udawanie rządzenia, byleby tylko doczołgać „króla sondaży” do prezydenckich wyborów (których wygranie jeszcze długo będzie mu się śniło w koszmarach) - nie będzie trudno przejąć władzę i uzyskać społeczne zaufanie. Jeśli jednak PiS pójdzie w ślady AWS-u i będzie dokonywał sanacji państwa poprzez dalszy rozrost biurokracji (a nie jej radykalne likwidowanie), poprzez pozostawienie obecnej struktury parlamentu (darmozjadów tam na potęgę), poprzez marnotrawienie finansów publicznych, poprzez pozostawienie zgnilizny peerelowskiej od służb specjalnych po systemy edukacji i naukę itd. - to czekać go będzie także los AWS-u i trzeciej szansy nikt PiS-owi nie da. Wobec tego program sanacji należy opracować kompleksowo i podać go polskiemu społeczeństwu do wiadomości w jasno sformułowanych postulatach, których realizacją zajmować się będą ludzie mądrzy i uczciwi. Skończyć z republiką kolesi, z pandemonium złodziejstwa, z bezkarnością dansingbubków wyciągających ręce po łatwe publiczne pieniądze – to nie jest komunikat szczególnie trudny do zrozumienia dla przeciętnego obywatela. Jeśli zaś zacznie się rzeczywista rozprawa ze złodziejami i złodziejstwem w Polsce, to PiS uzyska poparcie na długie lata, bez względu na różnice ideowe między wyborcami.
 
o
 
Wykop Skomentuj89
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale