615 obserwujących
1599 notek
9362k odsłony
  14987   0

Śledztwa smoleńskie 2

 

W obliczu oszczerczych tekstów rozmaitych ludzi, których nicków nawet nie będę wymieniał, zostałem postawiony w bardzo dziwnej sytuacji. Napisałem przecież dziesiątki, jeśli nie setki notek dogłębnie analizujących materiały Zespołu smoleńskiego, zwłaszcza przesłuchania świadków, a przed zamachem z 10-go Kwietnia (jak i po, rzecz jasna) wielokrotnie, prowadząc bloga od 2006 r., dawałem w moich tekstach wyraz mojego uznania i sympatii dla min. A. Macierewicza. Nie sądzę więc, by ktokolwiek z czytających mojego bloga od lat, miał wątpliwości co do tego, jak ważnym wg mnie jest politykiem Macierewicz, nie wspominając już o J. Kaczyńskim. Tymczasem oszczercy, ludzie godni najwyższej pogardy (wydaje się, że już złodziej jest mniej ohydnym typem człowieka aniżeli oszczerca), z maniackim uporem, jak monoman czepiony jednej idei, starają się dorobić mi gębę „wroga Macierewicza”, „wroga Zespołu smoleńskiego”, a nawet, żeby było jeszcze śmieszniej, „wroga PiS-u”. I ci podli, mali ludzie nie ustają w powtarzaniu wciąż i wciąż tego rodzaju oszczerstw.

 
Oczywiście nie mam najmniejszego zamiaru wchodzić w polemiki z oszczercami – ich ujadanie mnie nie interesuje. Piszę te słowa teraz dla osób, które znajdują czas na śledzenie mojego bloga i widzą w tych naszych tu dyskusjach jakąś wartość. Spróbuję pewne rzeczy uporządkować. To właśnie bowiem z sympatii oraz szacunku dla Zespołu smoleńskiego parokrotnie sygnalizowałem (oczywiście drogą moich publikacji) takie czy inne wątpliwości, jakie rodzą się w trakcie blogerskiego śledztwa, którego postępy zapewne w niedoskonałym wymiarze dokumentuje mój blog. Można tu wskazać kilka moich tekstów, powiedzmy, krytycznych, opublikowanych na przestrzeni lutego-sierpnia bieżącego roku:
http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/02/poza-ruska-zone.html (tekst wprowadzający w hipotezę dwóch miejsc)

 

 
Nie widzę absolutnie nic złego w poddawaniu racjonalnej krytyce jakiejś koncepcji, gdyż tylko w ten sposób można wyeliminować błędy i znaleźć właściwe, dające się obronić, nie zaś podważać, rozwiązania. O wiele gorsza, niebezpieczniejsza i wprost destrukcyjna jest postawa zupełnie bałwochwalcza wobec jakiejś koncepcji, w istocie rzeczy uniemożliwiająca jakąkolwiek wokół tej koncepcji dyskusję. A już najgorsza jest postawa ludzi, którzy daną sprawą się w ogóle nie zajmują, za to znajdują siły, czas i okazję do oszczerczego atakowania osób, które daną koncepcję poddają racjonalnej krytyce. Takich ludzi powinno się wywalać z blogów jako wieśniackich troli.

 

 
W ostatniej, specjalnej (także w dużej mierze poświęconej tragedii z 10-go Kwietnia) odsłonie POLIS MPC napisałem jeszcze jeden „syntetyczny” tekst zatytułowany „Śledztwa smoleńskie” (do znalezienia tu http://polis2008.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=864&joscclean=1&comment_id=1438) wskazujący na to, że można mówić o 4 śledztwach ws. „Smoleńska”: 1. pseudośledztwo ruskie, 2. pseudośledztwo polskie – czyli oficjalne podejścia związane z moskiewską narracją, 3. śledztwo blogerów, „NDz”, „GP”, Macierewicza, 4. (wyłonione z tego 3-go) śledztwo blogerów stawiających hipotezę maskirowki. Zwracałem też uwagę, że o ile pierwsze śledztwo blogerskie znalazło rezonans w niezależnych mediach i pracach Zespołu smoleńskiego, o tyle drugie śledztwo nie, co nie tylko mnie, lecz i innych blogerów napawało niepokojem skłaniającym niektórych komentatorów do różnych krytycznych uwag (które to uwagi stały się zaś pretekstem dla oszczerców). Na pewno sytuacji nie polepszało to, że p. A. Gargas w ogóle uznała blogerskie śledztwo 2. za, powiedzmy oględnie, science fiction, a min. Macierewicz (prezentacja „Białej Księgi” w kinie Palladium) określił koncepcję związaną z tymże śledztwem za „zupełnie błędną”, choć „przynoszącą ciekawe rezultaty” (cytat z pamięci).

 

 
Na szczęście zaczął się w końcu rysować pewien przełom. Zupełnie niedawno, bo 11 sierpnia br. w Radiu Maryja i TV Trwam ukazał się trzyczęściowy program z udziałem J. Jaskólskiej i P. Jakuckiego (http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=26925) odnoszący się do blogerskiego śledztwa nr 2 i do wielu kwestii stawianych w ramach hipotezy dwóch miejsc. Książka Jaskólskiej i Jakuckiego ma się ukazać, dodam, we wrześniu. Hipoteza 2M, podkreślam, wyłoniona po krytycznej analizie hipotezy głoszącej, że do zamachu doszło na Siewiernym, głosi (mówiąc w telegraficznym skrócie), iż Ruscy dokonali mistyfikacji wypadku na Siewiernym, zaś polska delegacja została skierowana na inne lotnisko, gdzie akcja zamachowców mogła wyglądać tak jak na „antyterrorystycznych ćwiczeniach” w Sankt-Petersburgu
Sankt-Petersburg
 
zwłaszcza że Ruscy się w ostatnich dniach przed zamachem przygotowywali na „akcję ratunkową” w przypadku... katastrofy tupolewa
2
 
3

 

 
Ktoś, kto może od niedawna czyta mojego bloga, mógł do tych materiałów znalezionych przez blogerów (podkreślam, różne osoby dokonują takiego bezcennego researchu) podczas przeczesywania ruskich stron (por. historię medialną manewrów w Lipiecku http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/04/manewry-z-lipiecka.html, o której parę słów powiem niżej), nie dotrzeć, więc je teraz przypominam, gdyż są niezwykle ważne. Specnaz ruski od lat ćwiczy się w „antyterrorystycznych atakach” na samoloty (na lotniskach)
specn
 
specn
(http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/08/doktryna-putina.html), zaś w kwietniu 2010 r. w różnych obwodach neo-ZSSR („Kommiersant” 14-go kwietnia 2010 wymienia obwody: moskiewski, smoleński, kałuski, briański, lipiecki, tambowski, woroneski i kurski http://2.bp.blogspot.com/-wlvhDDqSaB0/Ta01u-yDmtI/AAAAAAAABoA/gzFEiNDqU-I/s1600/Lipeck16042010o2.png) wewnętrzne wojska ruskie odbywały intensywne ćwiczenia, m.in. takie jak w Lipiecku, z... przejmowaniem pasażerów samolotu. Przypomnę, o co chodziło, gdyż było to, uważam, jedno z najważniejszych (oprócz tych związanych z wrakiem, dezinformacją medialną czy sprzecznościami w zeznaniach świakdów) odkryć blogosfery:

 

 
przez media w Rosji przetoczyła się fala oburzenia na telewizję w Lipiecku, która w jednym z reportaży poinformowała o rozpoczęciu się już 12 kwietnia 2010 (a więc dwa dni po „wypadku na Siewiernym”) specyficznych ćwiczeń bezpieczniacko-wojskowych mających związek z odpowiedzią na atak NATO na Białoruś. Atak miał być przeprowadzony z terytorium Ukrainy, zaś na lotnisku w Lipiecku (w trakcie tych ćwiczeń)  miał awaryjnie wylądować samolot z wojennymi uciekinierami (60 osób). Te  antyterrorystyczne manewry (jak się bowiem miało okazać: wśród pasażerów ukryli się też terroryści) i ewakuacja „bieżeńców” połączone były też z gaszeniem samolotu, który podczas awaryjnego lądowania miał zapłonąć (pożar w wyniku eksplozji materiałów wybuchowych na pokładzie). Wszystko jednak miało przebiec sprawnie, zaś na uciekinierów czekały polowe namioty z pomocą medyczną, opieką psychologiczną oraz jedzeniem. Manewry planowano powtórzyć następnego dnia.

 

 
Skąd się wzięła fala medialnego oburzenia na lipiecką telewizję? Po pierwsze stąd, iż telewizja ta pokazała w swym porannym reportażu „wirtualną wojnę NATO z Białorusią” i, używając słowa „wojna”, przestraszyła ludzi (porównywano tę historię ze słynnym reportażem w gruzińskiej telewizji, kiedy to mówiono o kolejnym ataku Rosji na Gruzję). Tymczasem chodziło, jak wyjaśnił płk Wasilij Panczenkow, o zwykłe taktyczne ćwiczenia wojsk wewnętrznych (zaplanowane na 13-17 kwietnia 2010) przeprowadzane zresztą nie tylko w obwodzie lipieckim, ale też w smoleńskim, kałuskim, moskiewskim, briańskim, tambowskim, tulskim, woroneskim i kurskim (http://kommersant.ru/Doc/1354269) (http://kp.by/daily/24473/631724/) (http://lipetsknews.ru/today/?id=13313) (http://www.nr2.ru/incidents/279051.html). Po drugie stąd, że telewizja ta nadała swój reportaż w poniedziałek 12 kwietnia rano i, co więcej, użyła w relacji słowa „siegodnia”, czyli „dzisiaj”. W ten sposób dziennikarze „oszyblis'”. Nie tylko oni się oczywiście pomylili; wprowadzili też przecież w błąd samych telewidzów, gdyż, jak wyjaśniali przedstawiciele wojska, w innych ruskich mediach, manewry zaczęły się dopiero 13 kwietnia, a nie 12-go (http://www.newsru.com/russia/14apr2010/lipetsk.html).

 

 
Za przedwczesne podanie informacji o manewrach zwolniono natychmiast z telewizji lipieckiej kilka osób: dyr. Jelenę Deprynową, red. Irynę Jakowlewą i korespondentkę Aidę Gustowałową (http://grani.ru/War/m.177128.html). Po tych zwolnieniach i wyjaśnieniu nieporozumień w ruskich mainstreamowych mediach, telewizja lipiecka skorygowała swój przekaz i swoją relację umieściła we właściwych ramach czasowych, czyli 13 kwietnia(http://www.lipetsktime.ru/news/2010-04-13/4433.htm); niestety tego ujęcia z fotografii ze strażakami gaszącymi samolot z uciekinierami nie ma w materiale wideo, pokazana jest akcja z psami goniącymi „terrorystów”. Przy okazji też zapewne wyczyszczono jakiekolwiek doniesienia z 10-go i 11-go, gdyż w archiwum online nie ma śladu po jakichkolwiek wydarzeniach z tamtych dwóch dni, choć można by podejrzewać, że skoro cały świat wiedział o „wypadku na Siewiernym w Smoleńsku” i osobistej wizycie cara Putina oraz jego świty na tamtejszym pobojowisku, to i telewizja lipiecka telewizja by coś wiedziała (tak czy tak śladu po „wypadku na Siewiernym” nie znalazłem (...)).

 

 
Naiwnością byłoby sądzić, że lipieckie manewry z 12 kwietnia stanowiły np. przykrywkę do przewiezienia osób z polskiej delegacji prezydenckiej, zaś ochotnicy odgrywający role „bieżeńców” to byli członkowie tejże delegacji. Sam jednak fakt, że tego rodzaju niezwykłe (jak na „smoleński kontekst”) ćwiczenia przeprowadzano właśnie wtedy w tylu obwodach w FR i że całej sprawie z „przedwczesną informacją z Lipiecka” nadano taki rozgłos (artykuły m.in. w „Komiersancie” czy „Komsomolskiej  Prawdzie”), a parę osób zwolniono z telewizji, świadczyć może o czymś zgoła innym. Ruscy nie są aż tak głupi, by niespełna dwa dni po „lotniczym wypadku”, o którym informowały wszystkie agencje prasowe świata, urządzać manewry z gaszeniem samolotu, w sytuacji, gdy na całej Ziemi pokazywano „wstrząsające zdjęcia” z „gaszeniem prezydenckiego tupolewa na Siewiernym”. Tym razem musiało chodzić o manewry odciągające uwagę od prawdziwej akcji z uprowadzeniem polskiej delegacji i zaatakowaniem jej na jednym z ruskich lotnisk (czy w Lipiecku, tego jeszcze nie wiemy). Te szeroko zakrojone, bo w wielu ruskich obwodach, manewry miały dać do zrozumienia każdemu bałwanowi, który jakimś sposobem zapałętałby się jednak w okolicach jakiegoś lotniska i byłby świadkiem działań specnazu czy OMON-u wyciągającego pasażerów z jakiegoś uszkodzonego samolotu, że to były tylko antyterrorystyczne ćwiczenia – nawet jeśli ten samolot miał jakieś nietypowe, zagraniczne, np. biało-czerwone, oznaczenia.

 

 

 
Informacja z „Kommiersanta” dotyczy (oficjalnie, a więc bierzmy poprawkę na ruską tendencję do łgania) okresu 13-17 kwietnia, ale „akcje ratunkowe” związane z... tupolewem i to z wynoszeniem zwłok pasażerów (!) ćwiczono, jak sygnalizowałem, PRZED 10-tym Kwietnia (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/04/7-kwietnia-2010-pukowo.html). Oczywiście, ktoś mógłby powiedzieć, że takie manewry „strażacko-medyczno-antyterrorystyczne” to jakiś zbieg okoliczności w kontekście tragedii polskiej prezydenckiej delegacji. Jeśli jednak nie? Czemu akurat 7 kwietnia ćwiczono na tupolewie, a nie np. na ile czy boeingu? Czy terroryści tupolewami zwykle do neo-ZSSR latają?

 
Hipoteza dot. zamachu przeprowadzonego w INNYM miejscu, a nie na Siewiernym, zamachu poprzedzonego skierowaniem delegacji na zapasowe lotnisko – nie wzięła się znikąd na zasadzie rozwiązania ad hoc, lecz po zebraniu wielu poszlak, śladów, analizie zeznań świadków etc. Pisałem przed paroma miesiącami w tekście „Śledztwa smoleńskie” do zwolenników koncepcji z zamachem na Siewiernym:jeśli delegacja prezydencka została skierowana na inne lotnisko, zaś w Smoleńsku przygotowano makabryczną inscenizację, to nie uda się dowieść, że polska delegacja zginęła na Siewiernym w wyniku sabotażu lub eksplozji na pokładzie tupolewa”. Inscenizacja bowiem ze swej istoty wyklucza pozostawienie bezpośrednich śladów po takim właśnie zamachu. Nie znaczy to jednak wcale, że nie należy badać Siewiernego.

 

 
Jeśli zbrodniarz pozoruje miejsce zbrodni, chcąc ukryć to prawdziwe jej miejsce, to i tak nie jest on w stanie całkowicie wykreować fałszywego otoczenia. Zawsze musi się posłużyć jakimiś elementami z prawdziwego miejsca tragedii, jak choćby ciałem ofiary czy jej rzeczami, noszącymi na sobie ślady autentycznej zbrodni. Nawet jeśli ciało czy rzeczy ofiary zostają przez mordercę poddane jakimś dodatkowym procesom związanym z „dostosowywaniem” wyglądu zwłok/rzeczy do fałszywego miejsca zbrodni (żeby śledczych wyprowadzić w pole), to te właśnie wtórne zabiegi mordercy są do wykrycia w ramach kryminalistycznej analizy szczątków. Ślady zaś takich zabiegów pozwalają poznać prawdę o autentycznej zbrodni i zrekonstruować jej przebieg. Tak więc dokładna analiza tego, co było na Siewiernym, może wprawdzie nie dostarczyć dowodów na sabotaż/eksplozję polskiego Tu-154M (z tego względu, że wrak na Siewiernym powstał zapewne w wyniku pocięcia jakiegoś tupolewa, a nie wysadzony (na takiej zasadzie: http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/04/jak-sie-tnie-samoloty-na-siewiernym.html, http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/04/tak-sie-tnie-tupolewy.html, http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/04/tu-154m-pociety-na-pukowie.html), ale pozwoli, sądzę, odkryć maskirowkę.

 
* * *

 
Moja generalna prośba do komentatorów jest taka: skoncentrujmy się na samym śledztwie, tak by nie dawać okazji rozmaitym oszczercom do ujadania wokół naszej pracy. Prosiłbym więc, by nie pojawiały się w komentarzach treści, które mogłyby oszczercom posłużyć za pretekst do kolejnych ataków. Mam nadzieję, że w ten sposób sytuacja zrobi się bardziej klarowna. Druga prośba jest zaś taka, by nicki oszczerców nie pojawiały się w komentarzach pod moim blogiem, tak by ci ludzie reklamowali się jedynie w swoim gronie.

 

 

 
Lubię to! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Inne tematy w dziale