615 obserwujących
1599 notek
9362k odsłony
  6407   0

11.49

 

Ile zdjęć można natrzaskać w ciągu jednej minuty? To zależy komu, gdzie i za pomocą jakiego aparatu. O godz. 11.49 (rus. czasu, jak się możemy domyślać) 12 kwietnia 2010, jak przynajmniej wiadomo z opisów pod fotkami, ruski albo lepiej kremlowski fotoreporter Ilya Pitalev, przybywszy już dwa dni wcześniej do Smoleńska, robi całą serię niezwykle ciekawych, związanych z „katastrofą smoleńską” eksportowych zdjęć, z których jedno, to z przedziwnymi krokwiami pod wrakiem, już analizowałem i to całkiem niedawno tu: http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/09/synne-koeczki-pitaleva.html, zestawiając je z fotkami siewiernieńskich okrąglaków pod wrakiem. Fotografii Pitaleva z godziny 11.49 jest aż dziewięć (za znalezienie materiału podziękowania otrzymuje Beemaja http://freeyourmind.salon24.pl/349423,moskwa-i-straz#comment_5094888). Niewykluczone, że było ich więcej, a dokonano tylko jakiegoś wyboru tego, co najlepsze, zamieszczono szczęśliwą siódemkę zresztą tu (http://en.rian.ru/photolents/20100412/158546091.html).
1
2
3
4
5
6
7
8
9
 
Nie musiałoby nas to zrobienie tylu zdjęć w jednej minucie szczególnie dziwić, jeśliby Pitalev za pomocą profesjonalnego aparatu, a taki na pewno posiada, robił w ułamkach sekund wiele ujęć tego samego zdarzenia (tak choćby jak piorunem trzaskają migawki sportowi fotoreporterzy, chcący mieć najlepsze zdjęcie jakiejś bramki czy olimpijskiego rekordu lub jak papparazzi wiszący na drzewie i wyłapujący telewizyjną gwiazdkę bez makijażu albo z rozczochranymi włosami). Tymczasem Pitalev w owej minucie robi różne zdjęcia w różnych miejscach pobojowiska – porównajmy choćby to ujęcie (http://en.rian.ru/photolents/20100412/158546091_6.html) oraz to (http://en.rian.ru/photolents/20100412/158546091.html).

 
Bywa jednak tak, że Pitalev stoi w tym samym miejscu (mniej więcej), a na zdjęciach ukazuje się zupełnie inna scena – por. http://en.rian.ru/photolents/20100412/158546091.html, a potem http://en.rian.ru/photolents/20100412/158546091_2.html i to: http://en.rian.ru/photolents/20100412/158546091_4.html. Tu młody ruski sołdat w czapce (na środku zdjęcia) (http://en.rian.ru/photolents/20100412/158546091_2.html) idzie po prawej stronie ogona, a tu po lewej (http://en.rian.ru/photolents/20100412/158546091_5.html). Na tych samych zdjęciach odpowiednio gruby wojak w uszance stoi po prawej, a potem podnosi kawałek wraku po lewej. Wiele więc się dzieje w ciągu tej jednej minuty „snimanja”.

 
Kim jest nasz „maładiec” Pitalev (rocznik 1970)? Strona Visualrian informuje (http://visualrian.ru/en/site/lightbox/382/), że przeszedł najlepszą szkołę najpierw w sowieckich, a później w neosowieckich mediach. Zaczął wyjątkowo wcześnie zapewne jako pionier, bo już w 1986, a więc jako szesnastolatek, pracując jako „freelancer” dla „Moskiewskiego Komsomolca” i „Wieczornej Moskwy” (jak wiemy, za czasów poprzedniego ZSSR po prostu ze stołecznymi komunistycznymi gazetami można było współpracować jako „freelancer”). No ale później było jeszcze lepiej, bo po tym paroletnim „freelancingu” Pitalev zatrudniony był przez prawie dziesięć lat (1991-2002) w takich gazetach jak „Czerwona Gwiazda”, „Prawda” i „Komsomolska Prawda”. Potem stał się fotoreporterem „Komiersanta”, aż w końcu wylądował w RIA Novosti, dla której zrobił setki zdjęć, między innymi fotografie związane z „katastrofą smoleńską” (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/06/ilya-pitalev.html), ale też i np. zdjęcia „pokojowej interwencji” ruskich wojsk w Gruzji.
Ab
 
Jak wspomniałem, o godz. 11.49 12 kwietnia zatrzymuje się dzielnemu Pitalevowi tajemniczo „czas zegara” w aparacie fotograficznym – historia więc od razu nasuwa jakieś paranoiczne analogie z działaniami moonwalkera S. Wiśniewskiego, polskiego montażysty (który przejdzie już na zawsze do historii jako pierwszy Polak na ruskim księżycu), a któremu nieszczęśliwie zastopował się po paru godzinach zapisu „smoleńskiej pogody” mechanizm rejestrujący kamery, akurat gdy miało dojść do „katastrofy tupolewa”. Nie mówimy jednak o Wiśniewskim (czy Śliwińskim, wedle relacji ruskich mediów http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/historia-unochoda.html) i jego barwnych perypetiach, lecz o gieroju Pitalevie, którym może kiedyś zainteresuje się polska prokuratura wojskowa, o ile będzie jeszcze prowadzić jakieś śledztwo ws. tragedii z 10-go Kwietnia. Czemu Pitalevowi zatrzymał się czas w aparacie? Gdy Pitalev przybywa do Smoleńska „po wypadku”, aparat przecież działa mu jak należy i zdjęcia mają swoją datę i różne godziny fotografowania. Dwa dni później pojawia się zaś taka dziwna usterka.
 

 
Naturalnie, dla kogoś, kto po prostu szukałby zdjęć na portalu RIA Novosti do zilustrowania jakiegoś prasowego materiału dot. „katastrofy prezydenckiego tupolewa”, kwestia tych „stałych godzin” przy siedmiu/dziewięciu fotografiach mogła być nie tylko nieistotna, ale nawet niezauważalna. Najwyraźniej też sam Pitalev nie przywiązywał do tego wielkiej wagi, sądząc może, że nikomu nie strzeli do łba, by jego galerię pod takim kątem przetrząsać. Dajmy więc chłopu spokój i spójrzmy na rezultaty jego raboty.

 
Co właściwie dziwnego jest w tych fotografiach z 12 kwietnia? Otóż to, że na s. 89 ruskiego raportu komisji Burdenki 2 (celowo sięgam do źródeł, do klasyki, do „dzieła kanonicznego”, bo tam są zdjęcia lepszej jakości niż w polskojęzycznej wersji) figuruje zdjęcie pokazujące jak wyglądało pobojowisko właśnie 12 kwietnia.
1
 
2
 
3
 
Nie tylko nie było tak tłoczno i tak „bogato” na łączno-leśno-bagiennym podłożu, ale przede wszystkim nie krokwie leżały pod wrakiem, tylko elegancko przycięte pilarką okrąglaki-samosiejki. Niby drobiazg, ale czemu na niego Pitalev nie zwrócił uwagi? No bo, że nie zwrócił, to oczywiste, skoro nie wykasował tych fotek i znalazły się one w rocznicowych wydaniach ruskich mediów, dotyczących „wypadku smoleńskiego z prezydenckim tupolewem z Polski” (http://1.bp.blogspot.com/-OjRnUcodTEY/ToG8AOUtbgI/AAAAAAAAEHU/jvDCBh8ibyM/s1600/ko%25C5%2582ki.png). Ma się rozumieć, gdy Pitalev robił te zdjęcia, to nie mógł wiedzieć, jakie fotografie zostaną opublikowane w raporcie komisji Burdenki 2, aż tak przewidujący by zwykły reportier chyba nie był, no ale po wydaniu tegoż pseudoraportu już wiedział. Może nie sprawdził? Może też tego w RIA Novosti nie sprawdzano, nie przejmując się drobiazgami?

 
Ale powstaje w takim razie pytanie: kiedy Pitalev te zdjęcia zrobił. I – gdzie. Nie wygląda bowiem na to, by to była tajemnicza łączka przy Siewiernym. Nie pasuje ani pogoda, ani ta odświętnie ubrana „brygada remontowo-budowlana” (ci przy krokwiach stoją nie wiedzieć czemu tyłem). Nie zgadzają się detale wokół wraku, zarówno jeśli chodzi o inne szczątki lotnicze, jak i „drzewostan”. Gostek z siekierą właściwie nie wiadomo, co ma zamiar jeszcze siekać.
siek
 
Ubrania dość czyste, jak na „błoto po kolana”. Kamizelki żółte, a nie pomarańczowe.
 
u
 
Miny marsowe, bo brygada remontowo-budowlana duma, co dalej. Smuta ruska. Zdjęcia ewidentnie wyglądają na pozowane. Pytanie tylko: kiedy urządzono ten plener. I gdzie?

 
Ciekawostka na koniec. Pitalev tak wiernie towarzyszył brygadzie remontowo-budowlanej, że 11 kwietnia po 17-tej wyłapał jakichś ostatnich wycieczkowiczów z trumną.
tr
 
Rzecz to o tyle ciekawa, że 11-go pracowali „cały dzień, do nocy” polscy eksperci z „komisji Millera” i twierdzili (po publikacji swojego pseudoraportu), że żadnych ciał już nie było. No ale co z tego? Czy ratownicy z „MCzS” nie mogli po prostu znosić jakąś niepotrzebną już trumnę z pobojowiska?
Lubię to! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Inne tematy w dziale