615 obserwujących
1599 notek
9370k odsłon
  7265   0

Zagadka moonwalkera, moonfilmu i filmiku Koli

 

Wróćmy ponownie na posiedzenie ZP z moonwalkerem (luty 2011) w momencie, gdy deliberowano o zmontowaniu materiału (ewentualnie „zmianie formatu”), przerwie w nagrywaniu (kiedy nic szczególnego się nie zdarzyło, wg S. Wiśniewskiego) oraz trzasku (resp. symbolicznym strzale drzewa) - teraz pojawi się intrygujący (nie tylko dla tego posiedzenia, lecz i dla całego śledztwa) wątek filmiku Koli (por. też http://freeyourmind.salon24.pl/468439,repetytorium-z-filmiku-koli):
 
AM: Ja wiem, ponieważ, jak pan wie, dysponujemy innymi materiałami, które równolegle były przez inne osoby yyy... między innymi przez Rosjan nagrywane. Tam jest tych... dźwięków więcej, po prostu, dlatego o to pytam...
 
Równolegle? Jak to równolegle? Skąd szef ZP naraz wie o tym, że zachodziła tu równoległość jakaś podczas rejestrowania, skoro choćby na filmiku Koli nie widać wozów straży pożarnej ani strażaków, a materiał miał ponoć pochodzić z 8.56, zaś na moonfilmie nie słychać ruskiej syreny leśnej o 8.56 wg „czasu kamery” (http://freeyourmind.salon24.pl/482537,syrena-lesna)? Nie trzeba wielkiej filozofii, by odkryć, że właśnie między filmikiem Koli a wideo Wiśniewskiego nie zachodzi równoległość czasowa ani przestrzenna. I moonwalker odpowiada pytaniem lub też pyta szefa ZP:
 
SW: Może byli gdzie indziej? Może...
 
Ta zaskakująca, niestety urwana, wypowiedź przechodzi jednak mimo uszu tokującego Macierewicza, a bez wątpienia należałoby się przy niej zatrzymać. Jak bowiem ktoś filmujący „miejsce katastrofy” mógłby być gdzie indziej, skoro samo pobojowisko ma mniej więcej wielkość boiska do piłki nożnej, tym samym jakiekolwiek strzały padające na takim obszarze byłyby bez wątpienia słyszalne? Jakie  gdzie indziej ma tu na myśli Wiśniewski? Na marginesie dodam, choć osoby „siedzące w śledztwie blogerskim” wiedzą to na pewno, że żadnych strzałów też nie słyszał ani M. Wierzchowski, przybiegłszy za felczerami (http://freeyourmind.salon24.pl/401203,tajemnice-smolenska):
 
(Posłanka Kruk):  (...) widział pan słynny... film internetowy ten 1'24''?
MW:  Mhm.
(Posłanka Kruk): Czy to był ten sam dźwięk syreny?
MW:  Tak... Tylko, że ten film był kręcony od (...) drugiej strony.
(Inna posłanka):  (...)ten moment,  kiedy  (...) pan przybywa na miejsce, syreny jeszcze nie wyją, widzi pan wrak tego samolotu, (...) czy to jest wtedy cisza, czy są jakieś okrzy... czy ktoś...
MW: Cisza.
(Posłanka): Cisza, tak? (...) Czyli nikt nie wołał? (...) Żadnych okrzyków nie było?
MW: Nie.
 
- ani J. Bahr, idący od strony ul. Kutuzowa (http://stary.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100604&typ=po&id=po31.txt):  Słyszał Pan na miejscu strzały?
- Nie, nie słyszałem.
 
 
Szef ZP kontynuuje podniesionym głosem:
AM: Tam chyba jest około sześciu tych dźwięków, które pan relacjonuje jako trzaski, a różne inne osoby...
SW: Znaczy nie, nie. Ten dźwięk, który u mnie...
AM: ...relacjonują inaczej.
SW: ...u mnie nagrany jest jako trzask. A na temat tamtych dźwięków nie wypowiadam się. Bo nawet jeśli fachowcy stwierdzili, że ten materiał podlegał tyle rodzajom przeróbek, modyfikacjom, konwersacj-, yyy..., konwersji itd. itd., oni nie mogą jednoznacznie powiedzieć: tak, to były strzały. Nie, to nie były strzały.
 
Czemu Macierewiczowi nagle podczas tego posiedzenia zależy na tym, by utożsamić dźwięki z filmiku Koli z dźwiękiem na wideo Wiśniewskiego (skoro jeszcze chwilę temu tak uporczywie dopytywał o nieciągłość moonfilmu, sugerując jego niewiarygodność)? Z prostego powodu: by utożsamić miejsca, z których pochodzą ścieżki dźwiękowe  tych materiałów (lub utożsamić autora obu materiałów wideo – do tego wątku wrócę pod koniec notki). Przy takim (domniemanym) scenariuszu rysowanym przez szefa ZP polski montażysta by zwyczajnie „wyciął” podczas postprodukcji te odgłosy strzałów (słyszalne na 1'24''), a potem bałamutnie tłumaczył to wycięcie „zmianą formatu nagrywania”, zaś owego cięcia dokonałby po to, by np. ukryć sprawę „dobijania rannych na Siewiernym”.
 
Jeśli taki efekt chciał osiągnąć Macierewicz, to oprócz czystej manipulacji, byłoby to rozwiązanie zupełnie na siłę (ścieżki dźwiękowe 1'24'' oraz moonfilmu bardzo się różnią, co łatwo odkryć, dokonując porównawczego odsłuchania), a przy tym zupełnie absurdalne. Z paru powodów. Nikt nie dokonywałby egzekucji rannych w miejscu tak nieodległym od gapiów, przechodniów czy mieszkańców okolicznych bloków, jak polanka wśród samosiejek przy XUBS. Po drugie, nawet gdyby do takiej egzekucji miało w takim miejscu dojść, to przecież ostatnim, który mógłby na takie działania trafić, byłby montażysta z polskiej telewizji. Po trzecie, nawet, jeśliby jakoś on trafił, to ostatnią rzecz, jakiej by się podjął, będąc świadkiem zbrodni, byłoby paradowanie z kamerą w okolicach egzekutorów (jeśli już miałby filmować cokolwiek, to wyłącznie leżąc nieruchomo w krzakach i błocie, wstrzymując oddech, i udając, że go nie ma, a następnie uciekając stamtąd). Po czwarte, nawet, gdyby był takim gierojem, że poszedłby „w sam ogień” z włączoną podczas dobijania rannych kamerą, to zostałby wnet doliczony do „listy pasażerów”, a z jego filmu i kamery Sony miniDV nie uchowałoby się nawet wspomnienie. I teraz zauważmy, jak na wypowiedź Wiśniewskiego szybko reaguje Macierewicz:
 
AM: Ale zostawmy, co fachowcy...
SW: Ale to mówią fachowcy...
AM: Fachowców sobie przeczytamy.
 
Tym razem nie chodzi o fachowców od lotnictwa przecież i kwestię „nielotnych warunków” przy XUBS, lecz o biegłych związanych z NPW. Ta sprawa zresztą, jak wiemy, ma drugie dno, skoro ZP (obok NPW) miał zamówić swoją własną ekspertyzę filmiku Koli, a mimo upływu lat ta ekspertyza nie ujrzała światła dziennego, tak jakby „nie było sprawy”. Nie tylko bowiem dźwięki strzałów są niezwykle istotne na tej dźwiękowej ścieżce, ale też padające tam wypowiedzi po rusku i polsku (wypowiedzi, o których otwarcie pisała w swym oświadczeniu z 27-04-2010 NPW (http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/116866,na-filmie-slychac-strzaly-sprawdzili-to.html) (http://freeyourmind.salon24.pl/468439,repetytorium-z-filmiku-koli)), jak też czyjś śmiech i przeciągłe wycie syreny.
 
SW: Ale mówię: na temat tego, co jest u mnie, mówię z pełną odpowiedzialnością, był to trzask palącego się drzewa.
AM: To jest jasne... [Czemu po prostu ZP nie zlecił fonoskopijnej, kryminalistycznej analizy moonfilmu? W ten sposób już bez pomocy Wiśniewskiego można by ustalić, czy 1) dźwięk symbolicznie strzelającego drzewa jest odgłosem wystrzału z broni palnej, czy nie – jak też 2) czy materiał został poddany postprodukcyjnej, montażowej obróbce – przyp. F.Y.M.]   I teraz wróćmy do kwestii, która, o której już były, o której pytania już padały, ale one są niesłychanie istotne [to też jeden z powtarzających się motywów posiedzenia, wracanie do tych samych kwestii, a pomijanie innych, które się pojawiają w zeznaniach Wiśniewskiego – przyp. F.Y.M.]. Już za moment. Mianowicie: kiedy zaczyna się relacja. Tak jak jest tutaj 8.50, tak?
SW: Yyy... Jedną chwileczkę dla przypomnienia... Dobra... U... na moim ze-, zegarze kamery jest to godzina mniej więcej 8.49.
AM: 8.49.
SW: 49... Zaczyna się właśnie nnn... zapis. Może być, powiedzmy, minuta wcześniej, bo akurat nie było od końca, bo mi się kaseta akurat zagięła w tym mo-, miejscu. Czyli na miejscu zdarzenia byłem około 8.48 według czasu ustawionego w kamerze.
 
Zagadkowa uwaga o „zagięciu się kasety”  także nie interesuje parlamentarzystów, a przecież wynikałoby z niej po prostu, iż nie ma mowy o żadnym precyzyjnym ustawieniu czasu kamery w przypadku wideo z „miejsca katastrofy”. Nie ma mowy o żadnych ważnych dla śledztwa/badania minutach i sekundach, skoro de facto może być „minuta wcześniej”, a może więcej niż ta jedna minuta – to już akurat sam moonwalker tylko wie. Nikt go zresztą nie pyta: panie, jakżeż panu się ta kaseta zagięła? Przy zmianie formatu? Czy jeszcze przy wkładaniu w pokoju hotelowym? Mógłby pan pokazać taką kasetę i zaprezentować, na czym to zagięcie mogło polegać? Czy może wyjmował pan kasetę jeszcze na pobojowisku i coś zmieniał? O co chodzi?
 
AM: Czy...
Poseł: Ja chciałem zapytać, jaka to kamera?
AM: Przepraszam bardzo – proszę wybaczyć, ja skończę, naprawdę, jeszcze jedno, dwa pytania i potem państwu oddam głos [czemu najwięcej pytań ma i może zadawać tylko szef ZP? To akurat parlamentarzystom wcale nie przeszkadza, nikt z nich nie protestuje, gdy danemu posłowi czy posłance jest odbierany głos – przyp. F.Y.M.]. Yyy..., czy gdy pan tam przybył, w pana świadomości, w tym, co pan zarejestrował – jako osoba, nie oko kamery, byli tam jacyś ludzie na miejscu, czy ich nie było?
 
Pytanie kuriozalne. Właśnie od pierwszych kadrów widać i słychać w oddali ludzi. Gdyby Macierewicz pytał o samą drogę na polankę, to jeszcze miałoby to sens, bo pozwalałoby jakoś zrekonstruować trasę przebytą przez moonwalkera z hotelu Nowyj, a przy okazji ustalić, czy kogoś jeszcze idąc/biegnąc z kamerą Wiśniewski spotkał, czy kamerę miał już włączoną, czy schowaną, czy z kimś zamienił słowo, czy były reakcje jakichś innych ludzi itp. – w końcu pierwszy Polak na ruskim księżycu nie wylądował spadając z nieba, lecz pokonując konkretny odcinek okolicy hotelu i lotniska. Nie tylko ten odcinek nie zostaje na posiedzeniu ZP dokładnie zrekonstruowany – na dobrą sprawę wszak nie mamy danych dotyczących czasu/rozkładu zajęć moonwalkera „sprzed katastrofy”. Nie wiemy, o której dokładnie Wiśniewski wstał, co dokładnie robił, z kim się spotykał, z kim rozmawiał, czy do kogoś telefonował, czy dostawał jakieś wiadomości (np. od dziennikarzy, z samej telewizji) etc.
 
SW: Z tego, co widziałem...
AM: Mówię o pana rejestracji.
SW: Z tego, co widziałem i co udało mi się nagrać na kamerze czy zarejestrować – osób, które jak zdążyłem tam przybiec, było raptem dwie. Jeden strażak, który tam się już kręcił i gdzieś tam ktoś w głębi, których ja widziałem. Osób trzecich, sugerujących na przykład, którzy szli za mną, nie widziałem [gdy moonwalker znajduje się, po wędrówce przez „stawy”, w okolicach ogona, w głębi kadru widać, że ktoś podąża jego drogą – przyp. F.Y.M.].
AM: Nie, na miejscu, na miejscu.
SW: Na miejscu. I był jeszcze jeden później to akurat pojawił się materiał na YouTubie czy gdzieś , jakiś Rosjanin, który szedł za mną i na jego zdjęciach widać mnie yyy... kam-, idącego z kamerą.
 
Jest to też zagadka, że I. Fomina nie słychać za plecami Wiśniewskiego, tak dyskretnie filmuje filmującego (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/kadry-z-3-filmu.html).
Fomin
 
Tym niemniej Fominowi udaje się złapać w kadr unikalną chwilę, to jest to wyciąganie wielkiego białego pakunku (przypominającego zwłoki) z pierwszego strażackiego wozu (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/06/co-oni-wyciagaja.html).
 
pakunek
Dwaj Ruscy, którzy są tym wyciąganiem zajęci, na filmiku Fomina udają się z pakunkiem za auto, lecz nie ukazują się w kadrach Wiśniewskiego (mijającego wóz), tak jakby przeczekiwali czas zatrzymania i szarpaniny mundurowych z polskim montażystą lub też..., jakby chronologia w materiale Wiśniewskiego była zachwiana (co też w blogosferze sygnalizowano).
papieros
wóz
 
Por. zdjęcia (tu: http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/10/kolekcja-strazacka.html) oraz przedziwną wypowiedź Wiśniewskiego z wywiadu dla TVP Info: Szybko pojawiły się służby techniczne, jak straż pożarna, karetki pogotowia. Nieprawdą jest, że po cichu wynosili ciała. (http://www.tvp.info/opinie/wywiady/gdybym-wiedzial-co-sie-stalo-usiadlbym-i-plakal/1658974).
 
AM: Pan jest świadom obecności co najwyżej dwóch, trzech osób.
SW (kręci głową).
AM: Z chwilą, kiedy pan przybył na miejsce.
SW (kiwając głową): Nie więcej niż pięć. Z takim dużym zapasem.
AM: Nie więcej niż pięć. Dobrze, z mojej strony już tyle, oddaję głos, pani Sikora była pierwsza, tak...? To pani poseł Wróbel i później pani poseł Sikora, pan Wojtkiewicz, pan... Andrzej Melak.
 
Jak widać, nie ma, wbrew temu, co szef ZP zapowiadał podczas emisji filmu Wiśniewskiego, powrotu do tych pytań parlamentarzystów, których zadawanie Macierewicz wstrzymywał, a od tamtych (wstępnie stawianych) kwestii, nawet dla czystego porządku, należałoby zacząć po projekcji. Chaos więc będzie się pogłębiał na posiedzeniu ZP nie tylko dlatego że posłanka Wróbel zainteresuje się naraz „polskim dyplomatą”, który nie pozwolił dalej filmować Wiśniewskiemu, ale też dlatego że część pytań uczestników znowu będzie dotyczyć tego, co widać na moonfilmie.
 
Pos. Wróbel: Wspomniał pan, że został pan zatrzymany przez, cytuję, „nagonkę”, której towarzyszył polski dyplomata... Czy może pan coś więcej powiedzieć na temat tego człowieka. Jaką rolę pełnił, jak wyglądał?
 
Ma się rozumieć ZP nie ma wtedy pod ręką zdjęć osób, które były oddelegowane do czekania na XUBS z ramienia ambasady oraz prezydenckiej kancelarii, a więc nie jest możliwe zadanie Wiśniewskiemu prostego pytania: czy to może któraś z tych osób, które są na fotografiach? Czy rozpoznaje pan tego, kto nakazał pana zatrzymać? Czy też nie jest to żaden z tych ludzi?
 
SW: ...Jeśli chodzi, dlatego, dlaczego wspomniałem o tej sytuacji. Bo jak już usłyszałem, że jest ktoś, jest Polak, to wydawało mi się, że w tym momencie jest, no jest dobrze – nie wiem, nie zastrzelą mnie, nie aresztują mnie, nie zrobią mi krzywdę. I rozmowa była dość krótka, bo jeden z tych przedstawicieli służb, nie pamiętam, czy to było... powiedzmy z tych służb rosyjskich... Ja po-, przedstawiłem się, kto ja jestem, powiedziałem, że jestem z polskiej tam, dziennikarzem, mieszkam w hotelu Nowyj itd. itd. i że tu akurat mam akredytację, mieszkam w tym. I oni zapytali tego polskiego dyplomatę, czy on wie, kto ja jestem. On mówi: ja nie znam tego człowieka, yyy..., proszę go aresztować, zabrać mu i zniszczyć sprzęt.
 
No w tym momencie zrobiło mi się podwójnie przykro, że polski, Polak, który według mnie, powinien mi pomóc, ewentualnie w jakiś sposób, no... zabrzmi to może dość banalnie, ale stanąć w mojej obronie. Jeśli mówię, kto ja jestem, a na przykład nie wpadłem na pomysł, żeby wziąć ze sobą jakikolwiek dokument i... no to... poczułem się po prostu bardzo źle i ma-, mówiąc delikatnie, mało komfortowo. Bo jeśli, rozumiem, Rosjanie chcą mi zrozbić krzywdę, czy ewentualnie, ...wiadomo, to jest ich praca, ich obowiązek, ale jeśli do tego Polak jeszcze się dokłada, no to nie jest to rzecz sympatyczna, o której chciałoby się wspominać.
 
Zauważmy znów, jak bardzo różni się to, co opowiada Wiśniewski, od tego, co widać na jego filmie. To wcale nie zastanawia parlamentarzystów, zdających się słuchać świadka jednym uchem i nie wnikać w „nieistotne szczegóły”. Gdy polski montażysta jest zatrzymywany w zonie Koli (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/moonwalker-w-zonie-koli.html), nie ma żadnej wymiany zdań po polsku przecież.
zona
 
Wprawdzie w tle szamotaniny słychać głośne: Jureeek! (być może skierowane do Bahra przez kogoś z pracowników ambasady, kto nadbiegł od strony lotniska), nikt jednak nie kieruje żadnych poleceń po polsku do nikogo. Ruscy odprowadzają Wiśniewskiego, niejako tłumacząc mu, że nie może dalej filmować, ale nie ma też mowy o aresztowaniu ani konsultowania się ruskich mundurowych z kimkolwiek na temat aresztowania.
 
Moonwalker mówi  jak już  usłyszałem, że jest Polak  (za chwilę też powie: usłyszałem polski język) – pytanie jednak:  kiedy usłyszał? Podczas zbliżania się do zony Koli (po krótkiej konwersacji ze „strażakiem”) kamera nie rejestruje żadnego polskiego głosu. Czy więc mamy do czynienia z kolejnym (mimowolnie ujawnionym) efektem  postprodukcji, tj. z sytuacją, w której Wiśniewski przesunął w montażu jakąś część nagrania (tego, co się rejestrowało już po opuszczeniu kamery w dół i po wsadzeniu do torby), by skasować czyjeś wypowiedzi? To oczywiście dla montażysty byłoby możliwe – nie tylko technicznie. Możliwe jednak również, że cała rozmowa z dyplomatą odbyła się już po urwaniu nagrania, już np. „w okolicach UAZ-a”, do którego miano zaprowadzić zatrzymanego (w wywiadzie dla TVP Info powie: Musiałem schować kamerę, ale przez cały czas komentowałem to, co widzę. Niestety to się nie zachowało, bo kamera wyłączyła się; http://www.tvp.info/opinie/wywiady/gdybym-wiedzial-co-sie-stalo-usiadlbym-i-plakal/1658974). Wiśniewski dokładnie  nie opisuje ani jej czasu, ani miejsca, ani okoliczności towarzyszących, a owego UAZ-a nie widać na żadnym kadrze moonfilmu. Gorzej by było, gdyby nie było żadnego UAZ-a ani polskiego dyplomaty nakazującego aresztowanie. Tę historię znamy wyłącznie z relacji jednego świadka i przez nikogo innego nie została dotąd potwierdzona. Moonwalker opisuje wygląd „dyplomaty”:
 
Tak jak i kilka razy wspominałem – jest to w zeznaniach w prokuraturze – był to człowiek mniej więcej około 1m80, czyli mniej więcej mojego wzrostu,... średniej budowy ciała, w płasz-, w długim, beżowym płaszczu, szpakowaty. Było zadawane mi też pytanie, czy to był yyy... pan Turowski albo tego. Bo tam też takie sugestie były. Nie, nie powiem, czy to był p. Turowski, czy jakiś inny – musiałbym zobaczyć twarz bezpośrednio, bo na, na zdjęciach, które mi pokazywano yyy... raczej to nie był ten człowiek. Ale nie chcę powiedzieć, ani tak, ani nie, tym bardziej, że nie mogę sobie pozwolić na to, że jak wspomniałem, jako montażysta, człowiek medialny, na rzucanie, powiedzmy, jakichś słów na wiatr, tym bardziej, gdy w grę wchodzi sprawa dotycząca dyplomaty.
 
Musiałbym mieć żelazne dowody, np. zdjęcie tego człowieka – czy na kamerze, czy zrobione ewentualnie aparatem fotograficznym, czy nawet telefonem komórkowym [chwilę temu Wiśniewski mówił o tym, że nie za bardzo rozpoznał „dyplomatę” na zdjęciach, które mu pokazywano – przyp. F.Y.M.], żeby powiedzieć tak, to był ten człowiek. Jakby pani miała możliwość przedtawić mi tego człowieka , postawić go przede mną, mógłbym z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, że tak, to był ten lub nie, to nie był ten, lub nie, przepraszam, nie pamiętam, byłem w za dużym stresie.
 
Jeśli Wiśniewski z obcym widział się na pobojowisku twarzą w twarz, to chyba nawet „za duży stres” nie przeszkodziłby mu w rozpoznaniu „dyplomaty” nawet wiele miesięcy później. Takich twarzy się nie zapomina w takich chwilach. Problem w tym, że ZP wcale Wiśniewskiemu nie ułatwia tego zadania, jakby kwestia „dyplomaty” miała się pojawić na posiedzeniu, ale bez specjalnego „wydrążenia” zagadki. Jasne, że byłby to kolejny naoczny świadek tego, co się działo na XUBS i na polance, jak też ktoś, kto mógłby od siebie opowiedzieć, jak wyglądało z jego perspektywy zatrzymanie polskiego montażysty i zachowanie ruskich mundurowych, tudzież „strażaków”. Ustalenie dla ZP, czy był to np. D. Górczyński (jak podejrzewali blogerzy), czy może któryś konsul, nie byłoby wcale trudne, lecz ZP wydaje się być niezainteresowany odkryciem personaliów „dyplomaty”, tak jakby to... wcale nie było jakąś wielką zagadką. Chyba że to tylko moje wrażenie. Tak czy tak nikogo z przedstawicieli ambasady nigdy na żadne posiedzenie ZP w charakterze zeznającego świadka nie widzieliśmy ani nie słyszeliśmy, prawda?
 
Pos. Wróbel: Rozumiem, że... przedstawiciele czy... przedstawiciele FSB się przedstawili jakoś. Czy tamten człowiek się przedstawiał? ...Pan pokrótce nakreślił, jak wyglądał. Czy może pan to doprecyzować – w jakim był wieku, mniej więcej, czy miał jakieś cechy charakterystyczne? ...No i czy się przedstawił, to jest pierwsza, podstawowa rzecz.
 
SW: Yyy... tak. Proszę miłej pani, oficerowie, znaczy ten FSO, z Federalnej Służby Ochrony nie tyle co się przedstawił, to pokazał mi legitymację służbową, ofic-, funkcjonariusze FSB, stąd, skąd moje przypuszczenie, że to akurat było FSB... Oni mieli takie czapki bejsbolówki z wyhaftowanym FSB. Ten polski dyplomata mniej więcej był w średnim wieku, powiedzmy sobie, na pewno po 50-tce, krótkie, krótkie, szpakowate włosy. Raczej szczupły na twarzy, nie o-, taki, pyzaty, czy jakiś ten. I nie przedstawił się. Tym bardziej dlatego mówię, że jakby mi się przedstawił, to mimo tego, że mam dość kiepską pamięć do nazwisk, to wydaje mi się, że bym akurat kogoś, kto, no, powiem nieładnie, chciał mi zrobić krzywdę lub sprowokował do tego, żeby ewentualnie...
 
No bo jak słyszy się: proszę go aresztować i zniszczyć mu sprzęt – no to, przepraszam bardzo, no, robi się tak mało sympatycznie. Nie powiem, jak, bo w tym momencie nie wypada w tym miejscu. Nie, nie przedtawił się, tylko powiedział: nie znam tego człowieka, proszę go stąd zabrać. Coś tam jeszcze powiedział, ale to... odwrócił się w przeciwnym... w drugą stronę do kogoś tam i nie wiem, czy powiedział to po polsku, czy po rosyjsku... I też nie powiem, ale na pewno rozmawiając ze mną, mówił po polsku i z pełną odpowiedzialnością mówię, że mówił to Polak, bo wydaje mi się, że poznałbym, że to był Rosjanin, bo z tego, że Rosjanie mają taki charakterystyczny miękki akcent.
 
[Posłowie siedzą, jak na tureckim kazaniu – przyp. F.Y.M.]
 
...No, mówię, bo uczyłem się trochę rosyjskiego i słuchałem wiele razy mowy rosyjskiej – tak więc osób i mieszkających za wschodnią granicą, mówiąc nieładnie, tak więc na pewno był to Polak.
 
Pos. Wróbel: Rozumiem, że nie było żadnych naleciałości, jeśli idzie o akcent [tak jakby chwilę temu o tym nie mówił Wiśniewski – przyp. F.Y.M.], sposób doboru słownictwa, sposób sformułowania...
SW: Słownictwo było typowo po-, dlatego też się ucieszyłem, usłyszałem ładny polski..., znaczy, może inaczej, usłyszałem polski język, że, o, dobrze, to nic mi się nie stanie, nie zabiorą mi sprzętu, powiedzmy, nie wiem, nie pobiją mnie, czy po prostu nie będę miał jakichś większych problemów. No ale jak słyszę taki komentarz typu: proszę go zabrać stąd, aresztować i zniszczyć mu sprzęt, to pani wybaczy, zrobiło mi się bardzo ciepło.
 
Takie to na posiedzeniu ZP gonienie króliczka ukrywającego się pod postacią „polskiego dyplomaty” z XUBS. Nawet AM nie zasypuje tu SW pytaniami, choć przecież opisywana sytuacja jest przedziwna: jakiś Polak wydaje dyspozycje ruskim mundurowym co do pracownika polskiej telewizji znajdującego się na „miejscu katastrofy prezydenckiego tupolewa z Polski”. Najwyraźniej tego króliczka ZP nie ma łapać. Ale i innych „króliczków” ZP ganiać przy tej okazji nie zamierza. Wiśniewskiego nie wypytuje się przecież na tym posiedzeniu, czy może widział M. Wierzchowskiego z felczerami, czy widział Bahra z jego kierowcą G. Kwaśniewskim, czy widział kogokolwiek z polskich przedtawicieli poza owym „dyplomatą”, a jak wynika z dalszych relacji moonwalkera, jeszcze chwilę w UAZ-ie spędzi w okolicach pobojowiska, więc wiele mógł widzieć. Nagle przeskakujemy do kwestii moonfilmu, czyli księżycowego wideo.
 
Pos. Wróbel: Proszę jeszcze powiedzieć, co się stało później z tym filmem, bo jak zrozumiałam, pan utracił w pewnym momencie nad nim... kontrolę.
 
SW: Znaczy, rzecz pojawiła się tego... jak... funkcjonariusze, już nie będę pa-, wdawał się w szczegóły, czy to by-, zabrali mi tą, wręcz wyrwali mi tą torbę ze sprzętem, bo tam jeszcze miałem aparat fotograficzny,  tam ki-, ja-, jakieś akcesoria, które mi są potrzebne do pracy, zostałem zabrany przez funkcjonariuszy OMON-u, co zresztą było widać, w takich charakterystycznych, takich niebieskawych... yyy... uniformach czy moro, czy jakbyśmy to nazwali – i zostałem odwieziony do tej bramy wejściowej czy wjazdowej na lotnisko i tam mnie przetrzymywano w samochodzie. I później ten samochód się, komuś się okazało, był potrzebny i wysiadłem z tego samochodu i stałem na dworzu i obok mnie stał taki oficer właśnie... Taki... widać ka-, kawał chłopa, który właśnie miał tą moją torbę ze sprzętem i on mnie pilnował. Ja pilnowałem jego, on pilnował mnie (śmiech).  No bo mówię albo... i próbowałem właśnie w jakiś sposób, nie wiem, porozmawiać z nim, dojść do porozumienia, żeby np. oddał mi ten sprzęt.
 
Z tego by wynikało, że ani przez chwilę (od momentu zatrzymania Wiśniewskiego) Ruscy nie próbowali obejrzeć tego, co na pobojowisku zarejestrował moonwalker – wydaje się to bardzo mało prawdopodobne. Polski montażysta pomija tu chyba jakiś istotny fragment swojej historii. Ruscy musieliby sprawdzić przynajmniej to, czy nie widać czyichś twarzy na wideo. Proszę zresztą przyjrzeć się kiedyś filmowi R. Sępa, jak tam jeden z Rusków, taki w czarnej kurtce, chowa się ze swoją gębą przed kamerą i ustawia do niej plecami lub bokiem.
tajniak
Oczywiście, zrazu ten Rusek wybiega, by zasłonić ręką kamerę i odgonić dziennikarzy – i jego gębę przez chwilę widać
gęba
ale wtedy zapewne jeszcze nie wie, że to przedstawiciele TVP (a nie np. ruskiej telewizji).
 
SW: A on powiedział: narozrabiałeś, to cierp. No to już myśmy tak się ba-, i już później, po jakimś czasie, nie powiem, czy to było po 10 czy 15 minutach, w międzyczasie miałem możliwość krótką, krótkie spotkanie, rozmowy z red. Baterem, yyy... który tam był na miejscu i powiedziałem mu, jaka jest sytuacja. Była taka... mało grzeczna wymiana słów. On to dość niezbyt sympatycznie skomentował:  co, co ty, człowieku, opowiadasz?  Ja mówię: no, człowieku, przecież byłem, widziałem, tam jest moja torba, tam są moje zdjęcia.
 
Bater
 
Zatrzymajmy się przy rozmowie: Wiśniewski-Bater. ZP nie widzi powodu, by kwestią się zająć, więc o to spotkanie parlamentarzyści nie dopytują, a jest ono zupełnie wyjątkowe w sytuacji, w której to właśnie Bater jako pierwszy otrzymuje od D. Górczyńskiego z XUBS „informację o katastrofie” i jako pierwszy przekazuje ją na antenie Polsat News, wyprzedzając w tym dezinformacyjnym wyścigu nawet rządowy TVN24 (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2012/07/tuz-po-9-tej-10-04.html). Nie wiemy, o której dokładnie godzinie widzą się ci dwaj: Wiśniewski i Bater, zaś ten ostatni też nie dostąpił zaszczytu pojawienia się przed ZP i pewnie już nie wystąpi ze swoją relacją, znając rutynę prac ZP oraz idee fix ekspertów. Dlaczego spotkanie W-B miałoby być jednak tak ważne? Z prostego powodu:  moonwalker był na „miejscu katastrofy”, a Bater nie. Ten ostatni będzie pierwszym przekazującym publicznie w mediach wieść o „katastrofie”
Polsat News
 
a ten pierwszy, tj. Wiśniewski, będzie tym, którego materiał wideo „zawojuje cały świat”. Nie znamy treści rozmowy Bater-Wiśniewski, lecz możemy przypuszczać, iż polski montażysta opowiada to, co potem mówi dziennikarce przy bramie lotniska, tzn. że widział jakąś katastrofę, był na jej miejscu, lecz nie znalazł foteli, bagaży, ciał; nie było pożaru itd.
 
Można podejrzewać (z perspektywy czasu), że  tylko niektórzy ludzie mediów zostali (np. przez rząd lub specsłużby) 10 Kwietnia wtajemniczeni w kulisy tragedii prezydenckiej delegacji. Części z nich z pewnością wystarczyły oficjalne doniesienia o „smoleńskiej katastrofie” - resztę za nich uczynili przeróżni eksperci, komentatorzy, no i pracująca na tym wszystkim, co było opowiadane, bujna fantazja. Przy czym ta część dziennikarzy  znających prawdę  dzieli się (bez względu na szkołę ideologiczną, z którą są związani) na tych, co robią wszystko, by prawda nie wyszła na jaw i na tych, którzy wiedzą, że któregoś dnia zostanie ona ujawniona. W której grupie byłby Bater? To pytanie, rzecz jasna, do samego dziennikarza. Do dziś zresztą nie wiemy,  czy miał on jako pierwszy (wedle umowy z kimś z oczekujących) otrzymać 10 Kwietnia informacje z XUBS o lądowaniu prezydenckiej delegacji, czy też otrzymał on jako pierwszy wiadomość o „katastrofie smoleńskiej”, bo był osobą z jakiegoś kręgu wtajemniczenia. Innymi słowy, czy to przypadek, czy jednak plan jakiś stał za tym, by akurat Bater został tak wyróżniony owego dnia (telefonem już o godz. 8.40,  czyli praktycznie 4 minuty po katastrofie: http://freeyourmind.salon24.pl/380030,medytacje-smolenskie-6-godzina-batera)?
Bater
 
Sytuacja bowiem przy bramie lotniska (spotkanie W-B) jest niezwykła i zaskakująca także z tego względu, że przecież Bater powinien po prostu, jako dziennikarz, nagrać od razu wywiad z Wiśniewskim na temat tego, co ten widział na „miejscu katastrofy”, a najwyraźniej tego nie robi. Czemu? Bierze Wiśniewskiego za wariata, czy też ma wytyczne „z góry”, by akurat tego świadka „zostawić w spokoju”? A może nie ma czasu na nagrywanie wywiadu z polskim naocznym świadkiem? Ale przecież dziennikarze nie mają możliwości dostania się na pobojowisko, jakże więc nie byłoby czasu na takie właśnie nagranie na gorąco, które można by przekazać zaraz do telewizyjnego studia jako nową korespondencję z „miejsca wypadku”?
 
SW: Ja... Mało kto w to chciał uwierzyć [ale w co uwierzyć? Tego właśnie nie dopowiada moonwalker. Czy więc poddawał w wątpliwość fakt katastrofy „prezydenckiego tupolewa”, czy też chodziło o to, że nie dawano wiary, iż Wiśniewski ma osobiście zrobiony, dokumentalny film z „miejsca katastrofy”, skoro Ruscy nie wpuszczali tam żadnych dziennikarzy – przyp. F.Y.M.], bo wcale się temu nie dziwię. I po jakimś czasie przyjechał pułkownik FSB. Pamiętam, właśnie, przedstawił się, ale nie pamiętam nazwiska. I zostałem... po ten, poproszony do takiej, powiedzmy, nazwijmy to, nyski, takiego samochodu nie takiego typowo UAZ. I tam właśnie akurat mnie chwilowo... byłem zatrzymany i tam właśnie dostałem informację od kogoś z Warszawy, że rozbił się prezydencki samolot i wtedy dowiedziałem się, jaki ogrom tragedii miałem możliwość czy... yyy... po prostu zarejestrować. I w międzyczasie właśnie wrócił ten pułkownik  [skąd wrócił? - przyp. F.Y.M.] z tą całą tą ekipą, która miała tą moją torbę: ale pokaż, człowieku, co tam, co żeś tam nagrał? (por. też relację: http://www.tvp.info/opinie/wywiady/gdybym-wiedzial-co-sie-stalo-usiadlbym-i-plakal/1658974)
 
Teraz już jakby Wiśniewski uchyla rąbka tajemnicy, że Ruscy jednak wzięli gdzieś „na bok” jego sprzęt wraz z nagraniem, a zatem mieli okazję, by to wideo jakoś przeglądnąć (będzie jednak się upierał, że oni moonfilmu wtedy nie widzieli). I rozgrywa się teraz zupełnie groteskowa scena, jeśli przypomnimy sobie to, co o swoim zatrzymaniu na pobojowisku opowiadał moonwalker.
 
SW: Nie wiem, czy to był przypadek – włączyłem kamerę, przewinąłem kasetę do przodu, do pustego miejsca i pokazałem, że nic nie ma. On mówi: no, to jak nic nie nagrał, no to człowieka trzeba go puścić – no to jak nie ma nic, nie ma nic nagranego, nic do niego nie mamy, no, to idź, człowieku, do hotelu. (wzrusza ramionami) No i zawieźli mnie do hotelu. I to tak ten. I w międzyczasie też była informacja – oni prawdopodobnież sprawdzili, bo pytali się, gdzie ja mieszkam, w którym pokoju. No i właśnie przyszedł taki jeden, właśnie, z funkcjonariuszy, ale już takiego niższego, niższego stopnia od tego pułkownika, powiedział, że zgadza się, taki Wiśniewski mieszka w hotelu Nowyj,... w pokoju 201. No, mówię, dobra, to jak mogę iść, to sobie pójdę. Tylko że akurat było to o tyle sympatyczne, że powiedzieli: co taki brudny pójdziesz – bo byłem cały ubłocony. Zawieźli mnie po prostu pod hotel.
 
Nie ma nic? Nic się nie nagrało? „Nic do niego nie mamy”? Ruska podwózka z lotniska do pobliskiego hotelu darmową, sympatyczną taksówką FSB, bo sobie moonwalker spodnie wybrudził na „miejscu katastrofy”, paradując z kamerą, dzięki której „nic nie nagrał”? W tę komedię nie uwierzyłby chyba nawet Stiopa ze skeczu Pszoniaka z Fronczewskim z dawnego Kabaretu „Pod Egidą”. Ruscy wspaniałomyślnie podwożą polskiego montażystę czy może eskortują i odbywają z nim wspólną wycieczkę do pokoju? „Nic się nie nagrało”, czy może wariant tego typu: przyjrzyjmy się dokładnie w hotelu, co się nagrało i ustalmy, co ewentualnie może pójść w świat? Możliwości „rozwinięcia” tej sytuacji jest wiele i bez relacji innych świadków tych zajść (np. chwili przybycia Wiśniewskiego do hotelu – czy wrócił sam, czy w towarzystwie etc.) znowu jesteśmy skazani na domysły.
 
Jeśliby jednak faktycznie miało zajść i zaszło to, co opowiada na posiedzeniu ZP, a więc Ruscy tak diametralnie i niespodziewanie zmienili swoje nastawienie do polskiego montażysty i zaczęli go traktować tak nad wyraz uprzejmie jakby trafili na jakiegoś specjalnego gościa, by nie rzec: VIP-a,to ta radykalna zmiana musiała być czymś spowodowana. Na pewno nie „brakiem nagrania” w kamerze, bo w coś takiego (tj., że moonwalker „na pusto” machał kamerą po pobojowisku, udając, że filmuje) nikt by nie uwierzył i nawet, jeśli przez FSB został odegrany cyrk z przewijaniem kasety, to najwyżej po to, by udać przed otoczeniem (i przed samym „zatrzymanym”), iż „sprawdza” się „gościa”. Zmiana też nie mogła być spowodowana sympatią FSB do polskich ludzi mediów lub do swobodnego sposobu bycia polskiego montażysty. Moonwalker opowiada, jak słyszeliśmy, że Ruscy sprawdzili jego tożsamość, choć wcześniej przyznaje (na tymże posiedzeniu ZP), iż w ogóle nie wziął żadnych dokumentów ze sobą, biegnąc z kamerą. Zabrakło na to czasu? Nie. W sejmie będzie opowiadał, jak po sto razy wszystko sprawdzał przed wyjściem na ruskie, wojskowe lotnisko (zapasowe akumulatory, zapasowe taśmy, czy kamera nagrywa, odpowiednie buty etc.: http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/06/fotosynteza-2.html).
 
Moonwalker nie wziął dokumentów, wychodząc z hotelu, zupełnie świadomie. Kto zaś może dokonać aż tak ryzykownego działania w takiej sytuacji, w takich okolicznościach (widział właśnie, jak sądzi, katastrofę małego, wojskowego, zapewne ruskiego samolotu i wybiera się sfilmować jej miejsce, jakim jest okolica ruskiego, wojskowego lotniska, gdzie na pewno mogą być uzbrojeni mundurowi)? Kto może w takiej sytuacji zapomnieć o dokumentach, licząc się z tym, że zostanie zatrzymany podczas filmowania wraku? Raczej nie li  tylko  skromny montażysta TVP. Czy więc Ruscy, sprawdzając dokładnie, kim jest Wiśniewski, odkryli nagle jego alternatywną, ukrytą tożsamość? Coś takiego sugerowałoby nazwisko „Śliwiński”, które pojawia się w ruskich mediach jako „drugie” w odniesieniu do tego właśnie „naocznego świadka” (http://freeyourmind.salon24.pl/284554,historia-lunochoda). (Ktoś może sądzić, że „wiśnię” ze „śliwą” gdzieś pomylono i tak już w ruskich przekazach po głupiemu zostało. Nie sądzę. Gdyby bowiem tak przekręcano nazwiska, to byłoby to nagminne w odniesieniu też do innych polskich świadków czy uczestników wydarzeń.)
Śliwiński 
Gdyby więc naraz podczas „elektronicznej kwerendy” ukazało się ruskim oczom w jakiejś bazie kontrwywiadowczych danych, że mają oto do czynienia z jakimś „operatorem” ale niekoniecznie telewizyjnym, tylko oficerem służb specjalnych z Polski, który w ramach służbowych obowiązków, czyli przeprowadzonych „czynności operacyjnych”, sfilmował miejsce inscenizacji katastrofy „prezydenckiego tupolewa”, to nadzwyczajna uprzejmość FSB wobec takiego niezwykłego gościa (czyli np. nieskierowanie go do aresztu w koszarach, tak jak to się przytrafić miało J. Mrozowi z TVN24 oraz nie zniszczenie sprzętu, lecz oddanie go i grzeczne odwiezienie moonwalkera do hotelu) byłaby jak najbardziej uzasadniona. Dlaczego uzasadniona? Dlatego, że problemem dla FSB etc. nie byłby już tylko sam moonfilm, czyli parominutowe księżycowe wideo.
 
Ten materiał stanowiłby zaledwie wierzchołek góry lodowej. Jak można by bowiem sądzić właśnie po obecności polskiego oficera specsłużb (dopiero co zatrzymanego), problemem byłoby to, że za tymże „polskim montażystą” stałby szereg innych ludzi, jak i instytucji, które zgromadziłyby (na przestrzeni nie wiadomo jak długiego czasu – to dopiero byłoby dla FSB do ustalenia) kompromitujące dla Rusków dane o mistyfikacji lotniczego wypadku i jego miejsca. (Gdyby problem sprowadzał się do krótkiego wideo, to wystarczyłoby skonfiskować je na miejscu i zniszczyć). Ruscy musieli zatem odkryć nie tylko to, kim rzeczywiście (tj. poza legendą telewizyjną) jest Wiśniewski, lecz i to, jak długo ze swoją kamerą, aparatem, laptopem, komórką i innymi sprzętami, w Smoleńsku był zadekowany w hotelu Nowyj (ten pobyt nie byłby objęty żadną tajemnicą, wystarczyłoby spytać w recepcji). W wywiadzie dla TVP Info moonwalker powie: Tłumaczyłem, że jestem z polskiej telewizji, a pułkownik miał coraz większe przerażenie w oczach (http://www.tvp.info/opinie/wywiady/gdybym-wiedzial-co-sie-stalo-usiadlbym-i-plakal/1658974), tylko że to, iż pułkownik FSB miałby się bać TVP brzmi doprawdy śmiesznie.
 
Nie można wykluczyć, iż tak czy tak moonwalker pozostawał pod ruską obserwacją (vide „blacharze”, którzy akurat przed jego hotelowym oknem musieli „przeprowadzać naprawy” 10 Kwietnia – czy oni przychodzili tam do niego codziennie?). Nie wydaje się też możliwe, by Ruscy szykując „operację Smoleńsk”, nie obsadzili swoimi tajniakami całej okolicy XUBS, by ci „czuwali i rozglądali się”, uwzględniając podejrzane zachowania podejrzanych ludzi. Z tego z kolei, co piszą M. Krzymowski z M. Dzierżanowskim w swej książce (tj. że Wiśniewski w dniach swego pobytu „filmował wszystko”, a więc nawet dziennikarzy zajadających w restauracji) wynikałoby, iż „polski montażysta” wcale się ze swoją „pasją dokumentalisty” nie krył, co już na pewno jakiś ruski funkcjonariusz musiał odnotować. Ta „pasja” rejestrowania „wszystkiego” mogła zatem przynieść bardzo obfity plon w postaci całej sterty materiałów wideo z hotelu Nowyj i okolic, z czego FSB mogło zdać sobie sprawę właśnie zatrzymując Wiśniewskiego, który najwyraźniej chciał zostać w końcu zatrzymany (vide omawiane już, jego ostentacyjne paradowanie po „miejscu katastrofy”). Natomiast „alternatywna tożsamość” Wiśniewskiego tłumaczyłaby generalny „brak zainteresowania” wielu dziennikarzy tym naocznym świadkiem (po 10-tym Kwietnia) oraz „brak zainteresowania” nim zarówno ze strony radzieckich badaczy z „MAK”, jak i z nadwiślańskiej „komisji Millera”.
 
Nie trzeba przypominać, jakie zdumienie pojawia się wśród parlamentarzystów, gdy podczas posiedzenia z Wiśniewskim dowiadują się, że właśnie ani „MAK”, ani millerowcy nie wzywali „tak ważnego świadka” na przesłuchania. Śmiem podejrzewać zaś, iż „tak ważny świadek” został poproszony przez szefa ZP, by złożył zeznania i pokazał swoje unikatowe nagrania, z tego właśnie powodu, iż Macierewicz „czuł pismo nosem”, tj. podejrzewał (a może i miał takie dane z jakiegoś zaufanego źródła), że moonwalker takim zwykłym polskim montażystą nie jest i nie może być. To z kolei tłumaczyłoby te wszystkie kombinacje alpejskie, jakie szef ZP wyprawia podczas posiedzenia, by nonszalancko rozgadanego i tryskającego dobrym humorem, luzackiego Wiśniewskiego nieco zdyscyplinować i nie pozwolić mu powiedzieć „za wiele”, zaś parlamentarzystom uniemożliwić zbyt dociekliwe dopytywanie. Macierewicz wie, że w przypadku materiałów zgromadzonych przez moonwalkera nie montaż (czyli owa nieciągłość, którą tak się zainteresował po projekcji wideo: http://freeyourmind.salon24.pl/494387,posiedzenie-z-udzialem-moonwalkera-2) jest problemem, lecz to, w jak wielkiej skali ruska maskirowka została udokumentowana.
 
Zauważmy bowiem jeszcze jedną, zaskakującą, rzecz. Otóż szef ZP będzie dopytywał Wiśniewskiego o to, czy nie jest on czasem autorem... filmiku Koli  (cytat pod koniec niniejszej notki). Skąd takie przedziwne podejrzenie u Macierewicza, skoro wieść gminna niosła, że albo A. Mendierej, albo W. Iwanow, albo W. Safonienko,
WS
Alganov
albo S. Ałganow, albo jeszcze nie wiadomo kto, stał za nagraniem 1'24''? Znając już psychologię postępowania szefa ZP, można podejrzewać, iż w lutym 2011 „ma powody”, by tak dopytywać Wiśniewskiego. Jeśli zaś Macierewicz ma takie powody (tu: dane z pewnego źródła), to coś musi być na rzeczy, nawet jeśli moonwalker zaprzecza lub udaje, że nie wie, o co szefowi ZP w jego insynuacjach chodzi. Nietrudno sobie wszak wyobrazić scenariusz, w którym Wiśniewski przybiega na pobojowisko najpierw od strony lotniska (wzdłuż muru, na prawo od bocznej bramy), wyleciawszy z hotelu i zaczyna robić swój materiał najpierw w zonie Koli.
 
Doc. S. Amielin wielce zasłużony dla smoleńskiej dezinformacji i moskiewsko-warszawskiej narracji, tak rysuje „ścieżkę” przebiegu Wiśniewskiego, konfrontując ją z tą „operatora” filmiku Koli
mapka
ale nawet na tym schemacie widać, że Wiśniewskiemu łatwiej i szybciej byłoby z hotelu pobiec na lewo między budynkami, a dalej wzdłuż muru – aniżeli tłuc się od razu nieco okrężną drogą (przesłoniętą drzewami) przez ul. Kutuzowa. Czy więc obu tych „trasek” (pieremieszczenia opieratorow) zaznaczonych na czerwono punkt po punkcie i wyliczonych co do metra przez precyzyjnego jak diabli Amielina nie mógł zrobić ten sam „operator”?
 
Na YT jest też (stary i doskonale znany zapewne wszystkim) materiał wizualizujący „dobieg” moonwalkera i zestawiający trzy jego wywiady. Montażysta jednak, dopytywany potem przez pos. E. Kruk ani nie potwierdzi, ani nie zaprzeczy, że tak właśnie wyglądała jego księżycowa wędrówka, jak ją zarysowali internauci. Tymczasem to jedna z kluczowych spraw dla jego „rejestrowania miejsca katastrofy” i chyba nie byłoby powodów do robienia z trasy Wiśniewskiego tajemnicy... gdyby tajemnicy nie było.
 
Czy nie mógłby bowiem moonwalker najpierw filmować pobojowiska od strony odwróconych kół, a więc w miejscu „zony Koli”? Mógłby, jak najbardziej mógłby. Na 1'24'' widać po samym kadrowaniu, że ktoś dopiero dobiega w okolice wrakowiska, zaś takiego właśnie dobiegania nie ma na moonfilmie (z ul. Kutuzowa do pobojowiska był kawał drogi). LordJim kiedyś, tak na marginesie dodam, analizował filmik Koli, wskazując, że dyszenie na nim brzmi tak samo jak na moonfilmie (oczywistym bowiem jest, że słynne ni ch...a siebie nie jest wypowiadane przez Wiśniewskiego – nie interesuje nas jednak w tym momencie ścieżka dźwiękowa; pamiętamy, że mamy do czynienia ze specjalistą od montażu, z zawodowcem, a nie z kimś, kto amatorsko, dorywczo zajmuje się filmowaniem; interesuje nas teraz wyłącznie obraz).
1-24
Wiśniewski nakręciłby najpierw parę ujęć od tej właśnie strony, co „Kola”, gdzie po szczątkach trudno się zorientować, iż to inscenizacja katastrofy polskiego samolotu, następnie, niewykluczone, że spłoszony przez kogoś, wróciłby wzdłuż muru w stronę hotelu i pobiegł ulicą (lub przedarłby się między drzewami), by udać się na pobojowisko od strony znanej nam z moonfilmu. To tłumaczyłoby jego zadyszkę (obleciałby kawał terenu, nim by zaczął filmować kawałki usterzenia) oraz... zmęczenie (mimo że byłem troszeczkę zmęczony, powie na początku posiedzenia, co brzmiałoby absurdalnie, gdyby odnosiło się do sytuacji, w której dopiero co wszedł na pobojowisko). To też tłumaczyłoby jego zdumienie wyrażane głośno słowami to polski samolot przecież!
 
Sama ta wypowiedź, jeśliby wziąć pod uwagę oficjalny kontekst wydarzeń, jest absolutnie odlotowa. Jaki to miałby być samolot jak nie polski i w dodatku prezydencki, skoro ten miał przylatywać o tej porze, a więc tylko ten by „uległ katastrofie we mgle”? To oficjalna wersja wydarzeń. Oficjalnie Wiśniewski ma 10 Kwietnia siedzieć w hotelu, czekając na przylot prezydenckiej delegacji, ona przylatuje tupolewem, a ten się rozwala na polance. Tak w telegraficznym skrócie. Jeśli jednak (a wiele na to wskazuje) filmowanie „polskiego montażysty” odbywa się w innym zupełnie czasie niż miał przylecieć oficjalnie „prezydencki tupolew”? Jeżeli też Wiśniewski sądzi, iż delegacja wylądowała godzinę wcześniej (http://freeyourmind.salon24.pl/494387,posiedzenie-z-udzialem-moonwalkera-2; http://www.rp.pl/artykul/460798.html)?
 
Przypomnijmy sobie, jak moonwalker, pytany o to, o której przekazał materiał „swojej firmie”, odpowiada ze spokojem, że nie wie, czy to była 8:50 czy 9:20  (http://freeyourmind.salon24.pl/416196,posiedzenie-z-udzialem-moonwalkera-1). Nikt z parlamentarzystów nie przerywa mu, wtrącając: ależ, co pan u licha mówi o godzinie 8.50, skoro wtedy pan dopiero filmował „czarną skrzynkę” na pobojowisku, a potem miano pana zatrzymać na dłuższy czas? No chyba, że... (tu uwaga) o ca. 8:50 rus. czasu odbyło się filmowanie księżycowego krajobrazu (co dawałoby ca. 6:50 pol. czasu), potem moonwalker odsiedział swoje aż do czasu ustalenia jego tożsamości i odwiezienia do hotelu, przebrania się, opracowania postprodukcji materiału i koło 9-tej (pol. czasu) wideo zostałoby przekazane do „firmy”, zaś niedługo później moonwalker „wyszedłby do dziennikarzy” jako „naoczny świadek katastrofy smoleńskiej”.
 
Nawet zakładając, że byłem zatrzymany około godziny – to jest godzina 9., a wydaje mi się, że to było krócej niż godzinę, mówi na początku posiedzenia (http://freeyourmind.salon24.pl/416196,posiedzenie-z-udzialem-moonwalkera-1), ale przecież w okolicach 9-tej (wedle polskiego „czasu kamery”) miał być pochwycony na pobojowisku przez omonowców. Nie widziałby się więc chwilę później z Baterem i Mrozem, bo siedziałby najpierw w UAZ-ie. Co innego, gdyby to zaszło o 9-tej rus. czasu, czyli 7-mej polskiego. Do zabawnego zawirowania w tej właśnie materii dochodzi podczas posiedzenia ZP, gdy jeden z posłów odczytuje zegar kamery jako pokazujący ruski czas.
 
(Poseł):(...) zaintrygowała mnie kwestia czasu na nagraniach. Nie wiem, czy to była kwestia pomyłki prowadz-, pana montażysty, czy, czy ja źle zrozumiałem. Ponieważ (...) przy pierwszym filmie, kiedy mówimy o godz. 8.50, na co p. przewodniczący zwracał uwagę, myślę, że to niezwykle ważne, mówimy, że jest to 8:50 czasu moskiewskiego.
 
Zaraz też następuje korekta, że chodzi o czas warszawski.
 
Jest jeszcze taka możliwość (także dyskutowana w blogosferze), że materiały zrobione przez Wiśniewskiego pochodzą po prostu z próby generalnej związanej z mistyfikacją, tj. z 9 kwietnia 2010, kiedy (co wiemy z „raportu Millera”) też miała być na XUBS mgła, a na samym lotnisku odbywały się przeróżne lotnicze manewry z lądującymi tupolewami, jak opisywali autorzy Zbrodni smoleńskiej (http://fymreport.polis2008.pl/wp-content/uploads/2012/02/FYM-Aneks-11.pdf, s. 56 i n.). Przy takim scenariuszu dokładna godzina nakręcenia księżycowych filmików przez moonwalkera już nawet nie byłaby istotna. Zarówno 1'24'' jak i moonfilm zaś wykazują podobieństwa formalne, że tak powiem, operator w obu przypadkach nie robi zbliżeń obrazu, czyli nie wykorzystuje zoomu. Nie ma wątpliwości, co do tego, że (jeśliby to były materiały z tego samego dnia, a nie np. z dwóch kolejnych – filmik Koli z 9-04-2010, a moonfilm z 10-04) 1'24'' nakręcony jest wcześniej niż moonfilm.
1-24
SW (kontynuując opowieść o przekazaniu moonfilmu polskiej telewizji): W międzyczasie już przyjechał nasz polski wóz satelitarny, to w międzyczasie zdążyłem się tylko trochę ogarnąć, yyy... doprowadzić do użytku i chwilę później materiał poszedł z wozu satelitarnego w świat.
 
Pos. Wróbel: A w jaki sposób ten film trafił do innych telewizji, bo on, bo pan... o tym także wspominał? Czy pan śledził..., co się z nim później działo, bo rozumiem, że właścicielem była Telewizja Polska (moonwalker kiwa głową bez przekonania). Jakim sposobem ten film trafił do innych mediów?
 
SW: Z tego, co mi wiadomo i znam jako tako proces, powiedzmy sobie, technologiczny, przesyłania sygnału, prawdopodobnież na zasadzie takiej, że... na jednej z rozmów była taka informacja [jakich rozmów, kogo z kim i gdzie? - przyp. F.Y.M.], że było coś na zasadzie tak zwanego otwartego kanału – że wszystko, co szło z polskiego wozu satelitarnego, każdy mógł sobie brać bez pytania, bo była nawet taka umowa między telewizjami na zasadzie: kto co ma, to daje.
 
Ciekawa rozdzielnia, prawda? Polski wóz satelitarny jako główny rozdzielnik (nielicznych dodajmy, wyjątkowo skąpych) materiałów z 10-04 dotyczących „katastrofy smoleńskiej”.
 
SW:  I prawdopodobnież w ten sam sposób lub ewentualnie być może, mówię, przypuszczam, bo będąc w Smoleńsku nie miałem możliwości kontrolowania czy w jakiś sposób śledzenia, gdzie i kiedy ten materiał trafił. Prawdopodobnież trafiło to przede wszystkim na pewno do Warszawy na Plac Powstańców, tam gdzie pracuję i mam... jest duże prawdopodobieństwo na przykład, że ten materiał został później wysłany na zasadzie wymiany np. na Eurowizję czy do APT-ena, czy Reutersa, czy do wszystkich agencji. No i agencje, czy Reuters, czy inne najprawdo-, mówię, sugeru-, przypuszczalnie, nie mówię, że na pewno ta agencja, znaczy na pewno ta czy inna. Traf... przede wszystkim podejrzewam, że jak trafiło to do Genewy do centrum Eurowizji i poszło to w świat, a ze... a z jednego punktu w drugi. Tak więc się to rozeszło, jak...
Pos. Wróbel: Dziękuję.
SW: ...świeże bułeczki, mówiąc nieładnie.
tv
 
I za chwilę szef ZP znowu będzie mitygował parlamentarzystów w kwestii zadawania dalszych pytań, choć, jak już zaznaczałem, nawet część z tych kwestii, które stawiano (przedwcześnie, zdaniem Macierewicza) podczas emisji moonfilmu, nie powróciło po projekcji. Tym razem ze względu na dobro świadka szef ZP będzie nalegał, by streszczać się z pytaniami do moonwalkera, choć upłynęła zaledwie  godzina  zegarowa tego spotkania  (a nie np. trzy, pięć czy osiem i potrzebna byłaby np. przerwa obiadowa i przewietrzenie pomieszczenia), zaś nie tyle Wiśniewski wygląda na zmęczonego, co parlamentarzyści, których z czasem ubywa z sali posiedzeń.
 
AM: Dziękuję. Dziękuję bardzo, p. poseł... Tak? Aha, p. poseł Sikora, dobrze, ale p. poseł...
Poseł: Bardzo krótko...
AM: Ja mam taką prośbę...
Poseł: ...zadam pytanie...
 
[Jeszcze więc pytania nie padły, a szef ZP już ucisza pytających :) - przyp. F.Y.M.]
 
AM: ...do państwa. (westchnienie) Ja zdaję sobie sprawę z tego, że ta materia jest olbrzymia – świadek jest niesłychanie kompetentny i interesujący, i ma bardzo wiele ważnych informacji, istotnych zwłaszcza w relacjach do dotychczas opublikowanych, także oficjalnych stwierdzeń, gdzie są bardzo duże różnice, ale [patrząc na pos. Sikorę – przyp. F.Y.M.] starajmy się zamykać, nie wiem, w pięciu minutach, dobrze? Bardzo proszę.
 
[Czemu ma służyć ta uwaga, skoro sam Macierewicz nie tylko zadaje serie pytań, ale pozwala sobie na monologii? No ale cóż, co wolno wojewodzie... - przyp. F.Y.M.]
 
Poseł: To będzie bardzo krótko...
Pos. Sikora: Dobrze...
Poseł: Jaką kamerą pan to kręcił? Tylko to.
SW: Przepraszam, nie za bardzo rozumiem pytanie.
Poseł: Jaką kamerą pan to...
SW: Czy to chodzi ci... Nie, nie, to że... kamerą, tylko tak, że, czy chodzi panu podać firmę a to...
Poseł: Nie, nie, nie, nie, nie, nie.
SW: ...czy ten...
Poseł: Chodzi, jaka wielkość, czy to była amatorska – czy taka jak tutaj?
SW: Nie, nie, nie. To już mówię. To była moja prywatna kamera. Mówiąc fachowo: formatu D, miniDV, firmy nie powiem jakiej, bo chyba nie wypada, ale powiem, to było SONY. Mała podręczna kamera wielkości mojej dłoni. To jest kamera typu takiego właśnie miniDV, na kasety miniDV. Nie, nie z żadnym twardym dyskiem, bo np. niektórzy sugerowali [tu znowu moonwalker opowiada coś, o co nie jest pytany – przyp. F.Y.M.], że... że Rosjanie to są idioci, że dali się złapać na ten prosty numer z kasetą. Dlatego właśnie była kaseta, dlatego właśnie była obawa o to, żeby nie iść w tamtą stronę, żeby jakaś, jak się zaleje kasetę, zaleje się kamerę – no to... no, niestety, nic się z tym nie da zrobić w tym momencie.
 
[I teraz poniższa wypowiedź Wiśniewskiego do tego stopnia zaintryguje szefa ZP, że znowu wcinając się w czyjąś rozmowę, nieco zdradzi się ze swoimi podejrzeniami, co do samego moonwalkera, iż ten wykonywał w Smoleńsku czynności służbowe, a nie „amatorsko-dokumentacyjne”, a więc, że Wiśniewski był przygotowany na pewne „zdarzenia” przy XUBS. Na insynuację Macierewicza sam moonwalker zareaguje, jak zobaczymy, poirytowanym tonem - przyp. F.Y.M.]
 
SW: Typowa amatorska kamera, bo przede wszystkim z taką dużą kamerą czy jakąkolwiek któ-, którą widzimy [chodzi o telewizyjne kamery w sali posiedzeń – przyp. F.Y.M.] yyy..., no nie dałoby się tak w miarę szybko biec, to jest raz, po drugie... na pewno jest... albo nawet więcej, jest duże prawdopodobieństwo, że każdy jeden, który tam był, czy to był strażak, czy ktoś, zobaczyłby dużą, profesjonalną kamerę, to podejrzewam, że jeszcze mniej bym nakręcił. A taka delikatna – ja ją trzymałem blisko siebie...
AM: No tak, ale tego wszystkiego pan nie wiedział przecież (śmiech).
SW: No nie, właśnie mi powiedziano, bo... że nie bierz nigdy wielkiej kamery, która się rzuca w oczy...
AM: Aha, przepraszam.
SW: To też, dzięki właśnie, kolegom operatorom.
AM: Przepraszam.
SW: Chcesz zrobić coś wyjątkowego... Bo tą kamerę można schować pod kurtkę. No a takiej kamery, jak tutaj stoi [pokazuje na jedną z sali – przyp. F.Y.M.], no, raczej pod kurtkę nie da się schować... w miarę szybko, oczywiście.
AM: ...No, ja  nie chcę już wyciągać żadnych wniosków, które by się nasuwały, że pan miał świadomość, że pan oczekuje na coś wyjątkowegoAle to już jest osobna dyskusja.
SW: Ale przepraszam, co pan ma na myśli, mówiąc „coś wyjątkowego”?
AM: Bardzo proszę pani poseł.
Pos. Sikora: No, wizytę, wizytę...
AM: (niezr.) Proszę bardzo, proszę bardzo.
 
Na pytanie moonwalkera Macierewicz nie odpowiada (nie podaje swojej definicji wyjątkowości sytuacji), wyręcza go w tym Sikora zaczynająca właśnie swoją serię pytań (o czym powiemy sobie przy następnej okazji), która odniesie ten pozytywny skutek, że doprowadzi po jakimś czasie do pierwszej, szerszej prezentacji fragmentów materiałów „mgielnych” wraz z pokazem „nadejścia blacharzy” na parę chwil „przed katastrofą”; i okaże się, że Wiśniewski  za wcześnie wyłączył swoją kamerę (por. też http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2012/05/problem-filmu-z-upadkiem-samolotu.html), która od dwóch i pół godzin miała stać na parapecie (Ta mgła była co najmniej od godziny 6 rano. Mówię to z pełną odpowiedzialnością, bo mam to akurat nagrane na, na innym fragmencie...; http://freeyourmind.salon24.pl/416196,posiedzenie-z-udzialem-moonwalkera-1).
 
Wracając jednak teraz do poruszonej wyżej kwestii wyjątkowości.Jeśli ktoś uważnie śledził wypowiedzi moonwalkera (zwłaszcza z tego wywiadu: http://www.rp.pl/artykul/460798.html), to mógł dostrzec, iż „polski montażysta” był przekonany, że delegacja prezydencka „godzinę wcześniej” wylądowała. Tym przekonaniem zresztą, jak zwracałem uwagę w 2. części mojego „stenogramu”, ZP się nie zainteresował, a wypadałoby spytać Wiśniewskiego wprost:  słyszał pan wcześniej o jakiejś porze lądowanie (jakiegoś) tupolewa na XUBS?  W takim wszak kontekście (jak też biorąc pod uwagę to, że Wiśniewski sądził, iż 10 Kwietnia doszło do wypadku małego samolotu) wyjątkowość sytuacji wiązałaby się z czymś innym niż „przylot prezydenckiego tupolewa”, konsekwentnie zaś na mgielnym sitcomie należałoby poszukać śladów tego wcześniejszego lądowania (o ile znowu by się nie okazało, iż się coś „nie zarejestrowało”). No chyba, że 10-04 miałyby przylecieć dwa tupolewy – to wtedy faktycznie byłoby wyjątkowo podwójnie, także dla Macierewicza, nie tylko dla Wiśniewskiego, zaś ten lądujący pierwszy, to byłby „nieistniejący” tupolew (pozostający w Samarze w remoncie), tylko ten drugi byłby „istniejący” (por. Aneks-3 i Aneks-4 do  Czerwonej strony Księżyca) i mający ulec „smoleńskiej katastrofie” (badanej tak wnikliwie przez ZP).
 
Czy jednak czymkolwiek dziwnym byłoby dyżurowanie jakiegoś oficera polskich specsłużb w hotelu przylotniskowym w Smoleńsku przez kilka dni, gdyby istniało (wykryte przez te specsłużby właśnie) podejrzenie, iż szykuje się zamach na prezydencką delegację? Czy dziwne byłoby, gdyby „filmował wszystko”? Czy też dziwne byłoby, gdyby uważnie obserwował lotnisko ze swojego okna? Czy dokonując rekonesansu wokół XUBS nie natknąłby się on na polankę z przygotowywanym „miejscem katastrofy”, zwłaszcza gdyby w okolicy pilnowali do niego dostępu jacyś ruscy mundurowi? Czy natknąwszy się na tę polankę, nie sfilmowałby jej wyglądu i nie przekazał (o tym odkryciu) informacji do „firmy” (niekoniecznie od razu do TVP)? Pytanie zatem: o jaką wyjątkowość chodziło Macierewiczowi?
 
Wspomniałem wcześniej, że szef ZP podejrzewa (ale nie ma pewności), iż Wiśniewski może być autorem filmiku Koli. Z czego to można wywnioskować? Choćby z tej wymiany zdań (już pod koniec posiedzenia po 2 godzinach i 17 minutach wysłuchania świadka):
 
AM: Ale nie zrobił pan zdjęcia, ujęcia, tych kół, które pan widział...?
SW: Nie miałem szans na to, bo to było raz, że było daleko – nawet gdybym chciał zrobić w tzw. zoomie... ale wolałem tego nie robić z..., bo nie...
 
Tu właśnie Wiśniewski potwierdza, że mógł wykorzystać zoom, ale tego nie zrobił, niestety Macierewicz ucina tę kwestię, ciągnąc:
 
AM: Ja pytam nie przypadkiem, przepraszam, że przerywam, ponieważ w YouTubie są... też takie ujęcia przypisywane pana filmowi, które... yyy... pokazują podwozie, te koła..., koła, odwrócone koła samolotu. Dlatego tylko o to pytam. (SW milczy) Czyli takie ujęcia przypisane panu nie są zgodne z prawdą.
SW: Żałuję, niestety, nie do-, nie dotarłem do tego miejsca [ależ dotarł, dotarł: http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/moonwalker-w-zonie-koli.html, i o ile kamera niewiele zarejestrowała, to oczy mogły „zarejestrować” o wiele więcej; o to jednak, co podczas zatrzymywania widział wokoło Wiśniewski, parlamentarzyści nie pytali – przyp. F.Y.M.], nie miałem możliwości.
AM: I to jest istotne. Jasne.
SW: Zresztą widać na tym kaw-, fragmencie tego materiału, że...
AM: Jasne.
SW: ...że nie ma zarejestrowanego tego, tego miejsca ani tych elementów, a tym bardziej, no jakby chcieć jak najbardziej, jak najdłużej rejestrować... No, wydaje mi się, że jakbym miał taką możliwość, zapewne bym to zrobił.
 
Macierewicz jednak nie jest usatysfakcjonowany tą odpowiedzią i drąży:
 
AM: Wie pan, ale mogłoby być domniemanie, że pan później [później? A czemu nie wcześniej, skoro 1'24'' charakteryzuje się takimi elementami jak większe ogniska, intensywniejsza mgła, brak wozów strażackich? – przyp. F.Y.M.], kiedy jakoś tam pan rozwiązał problemy ze służbami, że pan później jeszcze coś fotografował i np. stamtąd pochodzi to ujęcie (SW z uśmiechem kręci głową i milczy). Ja mówię o ewentualnym domniemaniu, nie swoimi, nie swoim... opinii w żadnym wypadku, żeby było jasne [kto by w to wątpił – chodzi po prostu o „ewentualne domniemanie nie wiadomo czyje – na pewno nie Macierewicza – przyp. F.Y.M.].
SW: Nie miałem tak zwanych środków technicznych.
AM: Jasne.
SW: Bo zostało mi wszystko zabrane, to jest raz. A tym bardziej, tak jak zostałem zo-, bo... było widać, zabrany z miejsca zdarzenia i nawet jakbym chciał po, nazwijmy to, uwolnieniu czy od-, wypuszczeniu – i nie miałem najmniejszych szans choćby nawet z daleka zobaczyć, bo to jest odległość dobre kilkaset metrów od tego miejsca zdarzenia, gdzie zostałem wywieziony. Jeśli reporterzy, którzy tam czekali, nie widzieli, co się stało, to tym bardziej ja tam bę-, będący, mimo tego, że miałem inną możliwość, inne doświadczenie – nie miałem szans tego zobaczyć.
 
To że widziałem to m.in. idąc w tamtym kierunku i wi-, widziałem to z jadące-, przez szybę jadącego, ja-, jadąc samochodem, tym, nazwijmy to UAZ-em [to UAZ stał koło wozów strażackich? - przyp. F.Y.M.], czy tam gazikiem, jak byłem wywożony z tego, po zatrzymaniu, no to wtedy akurat tak [zauważmy: nie pada w tym momencie pytanie: co pan widział, jadąc? A przecież Wiśniewski ujawnia właśnie nieznany szczegół swojego pobytu na „miejscu katastrofy” - przyp. F.Y.M.]. Ale niestety żadnej możliwości rejestracji nie miałem. Znaczy... miałem telefon z możliwością, gdzie jest kamera, ale wolałem nie ryzykować, no bo jednak prowokowanie omonowców to nie jest wesoła zabawa.
 
Nigdy nie spotkałem się z „ujęciami w YouTubie”, które filmik Koli przypisywałyby Wiśniewskiemu, ale może Macierewicz takie widział?  Gdy zaczyna się posiedzenie ZP, po 10 minutach „polski montażysta” mówi, komentując prezentację filmu na zatrzymanym kadrze z panoramicznym widokiem pobojowiska (z godz. 8:50, wg czasu kamery), coś takiego:
 
...Wiele osób mnie pytało, dlaczego robiłem w tą stronę, a nie w tamtą stronę – dlaczego... nie udałem się, powiedzmy, w przeciwnym [kierunku], widząc, że tam są ludzie, czy strażacy, czy jakieś inne służby... Po prostu, (...) po prawej stronie było takie błoto, że nie dało się przejść – tym bardziej, że tam są mokradła. (...) [M]iałem do wyboru: albo zrobić zdjęcia teg-, tej części, nie mając możliwości – mając świadomość, że nie dojdę tam, gdzie jest, powiedzmy, sedno – i właśnie starałem się wybrać się taką drogę, która po prostu normalnie, no, po ludzku dała się przejść... (http://freeyourmind.salon24.pl/416196,posiedzenie-z-udzialem-moonwalkera-1)
 
Czy ta zasygnalizowana wyżej świadomość tego, gdzie znajduje się „strefa zero” (jak to potem określi moonwalker) i że do tej strefy nie dojdzie się z kamerą, nie była trochę na wyrost u kogoś, kto dopiero zdezorientowany wtargnął na „miejsce katastrofy” i kto po pierwsze nie wie, jaki „spadł samolot”, po drugie, nie wie, ile było osób na jego pokładzie, po trzecie nie wie, gdzie mogą leżeć ewentualne zwłoki (załogi, pasażerów), a po czwarte, podejrzewa, że widzi krajobraz po wypadku pustego samolotu? Jeśli przypomnimy sobie jeszcze wywiad na gorąco udzielany przez „polskiego montażystę” 10 Kwietnia przed boczną bramą lotniska, to moonwalker opowiada wtedy m.in. tak:
 
tam próbowałem uciekać przed tymi FSB, bo zaczęli mnie ganiać, no to wiesz, oni mnie, a ja ich. Jak padłem potąd w błoto, to już niestety nie mogłem się. Złapali mnie, wyrwali i kazali mi oddać kasetę. (…) Podejrzewam, że oni byli zaraz za mną  (odpowiada na pytanie o to, kiedy pojawiły się służby – przyp. F.Y.M.), bo zobaczyłem, że jakaś blokada, to wiesz, biegiem przez to, bo tu się nie da przejść, bo tu jest wiesz, błoto, mokradła. Jakby nie to, że się padłem w błoto, to bym im uciekł i  z drugiej strony zrobił zdjęcia (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/06/fotosynteza-2.html).
 
Na moonfilmie, jak wiemy, nie ma żadnej ucieczki Wiśniewskiego przed FSB ani tym bardziej blokady, którą „polski montażysta” miał zobaczyć. Moonwalker pakuje się po prostu na księżycową scenerię, paraduje z kamerą przed wszystkimi i zwyczajnie daje się obserwującym go Ruskom złapać. Czy nie jest to więc jego drugie podejście – od wschodu tym razem, po wcześniejszym – od zachodu i od „zony Koli”, czyli „strefy zero”? Pytanie tylko: kiedy dokładnie to wszystko się działo? Gdyby się potwierdziło przypuszczenie, że 1'24'' to materiał zrobiony przez SW, to należałoby jeszcze ustalić: gdzie i kiedy nagrana została, dołączona do tego wideo, ścieżka dźwiękowa. Przypomnę z początku niniejszej notki:
 
AM: Ja wiem, ponieważ, jak pan wie, dysponujemy innymi materiałami, które równolegle były przez inne osoby yyy... między innymi przez Rosjan nagrywane. Tam jest tych... dźwięków więcej, po prostu, dlatego o to pytam...
SW: Może byli gdzie indziej? Może...
 
To też ciekawostka, że zrazu Macierewicz sugeruje, że „inne”, „równolegle nagrywane” materiały były sporządzane „między innymi przez Rosjan”, a pod koniec posiedzenia pyta Wiśniewskiego, czy „przypisywane jemu ujęcia” z „odwróconymi kołami” nie są także autorstwa „polskiego montażysty”. Czy szef ZP sądził, że (nawet jeśliby moonwalker był autorem filmiku Koli) Wiśniewski by się przyznał? Ot, tak?
 
Lubię to! Skomentuj140 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale