Czy może nas dziwić nawoływanie A. Leppera do aresztowania M. Kamińskiego, szefa CBA, "za wszystkie nadużycia, których tam się dopuszczono"? Czy może nas dziwić, że karierę robi nagle określenie "logika prowokacji", którym raczą nas komentatorzy i konstytucjonaliści dowodzący, że jakoby CBA samo wykreowało aferę i aferzystów, zaś wykreowane przez CBA przestępstwo posłużyło do perfidnej akcji przeciwko eks-wicepremierowi i jego kompanom?
Nie powinno nas to dziwić, bo wiemy, na jakim świecie żyjemy. Aczkolwiek, jeśli Lepper twierdzi teraz: W piątek rano dostawałem groźby od osób, których nie znam. Mówiono mi "dzisiaj będziesz skończony" i "niech Pan uważa na prowokację"
(http://wiadomosci.onet.pl/1569818,11,item.html), to jakoś brzmi to mało przekonująco, zważywszy na to, że nie przypominam sobie, by w "piątek rano" stawiał media na nogi tego typu rewelacjami (a przecież nikt z dziennikarzy nie przepuściłby takiej okazji - "państwo policyjne" w końcu, jak przekonuje nas dziś wielu "komentatorów", nawet tu, w salonie). Ale jeśli mówi dodatkowo o "przekraczaniu norm państwa prawa", to zaczyna być już tak ciekawie, jak w przysłowowej sytuacji ze złodziejem krzyczącym "łapaj złodzieja!".
Lepper jako konstytucjonalista? Czemu nie? Zwł. że wtórują mu rozmaici eksperci prawa, którzy przekonują nas w mediach, że to raczej CBA dopuściło się przestępstwa, a nie Lepper ze swoimi kolegami. Możliwe to? Oczywiście, że tak, skoro nawet wicepremier Giertych tak uważa (http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,4305762.html). Nieoczekiwanie bowiem cześć Leppera wziął w obronę Dziennik.pl opowiadając o rzekomej mistyfikacji przygotowanej przez CBA. Faceci urządzili sobie show, w ramach którego Bogu ducha winien wicepremier miał wpaść w pułapkę. Jak na tym tle wyglądają zapewnienia J. Kaczyńskiego o tym, że wiedział o całej akcji, tego "Dziennik" nie pisze.
Z kolei "Rzeczpospolita" donosiła parę dni temu:
Niewykluczone jednak, że Lepper został nagrany za pomocą innej [niż zwykłe podsłuchy w gabinecie - przyp. F.Y.M.] techniki. Jak udało się ustalić "Rz", CBA w ostatnim czasie sprowadziło na testy bezzałogową maszynę naszpikowaną kamerami i mikrofonami. Jest ona w stanie z odległości kilkunastu metrów nagrywać dźwięk i obraz nawet w zamkniętych pomieszczeniach. Maszyny takie do tej pory mają tylko USA i Izrael.
Pomijam to, że ów "bezzałogowy sprzęt" zaczął latać już po wielu felietonach, jako przedmiot kpin. Istotą tego doniesienia - opartego, dodajmy, na pogłosce ("Niewykluczone jednak, że...") - jest to, że CBA po prostu sprowadziło sobie nową zabawkę i chciało ją wypróbować; akurat los padł na Leppera. Lepiej tego przedstawić już naprawdę nie można. Na szczęście jednak jakieś dowody są, jak dalej pisze "Rzeczpospolita":
Pewne jest, że CBA dysponuje dziesiątkami godzin nagrań Piotra R. i Andrzeja K. Zarejestrowano na nich negocjacje, a także moment przekazywania pieniędzy.
No więc było przestęstwo, czy nie? Nie było. I Lepper nie ma z tym nic wspólnego, mimo że ci "biznesmeni" bez Leppera nic nie mogliby zdziałać. Twierdzi on jednocześnie, że nigdy nie wziął żadnych milionów i nie wziąłby. Tylko czy musiałby brać tak wielkie pieniądze do ręki? Czy nie ma dziś instytucji "lewych kont" czy "figurantów", na konta których dokonuje się wielkich przelewów brudnych pieniędzy? Naprawdę grzeszą naiwnością ci, co sądzą, że świętość oburzenia Leppera świadczy o jego niewinności i że skoro go nie złapano na chowaniu grubej koperty do kieszeni lub wychodzeniu z walizką pełną plików z banknotami, to zwyczajnie nie ma sprawy, a CBA "posunęło się za daleko", oczywiście: w "logice prowokacji". Czy CBA nie miało prawa posłużyć się sfingowanymi dokumentami, by przyłapać kogoś na korupcji na szczytach władzy? Wg mnie miało. Nie było to nakłanianie do popełnienia przestępstwa i nie było to nadużywanie środków śledczych. Natomiast do oceny legalizmu instytucji powołanych do walki z korupcją to kto jak kto, ale Lepper jest chyba najmniej powołany, jeśli ktokolwiek jeszcze pamięta "aferę z wekslami".
Piszę to wszystko niejako "ku otrzeźwieniu" tym, co zdążyli już zapomnieć, jak się Lepper niejednokrotnie mylił w zeznaniach dot. różnych spraw, jak wielokrotnie zmieniał swoje "bezkompromisowe" poglądy i z jaką łatwością i przekonaniem wskazywał przestępców (tu "złodziei") na wysokich stanowiskach i w wielu środowiskach, tylko nie w swoim. Na słowa Leppera o łamaniu standardów "państwa prawa" powinno się wybuchnąć pustym śmiechem, ale jakoś nie śmieje się nikt. Wszyscy ze śmiertelną powagą przyjmują te zeznania. Może dlatego, że chodzi o "kandydata na prezydenta w 2010 r.", jak twierdzi sam zainteresowany?


Komentarze
Pokaż komentarze (40)