Nareszcie Dziennik.pl podjął się prognozowania (którego nawet legendarni, najwięksi dziennikarze TVN na swoich blogach w TYCH DNIACH nie czynią) i prorokuje, że SO z LPR-em przygotowują się do stworzenia własnej koalicji oraz do jej startu w jesiennych wyborach:
http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=52769.
Lepszej wiadomości na weekend nam nie potrzeba, aczkolwiek piszę to nie bez mieszanych uczuć, skoro myśli o jesiennych wyborach nikt w salonie ani wśród większości komentatorów nie brał na serio (poza mną, przypominam). Wprawdzie dane uzyskane przez Dziennik.pl są chyba z drugiej ręki ("jeden z liderów LPR", więc kto M. Orzechowski?, W. Wierzejski?), lecz - jak mawia S. Michalkiewicz, dobra psu i mucha. Nie odkryję Ameryki, jeśli powiem, że LPR-owi od początku było bliżej do SO aniżeli do PiS-u, niekoniecznie z powodu podobieństw programowych, a raczej charakterologicznych przywódców obu ugrupowań. Z kolei RM, które przez długi czas patronowało i tym ugrupowaniom, i PiS-owi, po słynnym donosie posłanki A. Sobeckiej, w myśl którego R. Giertych miał zapowadać zniszczenie RM, odwróciło się definitywnie od lidera LPR-u i nic nie wskazuje na to, by coś się w tej materii mogło zmienić. Obecnie (mam na myśli "aferę z Lepperem") nawet w programach informacyjnych RM nie pojawia się szef SO, a gł. przedstawiciele PiS-u. Nie wiem więc, czy LPR na właściwego konia stawia w przedwyborczej gonitwie, trudno bowiem sobie wyobrazić sukces tej partii bez poparcia toruńskich mediów i słuchaczy RM. Gwoli przypomnienia dodam, że LPR zostało właściwie od zera zbudowane właśnie przy poparciu tejże rozgłośni i z początku było koalicją rozmaitych ugrupowań prawicowych (m.in. Ruchu Katolicko-Narodowego czy partii Jana Łopuszańskiego), ale po wejściu do parlamentu Giertych zamaszyście wymiótł potencjalnych "konkurentów" i zaprowadził własne porządki w LPR-ze. Stare dzieje. Nieważne. Ci jednak, co chcieliby poprzeć takie dziwaczne przymierze LPR-SO (niby katolickie i niby ludowe), powinni mieć na względzie rodowód nie tylko tej pierwszej, ale zwł. tej drugiej partii, o którym ptaki ćwierkają.
Dziennik.pl twierdzi dalej, że:
Już udało mu się do niej przekonać Leppera. Jeśli Samoobrona wyjdzie z koalicji, wystartują razem w przyspieszonych wyborach. Liderów obydwu - wciąż jeszcze koalicyjnych partii - połączył strach przed kolejnymi akcjami CBA. I obawa, że bez zwarcia szeregów LPR i Samoobrona znajdą się poniżej progu wyborczego.
Znowu nie wiemy, czy to swobodna fantazja autorów artykułu, czy prawda. Przy prognozowaniu nie musimy jednak wymagać takiej precyzji myśli. Wystarczy analiza samego sposobu wnioskowania. Jeśliby bowiem rzeczywiście jacyś politycy obawiali się CBA, to chyba by nie startowali do żadnych wyborów, tylko pakowali manatki. Ale co tam, logika, kiedy Dziennik.pl ma pewne źródła informacji. Pisze wszak tak:
Zdaniem polityka LPR decyzja o tym, kiedy będą wybory, po raz pierwszy nie spoczywa w rękach Jarosława Kaczyńskiego, lecz Leppera. "Oczywiście nie da się skrócić kadencji bez głosów PiS, ale jak im pęknie koalicja, to będą zmuszeni to zrobić" - tłumaczy.
Czyli decyzja spoczywa w rękach Leppera, oczywiście, tylko potrzebne są do jej zrealizowania głosy PiS-u, więc chyba jednak i decyzja J. Kaczyńskiego. Tys piknie, jak mówił Pyzdra. Ale logika myślenia jest OK, nie wiem, czemu się śmiejecie. Autorzy artykułu prognozują dalej, choć to już raczej przypomina wróżenie z fusów w sejmowej restauracji:
Politycy Samoobrony prowadzą już podobno rozmowy z opozycją o możliwości złożenia wniosku o konstruktywne wotum nieufności wobec rządu Kaczyńskiego. Z kolei Giertych próbował namówić do sojuszu przeciw braciom Kaczyńskim także PSL i partię Marka Jurka.
Wróżenie z fusów, bo czytamy zaraz z jękiem zawodu:
Ale bezskutecznie.
(Minuta ciszy). Cholera, jak to szybko poszło. Jeszcze inicjatywa na dobre nie ruszyła (ma niby ruszyć w poniedziałek), a już jakby padła. Co gorsza:
"Ludowcy w koalicji z Samoobroną? Nigdy" - twierdzi jeden z posłów Samoobrony. "Nikt nam nie składał takiej propozycji i dobrze, bo byśmy ją odrzucili" - mówi wiceprezes PSL Jan Bury. Jurek miał z kolei odpowiedzieć Giertychowi, że z Lepperem do wyborów nie pójdzie.
Co tu robić? No nic, autorzy spekulują dalej, ale jakby z pewną nieśmiałością:
Na kogo więc może liczyć nowa formacja? Jej liderzy z pewnością chętnie przyjęliby wsparcie o. Rydzyka. "To byłoby możliwe tylko wtedy, gdyby PiS popadło w straszliwe tarapaty" - rozwiewa ich złudzenia Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Jeszcze te rozwiane złudzenia na koniec. Nie tylko polityków, ale i autorów artykułu. Widać bowiem, że Dziennik.pl nie tylko by chciał, aby powstała taka "katolicko-ludowa" koalicja, lecz i chętnie udzieliłby jej medialnego poparcia, odkąd poszedł na wojnę z PiS-em (jeden ze złośliwych blogerów twierdzi, że ta wojna to kontratak wobec medialnego "panoszenia się" w Polsce amerykańskiego potentata R. Murdocha, ja jednak uważam, że to raczej "wytyczne polityki niemieckiej" przeez wydawcę są w Dzienniku.pl realizowane). Ten sam Dziennik.pl, który szydził i z Leppera, i z Giertycha miałby ich naraz dziarsko poprzeć?, zapytacie Państwo. Właśnie, że tak, a liderzy LPR i SO wzięliby to za dobrą monetę, tamte szyderstwa puszczając w niepamięć, choćby z tego powodu, że są to ludzie, którzy nie mają większych skrupułów w dążeniu do władzy, zaś retoryka "patriotyczno-katolicko-narodowa" (LPR) czy "socjaldemokratyczno-ludowa" resp. "ludowo-katolicka" (w zależności od kontekstu politycznego - SO) stanowią fasadę za którą skrywają się wciąż żywe ambicje "liderów". Wprawdzie goście mieli swoje pięć minut na szczycie władzy i osiągnęli wszystko, co w ich wydaniu stanowiło zgoła niewiele, lecz czy władza zakosztowana raz nie magnetyzuje na nowo? Przyciąga, bez wątpienia. Widać to zwł. po Lepperze, który tak się rozgościł w rządowych budynkach, że aż ciężko mu było przyjąć do wiadomości, że z nich "na butach" wylatuje. "Miał łzy w oczach", jak ze łzami w oczach donosili co subtelniejsi dziennikarze.
Tymczasem warto pamiętać, jeśli już poznajemy "zamysły serc wielu", czyli krystalizuje się "stara-nowa" koalicja strachu tym razem SO-LPR, że te dwa ugrupowania były kulą u nogi PiS-u od samego początku tworzenia rządu i potem rządzenia. Harce wyczyniane przed kamerami zarówno przez Leppera, jak Giertycha, to podbijanie porzeczki przy negocjacjach, szantażowanie z byle powodu wychodzeniem z rządowej koalicji, obgadywanie Kaczyńskiego za plecami, pretensje do tego czy innego lidera PiS-u itd. świadczyły o tym, że obu tym partiom niezwykle źle się współpracowało z PiS-em, gdyż na dłuższą metę tej współpracy realizować nie chciały. Mam szczerze gdzieś zapewnienia Giertycha czy Leppera o ich wspaniałych intencjach, skoro nie tylko bez poparcia RM, ale i bez kiwnięcia palcem przez PiS, niewiele by osiągnęli. I nawet w tej pokracznej "antypolicyjnej" (vide "policja polityczna") koalicji wróżę im obu jak najgorzej. Choć, możemy być pewni, koalicja ta będzie mocno wspierana przez wiele mediów tylko po to, by osłabić pozycję PiS-u. "Politolodzy" zaś, chcący ponownie coś wykreować na polskiej scenie (tak jak kiedyś skonstruowali w "biurze projektów" SO), tym razem "koalicję prawicową", mają doprawdy słabe rozpoznanie sytuacji. Zarówno Lepper, jak i Giertych są już zupełnie zgranymi kartami. Równie dobrze Wałęsa mógłby do nich dołączyć, czego, naturalnie nie można wykluczyć, odkąd A. Kwaśniewski uznał nagle szefa SO za "twardego i pracowitego człowieka".


Komentarze
Pokaż komentarze (27)