Mówi się czasem złośliwie w pewnych sytuacjach, że ogon kręci psem. Chyba to samo można powiedzieć o LiS-ie, ponieważ ani R. Giertych, ani A. Lepper nie chcą podjąć otwartej, oficjalnej decyzji o zerwaniu koalicji. Dlaczego nie chcą? Bo być może nie oni decydują o tym, co faktycznie dzieje się z LiS-em.
W dzisiejszym wywiadzie dla radiowej Jedynki, słychać było w głosie Leppera nie tylko zawód wynikający z "biegu wydarzeń", ale i złość na premiera. Mówił o "upokarzających warunkach", które są "nie do przyjęcia", że "odpowiedzi nie będzie przed posiedzenie Sejmu" (co znaczyłoby, że LiS odrzuca tygodniowe "ultimatum"), twierdził, że "jest stawką Polska i nic się nie dzieje w tej chwili" oraz przypomniał PiS-owi o jego zobowiązaniach, konkludując, że "ruch należy do PiS-u". Problem w tym, że PiS już ten ruch wykonał właśnie, wysyłając list z warunkami, które albo "koalicjanci" spełnią, albo nie. Skoro zaś, jak twierdzi Lepper, "nic się nie dzieje", to w czym problem, by te warunki J. Kaczyńskiego przyjąć lub po prostu odrzucić?
Złość Leppera mogła jednak wynikać z tego, że PO nad wyraz stanowczo odrzuciła próby montowania anty-PiS-owskiej koalicji przez LiS. Słysząc od prowadzącego wywiad J. Karnowskiego, słowa J. Rokity, że tylko wariat może oczekiwać, że PO stworzy koalicję z LiS-em (wywiad dla dzisiejszego "Faktu"), Lepper aż zazgrzytał zębami. Widocznie przygotowywany przez legendarnych "politologów", których wokół SO wiele się ostatnio namnożyło, "nowy wariant", spalił na panewce. Ten wariant miał zapewne - co zresztą powiedział w studiu sam Lepper - "nie pozwolić na rząd mniejszościowy". Szef SO tłumaczył, że przecież nie musieliby być to ministrowie wyłonieni "spośród posłów" itd. (jakby SO miała jeszcze dodatkowe "zaplecze fachowców", w co nie wątpimy, przecież), nie dodał jednakże tego, że w ten sprytny, lisi doprawdy sposób, lepperowcy mogliby odbudować w krótkim czasie swój wizerunek i "z nowymi siłami" przystąpić do kolejnych wyborów. Oczywiście nie odbyłyby się one na jesieni, jak planuje premier, gdyż Lepper twierdził, iż taki rząd z PO jako głównym rozgrywającym potrwałby przynajmniej do wiosny, no i oczywiście w jego cieniu działałaby komisja śledcza w/s działań CBA. Ach, co to byłby za ślub? Lepper mimo wszystko stwierdził, że "można się nad tym zastanowić", a podejmując się takiej współpracy PO wykazałoby się "dojrzałością polityczną". No, no.
Ale cóż po marzeniach, gdy brutalna rzeczywistość dopada nas z samego rana? Niezawodny M. Wójcik z "Naszego Dziennnika" resp. "Dziennika" donosi dziś, że LiS już odrzuca warunki premiera (http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=53559). Wprawdzie żadna decyzja jeszcze nie zapadła, ale napisać tak przecież można. Co ciekawsze, do tego dochodzi, Szanowni Państwo, że już DZIENNIK potwierdza informacje dziennika.pl, że politycy PiS są gotowi już 28 lipca zerwać koalicję. Sam "Dziennik" potwierdza informacje "Dzienika", nieźle. Nie ma co jednak ukrywać, że LiS łapie się już wszystkiego, by faktycznie sprawić, że to PiS "zrywa koalicję". Wiemy już, że Giertych oskarżył premiera o "szerzenie pederastii". No, argument może nie najmocniejszy i niezbyt wykwintny, ale kto wie, czy to już nie ostatnia broń "zapodana" LiS-owiakom przez "politologów". Ogon ten dość panicznie kręci lisem, ale cóż, takie to mogą być objawy wścieklizny. Żaden wariant się "nie realizuje", psiakrew.
Wspominam o "pederastii", bo i Lepper nawiązał w dzisiejszym wywiadzie do tego wątku. Coś więc musi być na rzeczy. Szef SO najpierw w ostrych słowach upomniał: "premier niech się na temat seksu nie odzywa", bo chyba nie zaznał nigdy "zbliżenia z kobietą", dodał też, żeby Kaczyński uważał ("jakie ja rzeczy słyszałem na temat premiera"), ale jakby i tego było mało, dorzucił: "jeżeli ktoś mnie straszy... podnieca się... czyta zeznania kobiet..." (chodziło o seksaferę, oczywiście), to trzeba go nazwać zboczeńcem". Wprawdzie na pytanie Karnowskiego dot. tego, kogo Lepper chce nazywać zboczeńcem, szef SO odpowiedział, że np. posła M. Suskiego, ale cały ten "seksualny wątek" ujawnił się w wywiadzie tak nieco ad hoc, bo Karnowski dopytywał Leppera o... próby uzyskania poparcia dla LiS-a ze strony o. Rydzyka. Wyglądało więc na to, że Lepper koniecznie chciał o tym powiedzieć, jakby stanowiło to ważny element medialnej gry. LiS schodzi na psy? Czemu nie? Gdyby jednak oskarżenie premiera "o pederastię" miałoby być ostatnim chwytem literaturoznawców z LPR i SO po nieudanych umizgach LiS-a do PO, to faktycznie nawet "politologom" kręcącym LiS-em niewiele już zostało w zanadrzu i łapią się wszystkiego. W ten sposób jednak premier nie będzie potrzebował więcej dowodów, by się przekonać, z kim miał przez ostatnie dwa lata do czynienia.


Komentarze
Pokaż komentarze (43)