Czy można dziś w Polsce gloryfikować funkcjonariuszy komunistycznego aparatu represji i odczuwać jakiś żal albo nawet bunt z powodu zamieszczenia ich fotografii na wystawie urządzonej przez IPN? Można. Wyraża to szefowa Radia TOK FM w bardzo prowokacyjnym poście pt. "Plac Wolności".
E. Wanat zobaczyła na wystawie twarz ojca swojej przyjaciółki i coś ją najwyraźniej ścisnęlo za serce (http://ewawanat.salon24.pl/24414,index.html). Czy gdyby tej wystawie towarzyszyły zdjęcia ofiar bezpieki i też byliby na tych zdjęciach ojcowie lub nawet synowie czyichś przyjaciółek, to też red. Wanat by uroniła łzę? Tego nie wiemy. Ujął ją najwyraźniej los napiętnowanego publicznie funkcjonariusza. Co więcej, uznała, że piętno ojca - dzięki takiej wystawie - spada na córkę. To dopiero fatum sprowadza na ludzi mroczny IPN.
Autorka powokacyjnego wpisu nie pozostała osamotniona. Wsparł ją bloger podpisujący się jako "Wykładnia ideowa SLD" (http://ewawanat.salon24.pl/24414,index.html#comment_368333), czyli najwyraźniej "funkcjonariusz" (być może niższego szczebla), który wprost uznał za stosowne zrehabilitowanie specjalistów z SB (więc pewnie i z UB, bo wystawy IPN-u obejmują obie te formacje bezpieki):
"SB trzeba zrehabilitować
Podzielam zdanie Pani Wanat.
Tego typu wystawy są niezwykle szkodliwe dla świadomości społecznej. Wykorzystują szerzony przez wiele mediów fałszywy stereotyp SB, jako formacji zbrodniczej. Prowadzi to do postrzegania każdego z funkcjonariuszy tej służby jako kata i oprawcy, co stoi w radykalnej sprzeczności z faktami.
Przypadki nieludzkiego traktowania awanturników istniały, ale nie jako praktyka usankcjonowana prawnie, lecz jako przejaw patologii. Patologie, jak wiemy dotykają różnych dziedzin funkcjonowania państwa i społeczeństwa. W SB objawiały się właśnie w takiej formie jak w przypadku pana Mężydły, co przybliżyła kataryna w swoim komentarzu.
Nikt nie jest doskonały. Pamiętajmy, że Służbę Bezpieczeństwa tworzyli zwykli ludzie, którzy jak wszędzie, mają swoje słabości. To oczywiście nie zdejmuje z nich odpowiedzialności za pewne wypadki, które były ich udziałem, ale powinno wpływać na złagodzenie oceny z perspektywy dnia współczesnego.
Bezzasadne wydaje się zatem praktykowanie aktów nienawiści wobec ludzi, którzy w tamtych ciężkich warunkach podejmowali trud operacyjnego zabezpieczania niespokojnej wciąż ojczyzny, zarówno wobec zagrożenia zewnętrznego - które wówczas było zupełnie oczywiste - jak i wewnętrznego - które dziś jest przez wielu z was kwestionowane, a mogło się przecież przyczynić do kolejnej wielkiej polskiej tragedii.
Warto więc czasem odrzucić ideologiczne postrzeganie rzeczywistości i poświęcić trochę czasu na twórczą analizę złożoności realiów przeszłych."
Ktoś, kto ma choć blade pojęcie o tym, czego dotyczą wystawy IPN-owskie (http://www.ipn.gov.pl/portal.php?serwis=pl&dzial=345&id=5004), wie, że zamieszczane są na nich osoby z "wyższej półki", osoby odpowiedzialne za kierowanie rozmaitymi resortami, ludzie szkoleni przez KGB czy GRU, funkcjonariusze rozpracowujący Kościół oraz opozycję itd. - NIE MA tam osób, które pełniły drugo- czy trzeciorzędną rolę w organach represji, a już na pewno nie ma tam "niewiniątek" (legendarnych "sprzątaczek" z UB/SB, za którymi, gdy mowa była o dekomunizacji czy deubekizacji ujmowali się niezawodni w takich sprawach komuniści). Czy są to rzeczy, które dziś komukolwiek trzeba tłumaczyć? Chyba tak. Z lektury wpisu red. Wanat można odnieść wrażenie, że sama publikacja zdjęć ludzi z aparatu represji jest jakimś potwornym naruszeniem prawa czy nielegalnym ujawnieniem "danych osobowych", ba, jakąś stygmatyzacją społeczną. To już chyba bardziej "na głowie" nie można tej kwestii postawić. Ludzie łamiący innych ludzi, inwigilujący, zlecający zabójstwa, rewizje, podrzucenia "kompromatów" itd. mieliby nagle być otoczeni jakąś szczególną opieką? Z jakiej racji? Z tego powodu, że byli czyimiś "ojcami", "tatusiami"? Rudolf Hoess też był "tatusiem", czyż nie?
Ale red. Wanat ma jakieś chyba szersze zrozumienie dla kwestii "Bezpieki z ludzką twarzą", o czym świadczy jej poprzedni (majowy) post dot. inwigilacji przez bezpiekę Teatru Ósmego Dnia (http://ewawanat.salon24.pl/15290,index.html). Jak wiemy powstał spektakl w oparciu o IPN-owskie materiały:
Ósemki dziś potrafią śmiać się ze „swoich” ubeków, choć w przeszłości płaciły swoją cenę – festiwale, na które nie pojechali, filmy w których nie zagrali, rewizje, aresztowania, pobicia. Dziś jednak patrzą w przeszłość bez potrzeby odwetu, a nawet zadośćuczynienia. No cóż, było, minęło... I pomimo tego, że wiedzą, iż jedna z największych szuj z tych ich teczek, facet który zaszkodził nie tylko im, ale i wielu innym porządnym ludziom, dziś jest świetnie prosperującym impresario. Ale na czym miałaby polegać lustracja tego faceta? Nikt od niego oświadczenia nie żąda – on ma prywatną firmę (która nie jest spółką giełdową). Wielu ludzi zna jego przeszłość, ale jaki jest sposób na zadośćuczynienie, które nie byłoby zemstą?
Nie mogę zrozumieć zacietrzewienia, agresji, wściekłości, które często wyzierają spod co ostrzejszych żądań rozliczeń – rozumiem i przyjmuję do wiadomości pozbawione jadu argumenty o konieczności rozliczenia z przeszłością, moralnego zadośćuczynienia, moralnej przestrogi na przyszłość, ale jestem pewna, że to jest niewykonalne. Między innymi dlatego, że archiwa są zdekompletowane, że minęło wiele czasu. Co to będzie za sprawiedliwość, która dosięgnie tylko tych, którzy mieli pecha i ich teczek nie spalono, ani nie zakopano gdzieś w ogródku? Pewnie to trzeba było zrobić od razu, ale nie zrobiono. Kto miał to zrobić? Wolna Polska w 1989 roku nie miała „swojej” policji, służb specjalnych. Nie, no jasne – można było zrobić po prostu zbrojne powstanie, przejąć władzę siłą i załatwić sprawę jak w Rumunii. Zdaje się, że ich rozwiązanie też nie okazało się idealne.
Autorka zatem nie od dziś twierdzi, że właściwie prawda jest nie do odkrycia, że sprawiedliwości nie może stać się zadość, zaś jeśliby ktoś chciał ujawnić jakieś dokumenty z przeszłości, typu "twarze bezpieki", dokonywałby jakiegoś ponurego odwetu czy, jak powiedziałem, społecznej stygmatyzacji. Sekunduje Wanatowej w tym "Wykładnia ideowa SLD". Nie ma nic bardziej załganego niż tego typu poglądy. I aż zimno się człowiekowi robi na myśl, że tego typu podejście do przeszłości mogłoby w Polsce zwyciężyć.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)