Bartek Węglarczyk w swoim najbardziej chyba lakonicznym wpisie "Salonowi24 do myślenia" odsyła nas do artykułu Marty Strzeleckiej pt. "Kłamstwa internetu".
Węglarczyk pyta:"Czy internet oznacza tylko demokrację, wolność i kreatywność?"
I odpowiada: "Ma kilka poważnych grzechów - twierdzą jego krytycy. Najważniejsze z nich to egoizm, amatorszczyzna, agresja i kłamstwo."(http://bartoszweglarczyk.salon24.pl/24709,index.html).
Strzelecka z kolei pisze:
"Dyskusję rozpętał Andrew Keen, autor książki "Kult amatorstwa. Jak współczesny internet zabija naszą kulturę". Ta publikacja to długa lista grzechów internetu. "Opinie stają się ważniejsze od faktów" - pisze Keen. "Amatorzy wypierają ekspertów, anonimowość ma większą wartość od odpowiedzialności. Panuje mentalność oparta na zasadzie: najpierw strzelaj, potem zadawaj pytania". Jest w tym trochę przesady, ale dzięki "Kultowi amatorstwa" od jego publikacji miesiąc temu o wartościach w internecie dyskutuje się w najważniejszych angielskich i amerykańskich mediach."
Pominę może to posądzenie o egoizm, gdyż chyba powinna być mowa o egotyzmie, zwł. że do altruistów dziennikarze chyba nie należą. O wiele poważniejszy zarzut to rozpowszechnianie kłamstwa. Jako przykłady podaje się You Tube oraz Wikipedię. W obu przypadkach zwraca Strzelecka (i krytycy Internetu) uwagę, że pod pozorami amatorskich materiałów... przemycane są reklamy czy komercyjne linki. Strzelecka (i krytycy Internetu) jednocześnie nie zauważają, że skoro tak, to Sieć wcale nie jest tak amatorska, jak jej to zarzucają. No bo specjaliści chyba muszą się wykazac profesjonalizmem, by stworzyć pozory amatorszczyzny dla materiałów promujących jakieś produkty czy marki. Ale mniejsza z tym. Istota rzeczy polega na tym, że Internet, to nie tylko You Tube czy Wikipedia, ale przecież multum wprost naukowych stron, profesjonalnych portali informacyjnych, bibliotek on-line czy specjalistycznych forów dyskusyjnych. Wobec tego narzekanie na takie portale, jak You Tube czy inicjatywy, jak Wikipedia, świadczy o wyjątkowej krótkowzroczności w patrzeniu na rozwój Sieci i jej zawartość.
"Na jednym z rysunków w "The New Yorkerze" dwa psy siedzą przed komputerem. Jeden z nich trzyma łapę na klawiaturze, drugi patrzy na niego z zainteresowaniem. "W internecie - mówi ten pierwszy - nikt nie wie, że jesteś psem"", pisze dalej Strzelecka i chodzi jej o tę "przeklętą anonimowość", która pozwala "prostakom" obrzucać błotem "przedstawicieli elity". Już w saloniie temat anonimowości został przewałkowany po wielokroć, ale powiem tu tylko jedno. Krytycy ukrywania tożsamości przez internautów znowu widzą (i chcą widzieć) tylko jedną stronę medalu - tzn. głównie trolli, czyli ludzi, którym sprawia frajdę zbluzganie kogoś czy rozwścieczenie interlokutorów (na salonie w dobrym tonie np. jest ostatnio "zjechać katoli" - parę osób ma z tego wyjątkową radość). Tymczasem jestem pewien, że coraz więcej osób (widać to znowu choćby po salonie) ukrywających się za nickami to ludzie bardzo dobrze wykształceni, jeśli nie wprost naukowcy czy inni "przedstawiciele elity". Sprawa z anonimowością nie jest wcale taka prosta, jakby się krytykom wydawało. Związany z "grzechem anonimowości" - "grzech agresji" można by skwitować wybuchem śmiechu, gdyby nie to, że Strzelecka pisze to całkiem serio. Czyż w "nieanonimowych", mainstreamowych tekstach w mediach nie pojawia się język agresji, złości, pogardy czy otwartej wrogości? Czy blogujący dziennikarze nie piszą czasami w takim stylu, że aż "uszy więdną"? Czy np. felietonista J. Pilch mówiący o "pierdzeniu do grobu" (vide rozmaite teksty krytykujące gloryfikowanie R. Kapuścińskiego) różnił się wiele od tych, których chciał "zjechać"? Nie ma co ukrywać, że na rozmaitych forach gazetowych czy kinowych rozmaita "brać trollowska" buszuje, ale czy ta grupa buszmenów zwykle nieznających nawet ortografii (a co dopiero jakichś zasad dyskutowania) miałaby stanowić jedynych miarodajnych reprezentantów ludzi zabierających głos on-line? To tak jakby powiedzieć, że alkoholicy to jedyna grupa, która spożywa napoje wyskokowe (albo że wszyscy spożywający te napoje to alkoholicy).
Strzelecka podaje dość specyficznie przebrane przykłady agresji: "Możesz krytykować, kogo chcesz i jak ci się podoba. Wpis o książce Doroty Masłowskiej na forum poświęconym literaturze: "Po odcedzeniu rozbudowanej formy, to - przepraszam - kaszana jest. Gdyby to samo napisać po ludzku, pies z kulawą nogą by się nie zachwycił". Dyskusja w portalu Filmweb: "Axlette: Polecam zacząć oglądać prawdziwe filmy, a nie gnioty. Szyndler: Sam oglądasz gnioty. Jesteś pewnie zwykłym zakompleksionym lewakiem, Gibson to aktor i reżyser wszechczasów! Salo: A co to? Stowarzyszenie kretynów pozbawionych mózgu? Ortalion: Jak tak dalej pójdzie, moje posty będą wyglądały jak gryzmoły tego palanta Szyndlera". Wpisy o Andrzeju Wajdzie w tym samym serwisie: "złodziej pomysłów, może niech już zostawi kręcenie i zajmie sie akwizycją, już tylko na Festiwalu Kultury Chrześcijańskiej może opowiadać swoje farmazony"."
Tak jakby nie istniały wypowiedzi tego typu:
NO I CO, KATOLE, OPŁACA SIĘ JEŹDZIĆ DO BOZI Z PIELGRZYMKĄ?No i proszę jak katolicka bozia nagrodziła swoich wiernych za religijny zapał. To już kolejna masakra autobusu z pielgrzymką. Ciekawe czy katole nadal będą tak gorliwi w wyjazdach do swoich urojonych bożków? Widzą przecież, że można skończyć jak ci biedacy wczoraj. Ale klechy przecież wszystko potrafią wytłumaczyć tej ciemnocie tak żeby dalej wierzyła. Już słyszałem jednego w radio jak ględził klasyczne dyrdymały w stylu "Niezbadane są wyroki Pana" itd. Czarni są naprawde mistrzami w odwracaniu kota ogonem joogin (http://plebania.salon24.pl/24693,index.html#comment_371921)
Albo takie kwiatki (nie szukając daleko): KTO KOGO KIEDY MOŻE POCAŁOWAĆ W DUPĘ?
Wchodzicie z LPR i Samoobroną w koalicję? Możemy się pocałować w dupę.
Zakładacie CBA za 100 milionów złotych, żeby złapać po roku jednego lekarza u niego na oddziale? Możemy się pocałować w dupę.
Powołujecie Bronka na Prezesa? Możemy się pocałować w dupę.
Odwołujecie Bronka z Prezesa? Możemy się pocałować w dupę.
Niszczycie służbę cywilną? Możemy się pocałować w dupę... (itd. - przyp. F.Y.M.)
(http://romankurkiewicz.salon24.pl/7709,index.html)
Jeśli już bowiem zestawiać przejawy jakichś skrzywień on-line, to dobrze zbierać przykłady z różnych "opcji", a nie tylko z jednej. Tak sądzę. Inną rzeczą jest to, czy tego typu przykłady są właściwymi egzemplifikacjami. Gdyby ktoś się uparł, to by z wycinków komentarzy i niektórych postów ułożył taką antyreklamę salonowi24, że nikt by nie chciał tu zaglądać. Ale czy egotyzmu, amatorszczyzny, agresji i kłamstwa nie ma w "oficjalnych mediach" tudzież poza Siecią? Myślę, że zarówno Węglarczyk przywołujący Strzelecką, jak i autorka posiłkująca się "krytykami Interentu" wylewa dziecko z kąpielą. Choć może o to chodzi.


Komentarze
Pokaż komentarze (29)