Niedawno Bartek Węglarczyk pisał o Matriksie i mam wrażenie, że to określenie można z powodzeniem odnieść do rzeczywistości, w której zanurzył się red. Tomasz Sakiewicz. Pomijam to, że nieustannie, z jakąś obsesyjną powtarzalnością, pisze on o abp S. Wielgusie, jego współpracy, poparciu ze strony RM, o o. Rydzyku i jego "kłopotach", ale z jego ostatnich wpisów można by wyciągnąć wniosek, że żyjemy w przededniu Apokalipsy. Co pisze dziś:
Dawno Polacy nie mieli takiego mętliku w głowach i dawno „Gazeta Polska” nie znalazła się w takiej wirówce jak obecnie. Mamy otwartą wojnę w koalicji, otwartą wojnę w polskim Kościele i otwartą awanturę na polu ideologicznym.
Wojna, jakżeby inaczej. Jeszcze nawet nie dobiegły końca dni żałoby narodowej, a tu już ogłoszona wojna - nie tylko w koalicji, ale i w Kościele. Ilu już jest poturbowanych? Są jacyś zabici? Ofiary jakieś są, choć Sakiewicz relacjonuje dość enigmatycznie:
My z tamtej strony [chodzi o środowiska około-RM - przyp. F.Y.M.] doświadczaliśmy agresji słownej, niektórzy nasi dziennikarze także agresji fizycznej, przez całe miesiące.
Niewesoło. Ale, jak to na wojnie.
Sakiewicz kontynuuje:
Toruńska rozgłośnia nie zaprzestała jednak wybielania abp. Wielgusa. Mimo to postanowiłem wyciągnąć rękę do zgody. Napisałem felieton „Trudne pojednanie” i poprosiłem kilka osób w tym Stanisława Michalkiewicza o próbę mediacji. Zakończyło się to wściekłym atakiem Naszego Dziennika i środowiska Radia Maryja na „Gazetę Polską”. Z podającego się za katolickie Radia i związanej z nim gazety zaczęły pod naszym adresem padać bardzo obraźliwe stwierdzenia.
Oczywiście "obraźliwe stwierdzenia" ze strony kogokolwiek nie są niczym godnym pochwały, ale jeśli mnie pamięć nie myli, to i na łamach "GP" stylistycznych popisów elegancji nie było zbyt wiele. Określenia "Judasz" czy "kłamca" to chyba nie są zwroty czysto opisowe czy niezabarwione emocjonalnością, a dotyczyły kościelnego hierarchy. (Nie wchodzę tu w kwestię zasadności oskarżeń w stos. do abp Wielgusa). Kto mieczem wojuje..., po prostu. Czy też krytykowanie "GP" to już cios poniżej pasa?
Sakiewicz wraca do swojej wielkiej troski o dobro Kościoła, po raz kolejny przypominając:
W dodatku dowiedzieliśmy się, że podczas pielgrzymki Radia Maryja planowana jest akcja całkowitego wybielenia biskupa Wielgusa, a wręcz uczynienia z niego męczennika. Nie miałem wielkich nadziei na zmianę tego stanu rzeczy, ale przynajmniej mogłem zaprotestować przeciwko temu co się działo.
Komentowaliśmy już tę sprawę i wiadome było, że abp Wielgus NIE wybierał się na tę pielgrzymkę. Była nt. tego oficjalna informacja. Sakiewicz jednak to pomija i tym razem. Wraca też do słynnego "listu otwartego" do Benedykta XVI:
Napisałem list otwarty do Ojca Świętego licząc, że w takiej formie mój głos będzie choć trochę dla niego słyszalny.
Abstrahując już od zasadności pisania takiego listu i od - że tak powiem - uprawnień Sakiewicza do takiego apelowania do Ojca Świętego, zdziwienie naczelnego "GP" jest zaskakujące:
Nie wiem czemu ten list wywołał aż takie poruszenie i panikę w środowisku Radia Maryja, ale widać trafiłem na jakiś czuły punkt.
"Czuły punkt"? Czy Sakiewicz spodziewał się, że publiczne donoszenie na jakieś antykomunistyczne medium ujdzie mu na sucho? Oczywiście teraz przywołuje prof. J. R. Nowaka jako "kolubrynę do burzenia murów redakcji "GP"", tak jakby poza Nowakiem nikt nie stanął w obronie RM i o. Rydzyka. Ani słowem jednocześnie nie odnosi się do sprzeciwu S. Michalkiewicza czy ostentacyjnego odejścia W. Łysiaka (ten ostatni z powodów atakowania go na łamach "GP" i nazywania go antysemitą).
Powraca oczywiście temat "taśm Rydzyka":
Kilka dni później tygodnik „Wprost” opublikował taśmy z nagraniami ojca dyrektora. To do narastającej burzy dołączyło istny huragan, tym większy, że działo się to w dniu pielgrzymki Radia Maryja na Jasną Górę.
I nie wiadomo, bo Sakiewicz tego nie zdradza, czy o tych taśmach wiedział, pisząc swój apel do papieża, czy nie. Bo to jest chyba meritum sprawy. Jeśli wiedział, to brał udział w nieźle skoordynowanej akcji, której finału w postaci niedawnego oświadczenia przełożonego Zakonu Redemptorystów w Polsce w ogóle Sakiewicz nie raczy zauważać.
Sakiewicz na dodatek snuje apokaliptyczne prognozy, które niewiele mają wspólnego z rzeczywistością (każdy, kto obserwuje scenę polityczną wie, że LiS nie uzyskał poparcia ze strony RM):
Kłopoty ojca Rydzyka zbliżyły go do Andrzeja Leppera. Nie zdziwię się jeżeli szef toruńskiej rozgłośni nie zechce pobłogosławić nowo tworzacego się frontu PZPRowsko-ludowo-narodowego zwanego LiS-em. To zresztą szybko sprowadzi całą imprezę na ziemię, bo cały LiS nie uzbiera w wyborach więcej niż kilka procent głosów. O ile wcześniej się nie pokłócą.
Nie jest to Matrix? Moim zdaniem jak najbardziej. Sakiewicz zdaje się widzieć to, co chce widzieć. Nic dziwnego, że rozkłada bezradnie ręce:
Nie widzę możliwości wytłumaczenia ojcu Rydzykowi, że broniąc agentów SB i obrażając wszystkich na około niszczy Kościół. Nabrałem takiego przekonania nie dlatego, że nie wierzę w jego nawrócenie, ale dlatego, że uzależnił się on od środowiska, które ma w takim samym powarzaniu Kościół jak mieli je jego protoplaści chowu Mieczysława Moczara.
Tak jakby to na antenie RM nie wypromowano książki ks. Isakowicza-Zaleskiego i nie robiono wielu programów nt. lustracji w Kościele. Zarzut o "moczarowcach" jest może dobry dla tropicieli moczaryzmu zwł. w redakcji "GW", więc zbywam go milczeniem.
Warto jednak spojrzeć na finał tego wpisu:
Podział w dawnym obozie komunistycznym przebiegający w poprzek nieboszczki SB ma niestety dziś pewną kontynuację. Opisał to bardzo dobrze w swoim czasie Witold Jedlicki dzieląc komunistów na dwie frakcję w słynnym artykule „Chamy i Żydy”. Jedlicki nie napisał tego, co dzisiaj jest dla mnie oczywiste: podział taki był korzystny dla Moskwy. Jedni pilnowali drugich. Dziś Moskwa toczy swoją rozgrywkę również na bazie tych dwóch środowisk wykorzystując lęki filosemitów i fobie antysemitów. W jednym i drugim środowisku znajdziemy takich wypróbowanych towarzyszy jak Jerzy Robert Nowak, którzy w pocie czoła pełnią swoją misję w imię zapewne wielkich idei i niemałych pieniędzy.
Czyżby RM to było środowisko jednak KOMUNISTYCZNE? To zupełnie nowa i intrygująca interpretacja, zważywszy na jednoznaczne poparcie, jakiego udzieliło PiS-owi w ostatnich wyborach. Nowak, jako misjonarz na rzecz "wielkich idei i niemałych pieniędzy"? Nieźle, nieźle. Taka argumentacja mi się podoba, zwł. gdy posługuje się trybem przypuszczającym. Zobaczymy teraz, jak się potoczą finansowe losy "GP" i jej walka o "wielkie idee".


Komentarze
Pokaż komentarze (61)