Oczywiście, że niemiecka. Tak przynajmniej decydują coraz częściej sądy w sprawie roszczeń majątkowych na naszych ziemiach. Tak też twierdzi w kuriozalnym zgoła wywiadzie sędzia SN prof. P. Hofmański, bo mówi:
„W ogóle mam wrażenie, że w tej i podobnych sprawach myli się dwie sprawy – własności i suwerenności państwowej. Przecież nawet gdyby całą ziemię na Mazurach wykupili Niemcy czy obywatele innych państw, to w tym miejscu nadal będzie Polska” [podkr. F.Y.M.].
Przeczytałem to zdanie dwa razy, by się upewnić, czy czegoś nie zgubiłem. Jeszcze tak osobliwej konstatacji w ustach rzecznika polskiego SN nie słyszałem. Były już inne osobliwości, choćby w słynnej sprawie J. Oleksego, kiedy to - przypomnę - tenże sędzia także się wypowiadał, jak donosiła "GW":
Dlaczego SN sprawę umorzył? Wyjaśniał to sędzia Piotr Hofmański. - Nie sposób zakwestionować, że Józef Oleksy świadomie współpracował z AWO, ale inna była jego świadomość, gdy przyszło mu składać oświadczenie lustracyjne. Lustrowany działał w uzasadnionym błędzie co do treści obowiązku wynikającego z ustawy lustracyjnej. Dlatego nie może być uznany za kłamcę lustracyjnego - tłumaczył sędzia Hofmański.
(http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,62266,3888815.html)
No, ale Oleksy to nie kwestie własnościowe na polskich ziemiach. Zaraz, chyba że nie są one polskie. Ten pierwszy cytat podaję za wywiadem przeprowadzonym dziś przez J. Karnowskiego z sen. P. Andrzejewskim, który jednoznacznie poparł w tej sprawie stanowisko premiera. J. Kaczyński wszak skrytykował sądy za orzekanie na rzecz Niemców, za co, czego można było się spodziewać, spotkał się z medialnym "odporem" (jakże to tak, sędziów niezawisłych i sądy niezawisłe strofować? słyszałem nawet, że ktoś zarzucał premierowi nieznajomość prawa w ogóle).
Wywiad ten (http://www.polskieradio.pl/jedynka/sygnalydnia/?id=10440) zawiera zdroworozsądkowe spostrzeżenia dot. całej tej konfliktowej sytuacji. Andrzejewski mówi bowiem:
Zgadzam się [z zarzutem Kaczyńskiego - przyp. F.Y.M.], że w tym sensie, że transformacja ustrojowa po 1989 roku niebezpiecznie wychyliła rolę sądów w kierunku tylko mediacji między stronami, natomiast odebrała sądom obowiązek uwzględniania z urzędu rzeczywistego stanu prawnego dotyczącego ustaleń, które sąd by z urzędu przyjmował, a nie na wniosek strony. Myślę tu o tym, co wynika z zaszłości historycznych i z instytucji zasiedzenia. Wtedy, kiedy na jakiejś nieruchomości wszedł inny podmiot i z mocy prawa albo nawet wbrew prawu posiada go przez bardzo długi okres czasu, wówczas nabywa własność przez zasiedzenie albo przemilczenie. W tej chwili tych elementów sąd nie bada, jeżeli strony nie wniosą takiego zarzutu. Stąd przy słabych stronach, nie reprezentowanych właściwie, jakimi są aktualni właściciele, posiadacze, i taką, okazuje się, słabą stroną jest również i Skarb Państwa, sąd orzekają tylko na podstawie stanu faktycznego, który jest przedstawiony, ale nie musi on być przedstawiony w pełni. Stąd w pewnym sensie inicjatywa i zdanie premiera odpowiada rzeczywistości.
Nie chcę nawet tu przywoływać tych szyderstw, które słyszeliśmy od euroentuzjastów, gdy przed akcesją ostrzegano (w kręgach eurosceptycznych), że kwestie własnościowe nie są rozwiązane i niemieccy właściciele gremialnie zaczną się upominać o "swoje", nie kierując roszczeń do rządu niemieckiego, tylko do Polaków. Dziś jest mleko rozlane, a tych, co wtedy pukali się w czoło, słysząc o zagrożeniu niemieckimi roszczeniami, dziś ta sprawa kompletnie nie interesuje.
J.K.: A rzecznik Sądu Najwyższego, sędzia Piotr Hofmański, mówi tak w Gazecie Wyborczej: „Apel, żeby sądy kierowały się nie prawem, ale racją stanu, jest nawoływaniem sędziów do łamania prawa”.
P.A.: No, wydaje mi się, że jest to ogromne uproszczenie. W polityce, a niedobrze, jeżeli i sędziowie tym się zajmują, jednak obowiązuje abstrahowanie od tego, co jest tylko elementem ocen doraźnych, ale trzeba pilnować też i trwałości systemu. Myślę tutaj przede wszystkim o tym, iż sądy nie mogą kierować się tylko niepełną wiedzą i niepełnym stanem prawnym, ale muszą sięgać do podstaw tego, co chroni państwo. Sądy są organem państwa polskiego i jeżeli nie bronią interesu Skarbu Państwa... Tak samo przecież w ramach podziału władzy jest władza ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza, ale to nie jest władza światowa, tylko to jest polska władza sądownicza.
A kuriozalną wypowiedź Hofmanskiego zacytowaną przeze mnie na początku Andrzejewski komentuje tak:
No, wydaje mi się, że tutaj myli niektóre sprawy w złej wierze pan sędzia Hofmański, dlatego że mówimy tutaj o różnych sprawach. Jest to pewien zabieg werbalny, który usuwa problem przestrzegania obowiązującego prawa na dowolność zakupywania ziemi w Polsce. Tak że to jest ucieczka z tego tematu, który bardzo poważnie dzisiaj zagraża stabilizacji praw własności i nie tylko praw własności, i innych praw.
Znaleźliśmy sie wobec tego w osobliwej sytuacji, w której nawet sądy polskie i polscy sędziowie traktują problem autonomiczności terytorialnej kraju jako drugorzędny, jeśli nie marginalny. To ciekawe, że Duńczycy zabezpieczyli się w takiej materii i nikt ich nie posądza o "łamanie prawa" czy "nawoływanie do łamania prawa", natomiast jeden z sędziów SN potrafi patrzeć na kwestie własnościowe na polskich ziemiach w sposób zupełnie odmienny.
Andrzejewski przypomina:
Po II wojnie światowej Polska weszła na te tereny z mocy czterech mocarstw, a twierdzę, że reprezentowane również z racji bezwarunkowej kapitulacji były jednocześnie Niemcy, które scedowały swoją podmiotowość na te cztery mocarstwa i zaprowadziły tam swój porządek prawny. W ramach tego porządku prawnego Polska przejęła własność nie tylko administracji, jak chce część doktryny niemieckiej, ale przejęła (...) prawną zwierzchność. I przejął to wszystko, co prawda nie jednym aktem prawnym, ale różnymi ustawami – ustawy o majątkach porzuconych poniemieckich, reformie rolnej, nacjonalizacji, a także i z orzeczeń o odstępstwie od narodu polskiego, przejął Skarb Państwa i samorządy i wszedł w posiadanie, stwarzając cały szereg procedur. Te procedury w większości przewidywały konieczność wykreślenia z ksiąg wieczystych, z dokumentów potwierdzających prawo własności, wykreślenia nieaktualnych stanów prawnych.
Wobec tego, na czym polega problem z polskimi sądami?:
I sądy (...) nie badając tego, czy przez te [ostatnie - przyp. F.Y.M.] 20-30 lat w międzyczasie z mocy samego prawa nie zmienił się tytuł własności na rzecz albo Skarbu Państwa, albo dodatkowych posiadaczy w dobrej wierze, opierając się na tym, jak nie przedstawi zarzutu strona, która jest pozwana w procesie o ustalenie, albo w procesie o wydanie, albo w procesie o eksmisję tych ludzi, zasądza. Dzisiaj jest to zaniedbanie proceduralne, ale jest to też zaniedbanie sądu, bo sąd może, nie musi, ale może dochodzić też tego, czy ten, który występuje z tym roszczeniem, zachował ten tytuł, który wynika z tego dokumentu. Sądy tego nie robią dzisiaj.
Bałagan prawny, jaki się utrwalił w Polsce po 1989 r. właśnie w odniesieniu do kwestii własnościowych na "Ziemiach Odzyskanych", próbują obecnie zniwelować trzy projekty ustaw (rządowy, LPR-u i zaproponowany przez senat). Wypowiedź Hofmańskiego należałoby chyba odczytywać, że ten bałagan jest OK, zaś o polskie ziemie wcale nie musimy dziś dbać. No problemo.


Komentarze
Pokaż komentarze (139)