Free Your Mind Free Your Mind
108
BLOG

Mesjanizm przywódców UE

Free Your Mind Free Your Mind Polityka Obserwuj notkę 15
Czy Paweł Świeboda, dyrektor Centrum Strategii Eurepejskiej jeszcze pracuje dla Polski, czy już sercem jest gdzieś daleko, gdzie rządzą prawdziwi, piękni, wspaniałomyślni i pragmatyczni politycy? Jeśliby ktoś się wczytał w jego długi artykuł pochwalny na rzecz wyższości polityków brytyjskich, niemieckich, francuskich i hiszpańskich nad polskimi, to chyba nie miałby wątpliwości.Nieoceniona w tym względzie (tj. swoje chwalicie, cudzego nie znacie) "GW", która niedawno, piórem J. Żakowskiego, przybliżała nam jego sny na jawie, by Polską rządzili politycy z innych krajów, tym razem serwuje nam nie tyle marzenia, co entuzjastyczne portrety polityków takich, jak N. Sarkozy, A. Merkel czy G. Brown (http://www.gazetawyborcza.pl/1,76498,4346546.html?as=1&ias=2&startsz=x). Wprawdzie zarówno Sarkozy, jak i Brown są czołowymi politykami europejskimi stosunkowo od niedawna (zaś za Sarkozym ciągnie się w dodatku jakaś podejrzana sprawa z przeszłości), ale nie przeszkadza to Świebodzie widzieć tychże polityków już jako wybitnych mężów stanu - w przeciwieństwie za pewne do takich miernot, jakie mamy w naszym kraju. Kimże jest ten Świeboda, bo tak może wypadł na łamy "GW" ni z gruszki, ni z pietruszki? To długoletni ekspert w kancelarii prezydenta A. Kwaśniewskiego oraz długoletni ekspert w Ministerstwie Spraw Zagranicznych za czasów L. Millera i M. Belki (http://www.demoseuropa.eu/modules.php?op=modload&name=PagEd&file=index&topic_id=1&page_id=9). Pewnie to przypadek, że akurat nie dostrzega dzisiaj u nas żadnych polityków tej klasy co "zachodni", lecz sądzę, że nie powinien nie zauważać tychże wybitnych mężów stanu, przy boku których służył wiernie przez 10 lat. Ale co tam będziemy lustrować Świebodę, poczytajmy, co ekspert CSE pisze, a zaczyna smakowicie:"Merkel, Brown, Sarkozy to politycy z misją. Chcą, jak Mojżesz, przeprowadzić społeczeństwa do ziemi obiecanej, do nowego globalnego porządku, w którym można mieć wszystko - i dostatek, i bezpieczeństwo" Czy po takim zawiązaniu akcji można nie czytać dalej? Nawet trzeba. Świeboda pisze nie bez satysfakcji:"Prezydent Bush odlicza już miesiące do końca swojej kadencji i raczej wiadomo, że nie pokaże światu nic nowego." Jak widać, szef CSE ma orientację nie tylko w sprawach europejskich, ale i w amerykańskich. Jakże to dobrze, że mamy takich specjalistów. I wracamy na nasze podwórko:"Tymczasem w Europie karuzela polityczna przyniosła nowy, dynamiczny zestaw głównych rozgrywających. Skończyły się rządy carów - Chiraca, Schrödera, polityków silnej ręki i jeszcze mocniejszego, czasami niewyparzonego języka." Ho, ho, to chyba pierwszy raz o tych carach można przeczytać na łamach "GW", nie przypominam sobie, by w taki sposób pokpiwano sobie z nich za ich kadencji. Choć, nie ma wątpliwości, artykułów równie entuzjastycznych w tonacji było wiele. Cóż, można było i carów chwalić, najwyraźniej, bo to byli "ludzcy panowie", po prostu. No dobra, carat się skończył w Europie - jakie więc czasy nadeszły?"Mamy Merkel, Sarkozy'ego i Browna - polityków antypompatycznych. Na pewno zmienił się styl, a właściwie zmieniło się wszystko. Gdy w 2002 r. Chirac toczył walkę z Le Penem, emocje były wyłącznie negatywne. Teraz we francuskich wyborach prezydenckich dominowały pozytywne namiętności, a to dla kultury politycznej jest jak powietrze." "Mamy" - to już takie europatriotyczne chyba oświadczenie, bo nie sądziłem, że Merkel, Sarkozy i Brown to także nasi politycy. Nieważne. Jak ta w/w kultura polityczna wygląda?"Po ogłoszeniu wyniku wyborów prezydenckich we Francji brytyjski premier Tony Blair pogratulował Nicolasowi Sarkozy'emu za pośrednictwem YouTube - po angielsku i francusku. Co prawda zdecydowanie większe powodzenie miała francuska odsłona syndromu goleni (4,5 mln osób na całym świecie obejrzało, jak Sarkozy niepewnym głosem rozpoczyna konferencję prasową po rozmowach z prezydentem Putinem), ale tak właśnie witało się ze światem nowe pokolenie europejskich przywódców, bardziej oswojone z mediami i traktujące ją z większym dystansem." "Syndrom goleni" - kto by pomyślał! Takie rzeczy eks-ekspert prezydenta Kwaśniewskiego potrafi napisać, a "GW" opublikować. Nie jest źle, proszę Państwa. Świeboda przekonuje nas, że:"Są to politycy "nieidealni". Chcą być bardziej "tacy jak my", prostolinijni, bez zadęcia i kumoterstwa. Czasami daje to bardziej oświeconą wersję wojny z wykształciuchami. Nowa francuska minister finansów Christine Lagarde wywołała przed paroma dniami burzę, wygłaszając w Zgromadzeniu Narodowym tyradę przeciwko myśleniu. "Francja jest krajem, który myśli. Mamy w naszych bibliotekach wystarczająco dużo, aby myśleć przez całe stulecia. Dlatego chciałabym wam powiedzieć: wystarczy myślenia, podwińcie rękawy". Przywołując de Tocqueville'a, twierdziła, że Francuzi powinni ciężej pracować, więcej zarabiać i płacić niższe podatki. "Nie jestem teoretykiem, nie jestem ideologiem, nie jestem intelektualistą, jestem osobą konkretną", wtórował jej w wywiadzie telewizyjnym prezydent Sarkozy." No, z tymi wykształciuchami, to chyba go nieco poniosło, ale co tam. O co tu bowiem chodzi?"Desakralizacja najwyższych funkcji w państwie jest faktem. Można powiedzieć, że tego właśnie wymaga rozwój demokracji. W czasach gdy wyborcy są dużo mniej przewidywalni i mniej przekonani do tradycyjnych partii, chętnie zawierzają osobom, z którymi się identyfikują. Odrobina populizmu popłaca, o czym przekonuje się Oskar Lafontaine, lider Partii Lewicy w Niemczech i dawny socjaldemokrata. Wyborcy oczekują państwa, które wypełni swoje odwieczne zadania, przede wszystkim zapewniając ludziom bezpieczeństwo. Przy okazji desakralizacji pojawia się często banalizacja, ale bez nadmiernej przesady." Desakralizacja i banalizacja. Brzmi ciekawie, jakby nam ktoś przybliżał przesłanie jakiegoś filmu z gatunku "kino reżyserskie" czy "kino autorskie". Wnet jednak Świeboda dopowiada:"Trójka nowych europejskich liderów - Merkel, Brown, Sarkozy - to politycy doskonale przygotowani, fachowcy w swojej branży, w pewnym sensie Kartezjusze polityki. Pomaga im dobry klimat ekonomiczny i spadające bezrobocie, ale bardzo wiele zawdzięczają sobie.

Mamy w ich przypadku do czynienia z polityką postideologiczną, konsensualną. Partie polityczne są tutaj bardziej przedsiębiorstwami konkurującymi pod względem oferty i jakości usług, a nie obietnic gruszek na wierzbie. Państwa to coraz częściej systemy niemal jednopartyjne, w których rządzi się w politycznym centrum, a wychylenia na prawo lub lewo są natychmiast karane.
"
Widzieli Państwo? Kartezjusze polityki, ot, co. Po czym ten kartezjanizm polityczny można rozpoznać, tego już Świeboda bliżej nie wyjaśnia, ale przecież chyba nie powinniśmy kwestionować tego typu sądów, zasłaniając się naszym brakiem wiedzy w tej materii. Jeszcze ciekawiej brzmi apoteoza monopartyjności, co na łamach "GW" brzmiało dotąd jak zniewaga - co więcej przed monopartyjnym systemem tworzonym przez kaczystów przestrzegał niejeden oświecony, na tych szacownych łamach. But calm down, everybody, chodzi o to, JAKA partia tworzy taki ujednolicony system. No, nie powiem, że SLD, bo to w ustach Świebody mogłoby zabrzmieć nieco niezręcznie - ale np. PO-LiD? Czy taka "partia" nie mogłaby zaprowadzić świetlanej epoki? Dość dywagacji, wróćmy do analiz eksperta."Merkel, Brown, Sarkozy to w dalszym ciągu politycy misyjni, tyle że ich misją - jak u Mojżesza - jest przeprowadzenie społeczeństw do ziemi obiecanej, nowego globalnego porządku, w którym można mieć wszystko - i dostatek, i bezpieczeństwo. Niewykluczone, że tak jak Mojżesz oni już ziemi obiecanej nie zobaczą W każdym razie ich misją jest zbawienie Europy i świata." My tu się pichcimy w sosie powstańczo-kresowym, zajmujemy się jakimiś dekomunizacjami, lustracjami i Bóg wie jakimi banalnymi problemami, a tu wybitni przywódcy pod naszą nieuwagę zbawiają Europę. Zbawiają, nie zabawiają. Ten mesjanizm to jakaś zupełnie nowa koncepcja, raczej postmodernistyczna, gdyż nie podejrzewam, by Świeboda nawiązywał tu choćby mimowolnie do koncepcji A. Mickiewicza. Czy dostrzeże to mesjanistyczne zacięcie Fundacja Batorego lub Fundacja Adenauera - partnerzy finansowi CSE (http://www.demoseuropa.eu/modules.php?op=modload&name=PagEd&file=index&topic_id=1&page_id=11)? Powinny, gdyż być może nawet za granicami Polski takich wizjonerów nie uświadczą.Ten postmodernistyczny zaśpiew słychać wyraźnie w takich przemowach:"Politycy postideologiczni chcą przywrócić znaczenie słowu "polityka". Najwyraźniej widać to u Sarkozy'ego. Jego doradca Henri Guaino mówi wprost, że "celem Sarkozy'ego jest ponowne wprowadzenie polityki tam, gdzie już jej się nie robi". Zwłaszcza w Unii Europejskiej, bo "Europa jest odpolityczniona", rządzona za pomocą automatycznych reguł. Komisja Europejska coraz bardziej godzi się z sytuacją, w której jedynym źródłem jej pozycji politycznej jest wprowadzanie w życie reguł prawnych i nadzorowanie ich stosowania. "Jest paradoksem, że Europa, która wymyśliła historię, przeżywa dzisiaj tego rodzaju negację polityki", mówi Guaino. Mocne słowa." Mocne, a jakże. Szczególnie intrygująco brzmi określenie "postideologiczni politycy". Wygląda trochę jak oksymoron, ale chyba Świebodzie chodzi o takich polityków, którzy nie są np. "ideologiczni jak kaczyści" czy jakiś LePen. Ideologię bowiem wyznają jedynie ugrupowania prawicowe, więcej: nacjonalistyczne, a dokładniej - mówiąc językiem politpoprawnej nowomowy - faszystowskie. Inne ugrupowania mają jedynie "programy" i "praktyczne cele".I przechodzimy zgrabnie na poziom spraw ogólnoeuropejskich:"Temat "upolitycznienia" Europy jest tego lata bardzo popularny w dyskusjach. "Corriere della Sera" opisało właśnie Komisję Europejską jako "największy think-tank na kontynencie". Walkę o rząd dusz, którą przegrywa Komisja Europejska, podejmują przywódcy największych państw członkowskich. Tradycjonaliści powiedzieliby, że to niedobry pomysł dla Unii Europejskiej, gdzie metoda wspólnotowa zawsze oznaczała dużą rolę Komisji i patrzenie na ręce rządom narodowym. Tyle tylko, że czasy się zmieniły, wprowadzono takie projekty jak np. jednolity rynek, które wymagają nadzoru instytucji ponadnarodowej. Trzeba je pozostawić i jeszcze wzmocnić, bo - jak mówił Jean Monnet - "nic nie może powstać bez ludzi, nic nie może trwać bez instytucji". Ale trzeba też czegoś więcej i tym czymś więcej może być polityczne przywództwo największych państw UE.

Upolitycznienie Europy ma oznaczać poszukiwanie nowych rozwiązań w polityce gospodarczej, społecznej, a nawet zagranicznej poprzez kontestację tradycyjnych podziałów ideologicznych i wypracowanych modeli. Polityka rozumiana jako wyrażanie i ścieranie się odmiennych interesów oraz rywalizacja idei i przywódców, dotąd zastrzeżona w zasadzie dla sceny krajowej, miałaby teraz stać się udziałem Unii Europejskiej. Jest w takim myśleniu nadzieja na ożywczy impuls dla debaty europejskiej, ale jest także obawa o wprowadzenie nowych napięć i rozchwianie architektury unijnych instytucji.
" Robi się nieco mroczniej? Ejże, eurosceptycy i przeciwnicy "superpaństwa", nie kręćcie od razu nosem. Nawet określenie "największy think-tank" niepotrzebnie się wam z tankami skojarzyło, a nie z racjonalizacją życia obywateli UE. Świeboda zaraz uspokaja sytuację:"Niemcy, Wielka Brytania, Francja - trzy kraje, trzy odmienne przesłania, trzy różne sytuacje polityczne, a jednak wiele wspólnego."Chodzi oczywiście o trio wybitnych przywóców, polit-mesjaszy, którzy stoją na straży ewolucji UE. Kim są dokładniej ci ludzie? Oto ich (tylko) szkicowe hagiografie:"Kanclerz Merkel w polityce zagranicznej i europejskiej zdobyła już wszystko. Po udanej prezydencji w UE i przewodnictwie w grupie G8 jej notowania są doskonałe. Jako uczennica Kohla świetnie wie, w jaki sposób przeczekać trudne chwile we własnej partii. Znalazła wspólny grunt z prezydentem Bushem mimo różnic w sprawie Guantanamo, Iraku i zmian klimatycznych. Jako doktor fizyki i chemik kwantowy Merkel testuje różne rozwiązania, aż znajdzie najlepsze. Jest mistrzynią "małych kroków". Pozwala innym sprawdzać się w konfrontacji politycznej, po czym wkracza na scenę, zbiera potłuczoną porcelanę i buduje konsensus. Chce rozwiązywania problemów, a nie polaryzowania opinii publicznej." Taki J. Kaczyński może się schować z doktoratem z prawa. "Sarkozy zaproponował Francuzom po prostu powrót do pracy, a nie krew, pot i łzy. Dominique Moisi nazywa to "rewolucją kontr-rewolucyjną". Rewolucją, którą Francja musi przezwyciężyć, jest ta z 1968 r. Stąd patriotyczny apel Sarkozy'ego do młodzieży o przyswojenie wartości związanych z pracą i dyscypliną i sprzeciw wobec postaw utożsamianych z pokoleniem ich rodziców." Co zaproponował Kaczyńki? Oczywiście - krew, pot i łzy. Łez chyba było i jest najwięcej."Sukces Sarkozy'ego zależy teraz od tego, czy uda mu się wykrzesać jeszcze więcej pozytywnej energii, która przesądziła o jego zwycięstwie wyborczym. Wie, że chociaż w kampanii używał twardego języka wobec imigrantów, zwłaszcza nielegalnych, w tej chwili musi być liderem wszystkich Francuzów."
No, perorował trochę ostrzej w ramach stylistyki kampanii wyborczej, ale teraz czas na pozytywne wibracje:"Jeszcze niedawno Sarkozy mówił, że nie rozumie, jak można myśleć, że liberalizm jest równie katastrofalny jak komunizm, co było aluzją do autora tej refleksji Jacques'a Chiraca. Ale już w ubiegłym tygodniu pytał retorycznie: "Konkurencja jako ideologia, dogmat, co osiągnęły dla Europy?". Brytyjski Komisarz ds. handlu Peter Mandelson odpowiedział mu natychmiast: konkurencja nie powinna być dogmatem, ale nie może być także "brudnym słowem"." Mnie się to bardzo podoba - czemu mielibyśmy dawać się więzić dogmatom o konkurencji? Tfu! Świeboda ze swadą kontynuuje:"Sarkozy domaga się większej "wzajemności" w stosunkach handlowych ze światem, czyli lepszych warunków dla europejskich eksporterów. Mandelson odpowiada, że reakcją na "Europę - fortecę" będzie "Ameryka - forteca", "Chiny - forteca" i tak dalej. - Europa jest antytezą jego [Sarkozy'ego] podejścia, ponieważ wprowadza ograniczenia działań narodowych polityków - mówi Daniel Gros, dyrektor Centrum Studiów nad Polityką Europejską (CEPS) w Brukseli. Francuskie tendencje protekcjonistyczne będą osłabiać nowy europejski triumwirat Berlina, Paryża i Londynu." Europa wprowadza ograniczenia działań narodowych polityków, a jednocześnie Sarkozy jest misjonarzem Europy. Celne, nie przeczę. Ale to nie wszystko, zwróćmy uwagę na ostatnie zdanie: "Francuskie tendencje protekcjonistyczne będą osłabiać nowy europejski triumwirat Berlina, Paryża i Londynu." Tak, Szanowni Państwo, możliwe jest, że francuski protekcjonizm będzie osłabiał także Francję. Zaraz, ale to nie ja jestem dyrektorem CSE, o co mi chodzi? "Dwa lata temu" -  ciągnie Świeboda - "Sarkozy promował Dużą Szóstkę jako najlepszy pomysł na zarządzanie w Unii Europejskiej, czyli współpracę Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch, Hiszpanii i Polski. Jednak dopóki Polska będzie się sama izolować w Unii, dopóki Włochy i Hiszpania będą zajęte sobą, Duża Szóstka nie będzie miała mocy sprawczej. Wolną przestrzeń może wypełnić Duża Trójka, która ma wielu zwolenników w Europie."Wśród zwolenników jest, jak możemy się domyślać, autor artykułu. Teraz już zaczyna się sielanka:"Brown i Merkel już się lubią, być może dlatego, że oboje są dziećmi protestanckich pastorów. Sarkozy i Merkel mają to jeszcze przed sobą. Zaloty francuskiego prezydenta, który na pierwszym spotkaniu z niemiecką kanclerz zaczął używać zwrotu "tu" [ty], spotkały się z chłodnym przyjęciem w postaci bardziej formalnego niemieckiego "Sie" [Pani/Pan]. Ale nie takie lody prędzej lub później pękały." Czemu dzieci pastorów miałyby się nie lubić? A co do Merkel i Sarkozy'ego - jasne, że nie takie lody pękały. Już nie chcę przywoływać jakichś innych wielkich lodów, które w 1939 r. pękły w sierpniu, bo wyglądałoby to niesmacznie. Spójrzmy więc lepiej na tę francuską genealogię:"Pascal Perrineau, znany komentator francuskiej polityki, mówi, że spośród pięciu dotychczasowych prezydentów Piątej Republiki de Gaulle był hierarchiczny, Pompidou profesorski, Giscard d'Estaing pedagogiczny, Mitterrand enigmatyczny, a Chirac prozaiczny. Sarkozy i całe nowe pokolenie europejskich przywódców nie pogardziłoby przymiotnikiem "pragmatyczny"." A jaki poczet władców byłby u nas po II wojnie światowej? Może i paru pragmatyków by się znalazło, przynajmniej w III RP. Świeboda jednak najwyraźniej coś przeoczył, bo pyta z bólem:"A czy ktoś widział naszego Sarkozy'ego lub naszą Merkel?" Cisza na sali. Zaraz jednak dyrektor CSE dodaje z nadzieją:"Kto wie, może się już nawet urodzili?" Urodzili się, urodzili, a pan Świeboda też wśród nich był i pewnie wódkę z nimi pił.

https://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/02/03/komplet/ (pod tym adresem dostępne są moje przeróżne opracowania z "Czerwoną stroną Księżyca" i aneksami do niej włącznie); polecam jeszcze tę moją analizę z 2024 r. zamieszczoną gościnnie u prof. M. Dakowskiego: https://dakowski.pl/wokol-hipotezy-dwoch-miejsc-free-your-mind/ ) legendarne dialogi piwniczne ludzi zapiwniczonych w Irlandii 2 (before you read me you gotta learn how to see me) free your mind and the rest will follow, be colorblind, don't be so shallow "bot, który się postom nie kłania" [Docent Stopczyk] "FYM, to wesoły emeryt, który już nic, ale to absolutnie nic nie musi już robić" [partyzant] "Bot FYM, tak jak kilka innych botów namierza posty i wpisy "z układu" i daje im odpór" [falstafik] "Czy robi to w nocy? W takim razie – kiedy śpi? Bo jeśli FYM od rana do późnej nocy non-stop tkwi przy komputerze, a w godzinach ciszy nocnej zapewne przygotowuje sobie kolejne wpisy, to kiedy na przykład spożywa strawę?" [Sadurski] "Ale teraz zadam Sadurskiemu pytanie: Załóżmy, że "wyśledzi" pan w przyszłości jeszcze kilku FYM-ów, a któryś odpowie prostolinijnie, że jest inwalidą i jedyną jego radością (z przyczyn wiadomych) jest pisanie w S24, to czy pan będzie domagał się dowodów,czy uwierzy na słowo?" [osa 1230] "Zagrożenia dla pluralizmu w ramach Salonu widzę w tym, że niektórzy blogerzy - w tym właśnie FYM - wypraszają ludzi, z którymi się nie zgadzają. A zatem dojdzie do "bałkanizacji" Salonu: każdy będzie otoczony swoją grupką zwolennikow, ale nie będzie realnej dyskusji w ramach poszczególnych blogów. Myślę, że nie daję przykładu takiego wykluczania." [Sadurski] "Już nawet nie warto tego bełkotu czytać, spod jednego buta i z jednego biura. Na fanatyków i pałkarzy lekarstwa nie ma."[Igła] "FYM już kupił S24 swoim pisaniem, jest teraz jego twarzą. Po okresie Galby i katatyny nastąpił czas dziennikarzy "Gazety Polskiej". Ten przechył i stalinopodobne teorie spiskowe, jakie się wylewają z jego bloga oraz innych mu podpbnych - przyciągają do Salonu nastepnych i następnych. Tu już od dawna nie zależy nikomu na rzetelności i klasie pisania - lecz na tym, aby było klikanie, aby było głośno i kontrowejsyjnie. Promowanie takich ludzi jak FYM i Paliwoda - jest całkowicie jednoznaczne."[Azrael] "Ale jaki jest problem?"[Kwaśniewski] kwestia archiwów IPN-u Janke: "Nigdy nie mówiliście o pełnym otwarciu?" Komorowski: Co to znaczy otwarcie?" "Trudno zrozumieć, jak można ogłupić społeczeństwo. Dlaczego tylu ludzi ośmiela się nazywać zdrajcą Wojciecha Jaruzelskiego. (Edmund Twardowski, Warszawa) " [tzw. listy czytelników do "Trybuny"] "Z przykrością stwierdzam, że prezydent nie przedstawił żadnych propozycji ws. służby zdrowia" [Tusk] "Niewidzialna ręka rynku, jak sama nazwa wskazuje, jest ślepa." [ekspert w radiowej audycji prowadzonej przez R. Bugaja] "Mamy otwarte granice, miejmy też otwarte umysły. Jasna Góra horyzontów rządowi i parlamentarzystom nie rozszerzy. (S. Barbarska, woj. wielkopolskie) " [tzw. czytelniczka "Trybuny"]

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Polityka