Gdy blisko przed miesiącem w dniu ogłoszenia dymisji A. Leppera pisałem o perspektywie nowych wyborów, to nie było chyba osoby, która by w taką ewentualność wierzyła (http://freeyourmind.salon24.pl/22777,index.html). Gdy zdanie to podtrzymywałem przez następne dni i tygodnie, to poirytowany red. Ł. Warzecha zaczął mnie aż przywoływać do porządku, pisząc, że mogę sobie tak gdybać, ponieważ nie mam dostęu do tych informacji, do których on dostęp ma. Podobne głosy powątpiewania lub nawet politowania odzywały się, gdy twierdziłem, że J. Kaczyński posługuje się teraz zasłonami dymno-medialnymi, a tak naprawdę działa z zaskoczenia. Czy przyszło ono dziś? "Premier przerywa wakacje", donosiła radiowa Jedynka tuż po dwunastej, zapowiadając jednocześnie konferencję prasową z siedziby PiS-u, jakby w ogóle w tym roku trwał sezon wakacyjny w polityce.
Dziś, gdy nowe rozdanie wydaje się już oczywistością, nikt zapewne nie będzie pamiętał tych politologicznych "analiz", które wieszczyły dalsze trwanie koalicji, dalsze roszady, czy dalsze "gnicie", jak to smakowicie określił niedawno red. K. Leski. Już miesiąc temu było pewne, że premier szykuje radykalną zmianę sceny politycznej i można jedynie dziwić się, że wnikliwi obserwatorzy naszej rzeczywistości społeczno-politycznej potraktowali tamte wydarzenia jako "przesilenie" czy "burzę w szklance wody". Czy można mieć do nich o to pretensje? Chyba nie. Można jedynie zastanawiać się, jak to jest, że będąc tak blisko, mając dostęp do tylu informacji, widzą i wiedzą tak niewiele. Mniejsza jednak z tym.
O niepewności ludzi mediów świadczy też serwis o 13.00 w radiowej Jedynce: zapowiedź konferencji prasowej, informacja o niewybuchu w centrum Warszawy, wakacje Sarkozego, stroje kąpielowe kandydatek na Miss Polonia. Nawet cienia przypuszczenia, że cokolwiek dzisiejsza nagła konferencja prasowa premiera może zmienić. O czym to świadczy? O tym, że PiS opanował do perfekcji sztukę zatajania najważniejszych informacji przed mediami.
W dobie tzw. polskiej mediokracji, czyli coraz silniejszego wpływu mediów na politykę (poprzez kreowanie i rozdmuchiwanie rozmaitych faktów prasowych, poprzez medialne afery czy prowokacje dziennikarskie itd.), Kaczyński nauczył się "kontrolować przecieki" do tego stopnia, że dziennikarze nie są w stanie "uprzedzić" jego politycznych ruchów. Uprzedzanie ruchów zaś mogłoby nie tylko zniwelować element zaskoczenia, ale też sprawić, że osoby zainteresowane w skontrowaniu ruchów premiera mogłyby się do takiej kontry przygotować.
W studiu Jedynki M. Gugała mówiący o "wrażeniu totalnego chaosu" (zatem: stąd może ta konferencja) oraz (telefonicznie) dr M. Migalski potwierdzający, że czeka nas "coś ważnego". Nawet i tym razem Migalski mówi o tendencji do przejęcia SO przez PiS (bez Leppera), czyli uprzedzenia ruchów SO planowanych na niedzielę. Gugała zaś mówi o podstawowym celu Kaczyńskiego, czyli "utrzymaniu władzy za wszelką cenę". J.M. Nowakowski "nie ma pojęcia", jaka decyzja zostanie ogłoszona - mówi o sondażach, oczywiście ("wyraźna przewaga PO nad PiS-em"), o problemach z rozliczeniem po ostatniej kampanii (niedawne ogłoszenie PKW) i w związku z tym ostatnim - o ewentualności wyborów.
Czemu nowe wybory przez ten miesiąc były tak trudne do wyobrażenia? Wydaje się, że nie tyle były trudne do wyobrażenia, co raczej nie były brane jeszcze pod uwagę jako tzw. wariant. Wariant zaś miał być taki (stosownie do dymu medialnego, jaki stosował PiS), że flekuje się ewentualnie "gnicie koalicji", tudzież wspiera się powstanie LiS-a, tudzież popiera się wizję konstruktywnego wotum nieufności. Media nie "rozpisywały" nowych wyborów, gdyż na tzw. lewicy sytuacja nie była i nie jest klarowna, zaś PO jakoś tak jednoznacznie się w całej tej sytuacji nie zachowywało (ku zaskoczeniu mediów). Jeszcze na dodatek to ostatnie dementi z listem Kaczyńskiego do liderów PO.
Premier w trakcie swojej kilkuminutowej konferencji jednak nie ogłosił tych wyborów, a jedynie dał znać, że spodziewa się, że SO zamknie jutro sprawę z koalicją. Znowu zatem zastosował zasłonę dymno-medialną (gdyby powiedział wprost o wyborach, spotkanie SO nie miałoby sensu, tylko lepperowcy z giertychowcami ogłosiliby jeszcze dziś kampanię wyoborczą). Zawiedzenie komentatorów w studiu Jedynki ewidentne. Nic nie zostało podane kawa na ławę, więc dalej nic nie wiadomo. Wprawdzie komentatorzy są pewni, że Kaczyński wrócił, by przeprowadzić istotne konsultacje w szeregach swojej partii, ale o celu swojego powrotu nie poinformował otwarcie. Wniosek więc, że trwa koalicja?
Jeśli ktoś jeszcze widzi, że jest jakaś koalicja, to gratuluję, bo ja nie widzę żadnej, a premier już od dłuższego czasu przygotowuje się do konstrukcji rządu mniejszościowego.


Komentarze
Pokaż komentarze (23)