W najnowszym "Przeglądzie" prof. M. Safjan, postać, której nie trzeba chyba przedstawiać, dokonuje pewnej ogólnej oceny stanu naszego państwa, które - jego zdaniem - należy wciąz zaliczać do Trzeciego Świata. Nowina to dla nas nie za wesoła, ale zawsze prawdy lepiej dowiedzieć się późno niż wcale.
Safjan przekazuje nam najpierw swoją wizję państwa:
Dla mnie państwo jest zawsze służebne i wtórne w stosunku do społeczeństwa, które w demokratycznym kraju musi mieć głos decydujący. Musi być wysłuchiwane i musi partycypować w sprawowaniu władzy. Zawsze sprzeciwiałem się czemuś, co bym nazwał demokracją oktrojowaną.
(http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=wywiad&name=257)
No, a z czym mamy do czynienia teraz?:
My w tej chwili mamy coś takiego jak demokracja oktrojowana. Mamy dziś do czynienia z władzą, która nie prowadzi dialogu ze społeczeństwem, tylko mówi za społeczeństwo: że mu da mieszkania, że mu zapewni sprawną policję i bezpieczeństwo, że zadba o emerytury i dobrostan. Władza mówi, że wie lepiej, i nie ma zamiaru pytać, czy tego ludzie chcą i w jaki sposób to osiągnąć. I nie ma zamiaru nic wyjaśniać, bo jest deponentem tajemnej wiedzy. Taki język władzy jest szalenie niebezpieczny. Ja bym chciał zawsze wiedzieć, dlaczego władza wybiera taką, a nie inną drogę, dlaczego postępuje tak, a nie inaczej.
Dotąd wydawało mi się, że składanie pewnych obietnic wyborczych należy do stałego fragmentu gry przedwyborczej wszystkich ugrupowań politycznych, ale widać, że zależy KTO takie obietnice składa. Niektóre obietnice bowiem są niebezpieczne. Zadziwia nie tylko Safjana, ale i jego rozmówców z "Przeglądu" niesłabnące poparcie dla PiS-u w takiej sytuacji. Kiedyś prof. B. Geremek mówił z bólem o tym, że Polacy nie dorośli do demokracji, niedawno L. Wałęsa stwierdził, że Polacy już trochę się zaczynają jej uczyć, a jak sprawę widzi Safjan?:
To jest najciekawsze. Myślę, że nie jesteśmy społeczeństwem, które tak naprawdę przeżyło w pełni demokrację. Dla nas demokracja to abstrakcja. Bo co to jest te osiem lat od 1918 r. do 1926? To nic nie jest. A w XIX w., kiedy powstawały klasyczne demokracje Europy Zachodniej, gdy tworzyła się koncepcja państwa prawa, to co mieliśmy w Polsce? Nie przeżywaliśmy tego okresu. Obsesja polska to była obsesja niepodległości, a nie demokracji. Nasza wielka literatura była zaangażowana w zupełnie co innego, to nie były odpowiedzi na fundamentalne pytania jednostka-władza, jednostka-jakiś egzystencjalny dylemat, to były pytania o Polskę w znaczeniu podstawowym. To jest zupełnie inna wizja kultury.
I ku naszej zgrozie, Safjan dodaje:
W ogóle społeczeństwo polskie jest, niestety, słabo obywatelsko wyedukowane...
Teraz możemy jedynie odetchnąć z ulgą, że mamy takie wspaniałe elity, które nam oczyszczają świadomość. Nasza świadomość jest fałszywa nie ze względu na presję marsksizmu-leninizmu, ale ze względu na niedostatki obywatelskości w całej naszej XX-wiecznej historii. Teraz przynajmniej wiemy, na czym stoimy. Pytanie jednak, skoro jesteśmy tak niedojrzali jako obywatele, to dlaczego pozwala nam się decydować o wyborze posłów czy o akcesji Polski do UE? Czy światlejsi ludzie nie powinni takich decyzji za nieświatłych obywateli podejmować? Safjan ma tego pełną świadomość,lecz widzi jeszcze inne, większe niebezpieczeństwa:
Rzeczywiście, w państwie, w którym naruszane są standardy kultury prawnej, które zaczyna przyjmować cechy autorytarne, opinia publiczna przestaje odgrywać rolę wiodącą. Wtedy decydują ci, którzy „wiedzą lepiej”. My jesteśmy trochę na takim etapie, „niedemokratycznej demokracji większości”. Czyli demokracji bardzo sprymitywizowanej, która polega na tym, że jest ona zredukowana do sądów aktualnej większości politycznej.
Wynika stąd, że nie tylko obywatele są niedojrzali politycznie, ale i część elit rządzących to jakaś potworna zbieranina uzurpatorów. Czujnie niebezpieczeństwa też dostrzegają rozmówcy Safjana:
– Zwycięzcy nie tylko biorą wszystko, ale – dodatkowo – trzeba im się podporządkować i nie wolno ich krytykować.
No właśnie. Czy ktoś, do cholery, słyszał jakąś krytykę kaczyzmu? Konia z rzędem temu, kto skrytykował Kaczorów i nie skończył marnie. Zagrożenia dostrzegają też inni światli, do których nawiązuje Safjan w odpowiedzi:
To bardzo ryzykowna dla przyszłości demokracji w Polsce sytuacja. Diagnozujemy ją w raporcie DiP, podobnie mówi Adam Michnik w swoim artykule w „Gazecie Wyborczej” i „El Pais” – mamy do czynienia z przejmowaniem poszczególnych instytucji czy obszarów państwa. Oczywiście, to się zdarzało również wcześniej, zwłaszcza w latach 2001-2005, ale nie na taką skalę. Poza tym jednak nie było tak, że opanowanie wszystkich instytucji państwowych stało się elementem programu politycznego.
Czytając niedawno esej Michnika o "pełzającym zamachu stanu" sądziliśmy, że to jakiś żart, a tu wszystko nie tylko było, lecz i jest na serio. Parę dni temu śmialiśmy się ze snów Żakowskiego i euromesjanizmu w wydaniu Świebody z CSE, a tu i Safjan wskazuje na prawdziwe wzorce polityków:
Jest inna filozofia. A porównajmy to z Francją Nicolasa Sarkozy'ego. Otóż Sarkozy w swoim pierwszym prezydenckim przemówieniu mówił: Francuzi, obywatelki i obywatele, jestem prezydentem wszystkich Francuzów, także tych, którzy się ze mną nie zgadzają, którzy na mnie nie głosowali. Chcę być także dla was. Chcę prowadzić z wami dialog.
Cóż, prezydenta wszystkich Polaków można mieć chyba tylko raz w historii. No dobrze, my tu gadu gadu, ale co z tym Trzecim Światem? Zaraz ktoś powie, że ściema.
– Jak pan się czuł, widząc w telewizji posła PiS, który, w trakcie rozpatrywania skargi w sprawie ustawy lustracyjnej, de facto oskarżał sędziów Trybunału, że byli agentami SB?
– To były sceny z Trzeciego Świata. Do tej atmosfery dorzuciłbym gorszące komentarze, które później padły z ust prominentnych polityków: że Trybunał orzekł tak, a nie inaczej, bo zadziałał układ...
Teraz już jasne - SB oraz jej TW to wynalazek z Trzeciego Świata właśnie. i teraz robi się coraz mroczniej:
– Metodą na rządzenie jest administrowanie podejrzliwością i strachem. Straszymy przeciwników, judzimy swoich... To jest dobrze opisana metoda rządzenia.
– To metoda zastraszenia różnych grup społecznych. Nie jest przecież dziełem przypadku, że mamy do czynienia z teatralnymi zatrzymaniami, z próbą wręcz kierowania uwagi społecznej na kolejnych wrogów. Wrogami stają się środowiska prawnicze, wrogami stają się lekarze czy inne grupy. Roznieca się sztuczne emocje społeczne. A za pomocą takich emocji łatwiej jest rządzić.
Lecz jeśli tego mało, to w końcu prowadzący wywiad dochodzą do kwestii ostatecznych:
– Próba teatralnego zatrzymania, jak w przypadku Barbary Blidy, może skończyć się tragedią.
– Takich sytuacji może być więcej, jeśli będą używane tego typu środki. Pisałem niedawno o ważnym wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie Kučery, Słowaka, którego policja napadła w jego własnym domu. O 5 rano zamaskowani policjanci wkroczyli do domu Kučery, wywlekli go i posadzili w areszcie, w którym spędził dwa lata. On został uniewinniony, zażądał odszkodowania, państwo słowackie nie przyznało mu pełnego, więc odwołał się do Strasburga. I Strasburg, właśnie ze względu na sposób postępowania policji, wdarcie się do domu, teatralizację, straty w psychice, które ponosi człowiek napadnięty przez przedstawicieli władzy, przyznał mu pełne odszkodowanie. To jest lekcja dla pana ministra Ziobry.
No, panie min. Ziobro. Niech się pan ma na baczności.
Safjan widzi pewne paralele z peerelem, co natychmiast prowadzący wywiad podchwytują:
– Tych PRL-owskich paralel jest więcej. Stefan Niesiołowski wręcz przyrównał Jarosława Kaczyńskiego do Władysława Gomułki, podkreślając ich podobne cechy charakteru – podejrzliwość, nieufność, granie kartą antyniemiecką, autorytaryzm...
Ach, jak ja lubię ten język: "granie kartą antyniemiecką"... Niestety, Safjan nieco studzi argumentacyjny zapał swoich rozmówców:
– Na szczęście jesteśmy bardzo odlegli od Polski Gomułki. A ja tę Polskę dobrze pamiętam, te niekończące się przemówienia towarzysza Wiesława, łącznie z przemówieniem z 11 marca 1968 r., po którym raz na zawsze zrozumiałem, w jakim systemie żyję. Natomiast prawdopodobnie jest tak, że nasze pokolenie jest trochę przesiąknięte duchem PRL-u, mamy pewne uwikłania myślowe, schematy. I jak sprawuje się władzę, to zaczyna się trochę przejmować z PRL-u różne wzorce.
Ja do pokolenia Safjana się nie zaliczam, niestety, ale morał z całej tej historii jest chyba nie tylko mi znany: "wszyscy jesteśmy umoczeni", jak mawiał prezydent wszystkich Polaków.


Komentarze
Pokaż komentarze (128)