I. Janke w dzisiejszym przeglądzie prasy w TOK FM poddał w wątpliwość wiarygodność eks-ministra, zwracając uwagę, że na pytanie dziennikarzy "GW" dot. innych osób "z kręgu podejrzeń", Kaczmarek miał odrzec na zasadzie: skoro premier mnie oskarża, to ja mogę oskarżać innych. Rzeczywiście, wytłumaczenie to dosyć karkołomne.
Jeszcze więcej wątpliwości budzi, moim zdaniem, teza stawiana na łamach dzisiejszej "Rzeczpospolitej", jakoby Kaczmarek "chlapnął" jedynie jakąś lakoniczną informację typu "'zły bagaż Leppera' zostanie wykorzystany przeciw niemu". Gdyby bowiem była to tego rodzaju wiadomość, to przecież nawet przekazywana poufnie w jakimś towarzyskim gronie, nie pociągałaby za sobą żadnych konsekwencji poza może "wzmożoną czujnością", by coś nie wyszło na jaw. Czy taki news mógł zahamować działania korupcyjne? Przecież te działania zostały zawieszone w tak newralgicznym momencie akcji CBA, że przeciek musiał być niezwykle dokładny (może nie, co do dnia i godziny - choć i tego nie można wykluczyć, lecz co do sposobu realizowania prowokacji: "przyjdą do ciebie tacy a tacy ludzie i to a to będą chcieli osiągnąć"). Słusznie pisze Rybitzky, że sprawa musiała być poważna, skoro J. Kaczyński, w sytuacji całkowitego rozkładu koalicji i niesłabnącego ataku mediów (wraz z typowaniem różnych Olejniczaków na premierów) zdecydował się na taki drastyczny krok. Pozostaje jednak pytanie o motywację Kaczmarka. O sojusz z A. Lepperem nie można go chyba podejrzewać. Media podsuwają teraz wątek ambicjonalnego sporu między Z. Ziobrą a Kaczmarkiem, akcentując, co dla mediów typowe, "bezwzględność" Ziobry i "sterowanie prokuraturą", ale przecież można na ten konflikt spojrzeć z drugiej strony - to Kaczmarczyk mógł chcieć zaszkodzić Ziobrze i zapobiec spektakularnej akcji CBA. Kiedy decydował się na przekazanie poufnej informacji, nie mógł się spodziewać jakichś bardzo określonych skutków (typu: kompromitacja Ziobry i jego dymisja), gdyż były one tak do końca nieprzewidywalne (rozmaite dodatkowe czynniki zawsze mogły wejść w grę), lecz efekt w postaci "trzęsienia ziemi" (po zatrzymanej w kulminacyjnym momencie prowokacji) był murowany.
"Nasz Dziennik" sugeruje, że za wszystkim stoją służby specjalne, aczkolwiek W. Wybranowski w swoich spekulacjach idzie tak, daleko, że suponuje jakoby prowokacja obejmowała i Leppera, i Kaczmarka (http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20070809&id=po01.txt). W ten sposób wszystko (łącznie z akcją CBA, oczywiście) byłoby sfingowane, a Lepper z Kaczmarkiem byliby ofiarami jakiegoś jeszcze mroczniejszego spisku. Taki scenariusz nie wydaje mi się prawdopodobny. Jeśli bowiem wiemy, że zarówno Lepper wielokrotnie mijał się z prawdą w swoich oświadczeniach i zeznaniach, a obecnie pewne problemy z prawdomównością ma także Kaczmarek, to sprawa wydaje się jednak bardziej prozaiczna. Czy więc nie chodzi po prostu o wielkie pieniądze? Wiem, że dżentelmeni nie mówią o pieniądzach, ale...


Komentarze
Pokaż komentarze (160)