P. Gadzinowski, poseł, którego chyba spokojnie i bez obrazy można nazwać czerwonym, przedstawia na swoim blogu swoją wersję wydarzeń. Jest ona o tyle ciekawa, że nawiązuje w pewnej mierze do mojej tezy, że czerwonym wszystko się kojarzy z komunizmem (i jego instytucjami) oraz, że zawieszenie broni między PO a PiS-em to dla "układu" rzecz nie do przyjęcia:
niedziela, 12 sierpnia 2007 13:35 Specjalnym helikopterem ruszył na konfrontację z Lepperem minister Ziobro. To ma być dowód na sprawność jego działania. Czy ktoś obliczył już ile kosztuje podatników sprawność działania ministra Ziobry? Czy pan minister nie mógł pojechać tam samochodem, albo pociągiem? Przecież się nie pali. [właśnie, czemu na briefingu dla dziennikarzy przed wejściem do prokuratury nikt nie spytał, ile kosztował podatników przelot i przejazd Ziobry? - przyp. F.Y.M.] Od tej konfrontacji nie zależą losy polskiej państwowości. To tylko gra o honor polityków byłej już koalicji. Gra o coś, czego już nie ma. Czy można mówić o honorze Ziobry? Urzędnika państwowego, który przeżywa orgazmy podczas organizowanych przez siebie konferencjach prasowych, na których ogłasza co zrobi. A potem nigdy już do tego nie wraca, bo oprócz ogłaszania działań, Ziobro sukcesów nie ma. Aresztowany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne kardiochirurg doktor G. w rozmowie z Teresą Torańską opowiada, że o pierwszej w nocy zawieziono go na przesłuchanie do szefa CBA Mariusza Kamińskiego. Tam śledczy pastwili się nad aresztowanym [przydałby się raport Amnesty International na temat tortur stosowanych za czasów dyktatury J. Kaczyńskiego - przyp. F.Y.M.]. Kiedy już wyszedł, na placu przed siedzibą Biura, tą Łubianką IV RP [tak jest - przyp. F.Y.M.], dogonił do szef CBA Mariusz Kamiński. Z sadystyczną nutą w głosie obiecał, że G. już nigdy w życiu żadnej recepty, nawet na witaminy nie wypisze [cholera, to nawet na witaminy trzeba recepty teraz wypisywać - przyp. F.Y.M.]. Znam Mariusza Kamińskiego. Był wodzem Ligi Republikańskiej, organizacji wsławionej obrzucaniem jajami, kamieniami, oblewaniem kwasem solnym emerytów postkomuchów idących w pochodzie 1 maja. Wiosną 1997 roku bojówki Ligi Republikańskiej wrzuciły granat dymny do sali Krakowskiej Kuźnicy, gdzie było zebranie ruchu „Nie” [a to dopiero faszyści!; ciekawe, że petarda w slangu urbanoidów to GRANAT; brzmi wybuchowo, na pewno - przyp. F.Y.M.]. Następnie zablokowały drzwi wejściowe [brzmi to jak relacja ze słynnego ataku rosyjskich służb specjalnych, w cewlu odbicia zakłądników, Gadzinowski jednak nie podaje liczby ofiar - przyp. F.Y.M.]. Pomimo kilkuletniego postępowania policja niczego nie wykryła [czy można się temu dziwić w państwie totalitarnym? - przyp. F.Y.M.]. Liga cieszyła się poparciem polityków prawicy i mediów, bo atakowała postkomuchów. W Lidze zaczynała karierę obecna posłanka PO Julia Pitera. Mariusz Kamiński był posłem, członkiem sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu. Po butelce czerwonego wina okazywał się subtelnym młodzieńcem marzącym o zaprowadzeniu ładu i porządku. Każdymi środkami, bo cel środku uświęca. Jeśli wierzyć doktorowi G. to szef CBA jest kolejnym, szlachetnym w swoim mniemaniu paranoikiem, któremu ma mózg padło zadanie oczyszczenia świata ze zła wszelkiego [paranoików ci u nas dostatek, to już wiemy, a specjalistów od diagnozowania paranoi, nie brakuje i w salonie24 - być może wytyczne z podobnego źródła są wysyłane - przyp. F.Y.M.]. Dzierżyński w młodości też był patriotycznym młodzieńcem i dobrze zapowiadającym się poetą [a jak był z młodością tow. Koby?, tego już Gadzinowski nie pamięta? - przyp. F.Y.M.]. Rzecz jasna Mariuszowi Kamińskiemu daleko do Feliksa Edmundowicza Dzierżyńskiego, a braciom Kaczyńskim i ich kaczystom do totalitarnych przywódców, liderów totalitarnych ruchów [ciężko uwierzyć, ale jednak - przyp. F.Y.M.]. Kłania się tu Marks i jego refleksja, że historia powtarza się, ale już nie jako tragedia, a farsa [my też kłaniamy się Marksowi, a jakże - przyp. F.Y.M.]. W historycznej skali wódz Ligi Republikańskiej, szef CBA Mariusz Kamiński jest śmieszny, operetkowy. Choć tragedia aresztowanego, gnojonego doktora G., którego sprawa miała być pokazówką sprawności nowych służb IV RP, była autentyczna i bolesna. Podobnie jak śmierć Barbary Blidy. Teraz kiedy Wasserman zeznaje na Ziobrę, Ziobro na Kaczmarka, Kaczmarek na Ziobrę i Kaczyńskiego, a Kaczyński ma zacząć sypać, możemy zobaczyć jakież to czyścioszki moralne miały przeprowadzić sanację IV RP. Ludzie o mentalnośći gangsterskiej mieli poskromić krajowe gangi [to w Polsce są jakieś inne gangi poza Kaczyńskimi? - przyp. F.Y.M.]. Przy okazji przypomina się tak zwana „afera starachowicka”. Tam złamano tajemnicę państwową i za to dwóch byłych posłów SLD Jagiełlo i Długosz poszło do więzienia. Wiceministra Sobotkę ułaskawił prezydent Kwaśniewski. Akt dotyczących tej rzekomo wielkiej „mafii starachowickiej”, mimo obietnic, prokuratura nie chce ujawnić. Bo jeśli prawdą jest, że w Starachowicach żadnej mafii nie było, tylko paru prowincjonalnych oszustów wyłudzających odszkodowania za rzekomo rozbite samochody, sitwa lokalna, to czemu mają być bezkarni obecni funkcjonariusze państwowi, którzy zdradzili tajemnicę wielkiej operacji antykorupcyjnej CBA? Operacji, która miała być dowodem skuteczności służb państwa Kaczyńskich, a okazała się wielką kompromitacją. Cz ktoś wystawi wreszcie rachunek dla tych arcymoralnych, tych puszących się podczas konferencji prasowych panów? Czy podatnicy dalej będą musieli płacić za paranoje polityków niedawnej koalicji [ta troska o podatników doprawdy chwyta za serce - przyp. F.Y.M.]. Paranoje jakżeż wspaniale pijarowsko sprzedane."(http://gadzinowski.bloog.pl/.?ticaid=64460)Pomijając charakterystyczną dla ludzi Urbana, kwiecistość stylu, zwracam uwagę, na tę subtelną dygresję wplecioną w tekst. Ni stąd ni zowąd, po przedstawieniu sposobu działania faszystowskiej Ligi Republikańskiej, Gadzinowski pisze o J. Piterze, jednej z flagowych postaci PO. Stara i sprawdzona technika łagodnej perswazji i kierowania skojarzeniami czytelników. Lata praktyki u "Goebbelsa stanu wojennego" (określenie zalegalizowane przez sąd).
Co zaś można wyczytać w "Trybunie"?:
"Polityczny mord
Leszek Miller, b. Premier:
– To, co mówi Kaczmarek, ma wielką wartość. Rodzi się natomiast pytanie, dlaczego dopiero teraz stał się taki rozmowny. Dlaczego nie mówił tego, kiedy wymagała tego sytuacja. Abstrahując od tego słowa Kaczmarka potwierdzają tylko moje twierdzenia, że mieliśmy do czynienia z akcją polityczną. Całkowicie nieuzasadnioną z punktu widzenia prawa. Nie jest dla mnie zaskoczeniem, że – jak mówi Kaczmarek – akcja przeciwko Barbarze Blidzie była wymierzona w lewicę i miała doprowadzić do mojej osoby. (...)"
(http://www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2007081302)
Łubianka, Dzierżyński, polityczny mord, wszystko brzmi znajomo, zwł. w ustach postkomunistów. Ale i to nie wszystko - "Trybuna" opisuje "państwo kaczyńskie", zwracając uwagę na to, że:
"Oszczercy, „kłamcy”, „stalinizm”, „ubeckie metody”, „kwity”, „przecieki” i „taśmy”, których zawartość sprawi, że „wielu osobom buty pospadają” – to nie są opinie zdeklarowanych wrogów Prawa i Sprawiedliwości, lecz byłych wspólników Jarosława Kaczyńskiego: prokuratora krajowego, potem ministra spraw wewnętrznych Janusza Kaczmarka oraz wicepremierów Leppera i Giertycha. Nie sposób zachować obojętność wobec ich wyznań – w końcu, kto ma wiedzieć lepiej, jak od środka wygląda państwo kaczyńskie, od jego współbudowniczych? Trudno też tak całkiem lekceważyć to, co mówią prominenci rządowi, gdy jednocześnie od zaprzyjaźnionych polityków PiS dochodzą ostrzeżenia, iż Kaczyński nie ma zamiaru oddać władzy i by ją utrzymać gotów jest na wszystko.
W środowisku PiS-owskim panuje powszechne przekonanie, że przez blisko dwa lata podlegli Ziobrze prokuratorzy, oficerowie CBŚ, ABW, a ostatnio CBA cierpliwie zbierali haki na opozycję, na swoich… na wszystkich, którzy w ocenie wodza mogli w przyszłości mu zagrozić. System był zresztą sprawdzany w praktyce, co każdy mógł obserwować. Gdy trzeba było pozbyć się kogoś, prokurowano przeciek do zaprzyjaźnionych mediów. Tytułów nie wymieniam, bo po co – każdy i tak wie, o które chodzi. Gdy już jakiś „śledczy dziennikarz” „dotarł” do nieznanych dotąd rewelacji, do ataku przystępowali dyżurni komentatorzy telewizyjni i przerabiali człowieka na miazgę."
(http://www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2007081310)
No, kto by pomysłał, że w "jednym stali domu" - postkomuniści, Lepper i LPR. No i gwiazda mediów z ostatnich paru dni - J. Kaczmarek. Czy jednak wszystko zostanie w rodzinie? Oj, nie zapowiada się.
Tymczasem D. Passent na swoim blogu nadaje tym razem z Berlina:
"W poniedziałek rano sięgnąłem po prasę. W „Der Tagesspiegel” rzadkość: na pierwszej stronie komentarz Sebastiana Bickericha o braciach Kaczyńskich na tle Europy. Zaczynało się jak zwykle: „Czy Polskę można jeszcze brać poważnie?” – pyta autor. Padają słowa „operetka”, „były bokser”, „nacjonalista – antysemita”. ”Cała Polska wydaje się Niemcom ultrakonserwatywna, wroga wobec homoseksualistów, wręcz antysemicka” – czytamy. Ale taka Polska nie istnieje – zapewnia autor, i przypomina, że na Wschód od Niemiec rozpościera się kraj demokratyczny, w którym prawo jest respektowane, a gospodarka kwitnie. Warto ten artykuł podsunąć braciom Kaczyńskim.
Zdaniem autora, choroba, której objawy zdradzają Kaczyńscy – syndrom oblężonej twierdzy, niechęć do Unii Europejskiej, ksenofobia – trawi całą Europę. Polska jest antyniemiecka nie bardziej niż Niemcy są antyamerykańscy. ”Niechęć Niemców do Kaczyńskich przypomina naszą niechęć do Busha” – pisze Bickerich. Nie tylko Kaczyńscy, ale i Niemcy są niezadowoleni, że Unia zbyt szybko otworzyła się na Wschód, że Niemcy muszą za to płacić."
(http://passent.blog.polityka.pl/)
Pomyśleć, co byśmy bez tych Niemców zrobili? Może więc Gadzinowskiemu chodziło o niemieckich podatników?


Komentarze
Pokaż komentarze (87)