Z. Ziobro w dzisiejszych "Sygnałach Dnia" przyznał, że wziął dyktafon (na słynne już spotkanie z A. Lepperem), ponieważ jego współpracownicy twierdzili, że szykowana jest prowokacja przeciwko prokuratorowi generalnemu mająca na celu albo jego skompromitowanie, albo polityczne utrącenie. Wątek to zupełnie nowy i w pewnej mierze korespondujący z tym, co z niektórymi blogerami i komentatorami pisaliśmy o kontrakcji "układu" na działania w "układ" wymierzone. Wyglądałoby więc na to, że ludzie SO (a ściślej "oficerowie-politolodzy" prowadzący ludzi SO) już od początku prowadzenia śledztw w sprawie ciemnych interesów partii Leppera, szykowali działania zapobiegawcze, a nawet odwet. W tym kontekście niewiarygodność J. Kaczmarka i jego współudział w spaleniu akcji CBA nabiera jeszcze ciekawszych kolorów. Nic też dziwnego, że Ziobro traktował rozmowę z Lepperem jako obciążoną dużym ryzykiem, szef SO chciał bowiem osobiście się dowiedzieć na temat dochodzeń prowadzonych przeciwko członkom jego partii, czyli upewnić się, na jakim są one etapie - jak wielkie jest zagrożenie. Ziobro dodał, że Lepper groził przecież zerwaniem koalicji, traktując te śledztwa nie jako dotyczące korupcji, lecz polityczne.
Dziś ukazał się kolejny wywiad z Kaczmarkiem w "Naszym Dzienniku" przeprowadzony przez W. Wybranowskiego. Tam również padła jedna istotna informacja:
"Właśnie co do tej daty są pewne rozbieżności. Pismo ze zgodą na kandydowanie na fotel premiera zostało wysłane z datą wcześniejszą niż - jak Pan sam twierdzi - miał miejsce sam moment podjęcia decyzji...
- Pismo zostało złożone w poniedziałek, zgoda była w poniedziałek. Rzecz jest bardzo prozaiczna i wiąże się z wcześniejszym wpisaniem daty na piśmie, które podpisałem.
Ale według informacji, do których dotarł "Nasz Dziennik", politycy LPR i Samoobrony rozmawiali z Panem już wcześniej. Praktycznie od chwili, kiedy zaczęła pękać koalicja i okazało się, że mogą znaleźć się poza rządem...
- Ze mną? Z nikim wcześniej nie rozmawiałem. To była pierwsza rozmowa z Romanem Giertychem."
(http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20070816&id=po32.txt)
Antydatowanie jako "rzecz prozaiczna". Mniejsza z tym. Po co to antydatowanie? By uwiarygodnić Kaczmara czy własne zabiegi? Nie ma już chyba wątpliwości, że LPR także "gra". Kaczmarek ponownie podtrzymuje tezę, że o jego przeszłości wiedziano, choć wiemy już też, że w dokumentach składanych i w 2001 r. (tj. gdy L. Kaczyński był ministrem sprawiedliwości) i przed paroma miesiącami, ta przeszłość przedstawiana była dość "szkicowo".
J. Kurski dwa dni temu mówił o jeszcze jednym aspekcie sprawy Kaczmarka:
"Jacek Karnowski: Panie pośle, ale czy wobec tego powołanie Janusza Kaczmarka nie było jakimś gigantycznym błędem?
Jacek Kurski: Pozwoli pan, że jako lider PiS-u na Pomorzu i poseł gdański nie odpowiem na to pytanie, dlatego że dla mnie ta sprawa była oczywista od pewnego czasu.
Jacek Karnowski: A o czym pan mówi? O przeszłości Janusza Kaczmarka? O tym, kim był, co robił w Trójmieście?
Jacek Kurski: Tak, ale myślę, że ta sprawa wymaga osobnego potraktowania. Lepiej, żeby prawda wyszła później, niż w ogóle.
Jacek Karnowski: A niech pan spróbuje to przynajmniej określić, o co to chodzi, jaki to jest obszar, w której sferze te nieprawidłowości czy te podejrzenia pan sytuuje?
Jacek Kurski: To jest obszar świetnie zagranych pozorów naprawy Polski, rozpracowywania aferzystów, a w sferze realnej tak naprawdę ochrony pewnego układu interesów, którzy przynajmniej w Gdańsku można nazwać „układem gdańskim”. Powiem panu, że żaden wniosek do prokuratury sformułowany przez gdański czy sopocki, czy w ogóle pomorski PiS czy ludzi, którzy przychodzili do nas i przynosili ewidentne dowody na skandaliczne różne sytuacje gospodarcze na Wybrzeżu skierowane do prokuratury, nigdy nie zakończył się nawet wszczęciem postępowania, zawsze były odmowy i to z takim uzasadnieniem, które niemalże przepraszał aferzystów za to, że w ogóle śmiano się zajmować taką sprawą. Więc nic więcej nie powiem poza tym, że ja nie jestem zdziwiony.
Jacek Karnowski: Janusz Kaczmarek był człowiekiem z układu?
Jacek Kurski: Na ten temat wypowiadał się Jarosław Kaczyński parę dni temu, mówiąc właśnie w ten sposób, więc mogę się tutaj powołać na premiera. Na bardzo dobrze schowanego człowieka z układu."
(http://www.polskieradio.pl/jedynka/sygnalydnia/default.aspx?id=10580)
W którym więc miejscu i momencie splatają się drogi Kaczmarka i Leppera? I jaka jest w tej całej układace rola LPR?
Spójrzmy bowiem na to, co obecnie pisze Wierzejski:
"...złożyliśmy konstruktywne wotum nieufności wobec Kaczyńskiego. Naszym kandydatem na premiera jest Janusz Kaczmarek. Wniosek będzie głosowany albo już za tydzień, albo najpóźniej 5 września, tj za trzy tygodnie. Tyle czasu ma Kaczyński i spółka na spakowanie się. Mamy przekonanie, że większość parlamentarzystów mając do wyboru zagłosowanie za Kaczyńskim albo za Kaczmarkiem wybierze tego drugiego (...) Niekoniecznie będzie to rząd na dwa lata. Po prostu do wiosennych wyborów należy odsunąć skompromitowanych polityków PIS, na których ciążą poważne zarzuty, powołać komisję śledczą do zbadania afery ze służbami specjalnymi i przygotować Polskę na wybory, spokojne i bez żonglowania teczkami."
(http://wierzejski.blog.onet.pl/)
A dzień wcześniej jeszcze ciekawiej:
"Jego rządy to całe pasmo zupełnie niewinnych ofiar, których jedyną winą było to, że (w jego urojeniach) mogli mu zagrozić: Marcinkiewicz skazany na banicję i szukanie chleba poza Ojczyzną; Sikorski zbyt popularny - więc prędko odwołany z ministra; Abp Wielgus nie chciał się upokorzyć - więc zaszczuty i usunięty; Pawłowiec wywalony z rządu za stawianie niewygodnych pytań; Lepper twardy zawodnik i konkurent w wyborach prezydenckich - więc nikczemnie fałszywie oskarżony i usunięty; Kaczmarek zbyt często goszczący w Radiu Maryja, zbyt niezależny i wiedzący za wiele - więc wyrzucony z rządu itd. Kaczyński żyje w swoim paranoicznym świecie, w którym nie obowiązują żadne obiektywne normy, poza tymi, które on sam arbitralnie ustanawia na potrzebę chwili."
No, nie sądziłem, że Kaczmarek jest niszczony ("niewinna ofiara", jak to zgrabnie ujmuje Wierzejski) za to, że pojawiał się w RM, z tego bowiem, co pamiętam, Ziobro był w RM o wiele więcej razy. Zresztą, co warto przypomnieć, o Ziobrze Wierzejski pisał w lipcu, w owych "sądnych" dla Unabombera-Leppera dniach, następująco:
"Konflikt między Samoobroną a PiS jest już tak poważny,że w zasadzie bez zmiany na stanowisku premiera, praktycznie nie do zażegnania. Politycy Samoobrony nie mogą,co zrozumiałe, pogodzić się z codziennymi absurdalnymi i skandalicznymi atakami na Andrzeja Leppera.
Tempus fugit, jak widać, zwł. w dziedzinie autorytetów nie kwestionowanych przez LPR. Krzysztof z Prowincji zwraca uwagę na postać gen. T. Wileckiego krążącego wokół różych ludzi i ugrupowań niemalże od samego początku "transformacji". Może za bardzo wpatrujemy się w to, co na wierzchu? Może czas poszukać głębiej? Sprawa Kaczmarka już to pokazuje. Jak będzie wyglądać teraz sprawa LPR?


Komentarze
Pokaż komentarze (41)