To hasło nie z kampanii wyborczej do sejmu kontraktowego w 1989 r., lecz to słowa J. Rokity z dzisiejszych "Sygnałów Dnia". Rokita powtórzył to parokrotnie, bo dziennikarz aż nie mógł uwierzyć, że wyklucza on to, czego wcale nie wykluczają inni przedstawiciele PO. "Żadna koalicja dla PO nie będzie potrzebna. Nie ma podowdu, by snuć katastroficzne przepowiednie" i "nie trzeba straszyć ludzi" sojuszem PO-LiD.
Co to wszystko znaczy? Otóż to, że Platforma ponownie gotowa jest wyłącznie na zwycięstwo. Nie wiem, czy wczorajsze sondaże tak zachwyciły Rokitę, czy ten zachwyt nad sondażami trwa od wielu miesięcy, a może nawet lat. Tak czy tak Rokita jest w stu procentach przekonany, że PO nie czekają już zadne niespodzianki i po wyborach zdolna będzie rządzić sama. Zaprzeczył jednocześnie, by w trakcie rozmowy D. Tuska z L. Kaczyńskim doszło do jakichkolwiek innych ustaleń niż te, które dotyczyły terminu wyborów. Przez te parę godzin dwóch polityków przyjacielsko rozmawiało i wspominało dawne dzieje, zasugerował Rokita.
Odrzucając sojusz z "komunistami" (jakoś nie mogę sobie darować cudzysłowu :), Rokita dementował też jakiekolwiek pogłoski o próbach zawiązywania PO-PiS-u. "Należy spodziewać się twardej kampanii i dość twarde walki o włądzę - nic nie wskazuje na PO-PiS. Nie ma co ludzi straszyć PiS-em i SLD".
Tak może mówić tylko zwycięzca. Nic więc dziwnego, że zwycięskich polityków obsadzają już nie tylko w ławach poselskich ("Dziennik"), ale i w Urzędzie Rady Ministrów rozmaici dziennikarze. Dzisiejsza "Rzeczpospolita" donosi o tajnym porozumieniu, które ma wyciszyć spory wewnątrz PO i ustalić rozkład stanowisk w przyszłym rządzie. Tusk na premiera, Rokita na wicepremiera... No, no, brzmi znajomo.
Co więcej:
"Politycy PO wiedzą, że jak najszybsze wybory nie tylko gwarantują im przejęcie władzy, ale także oddalają groźbę rozłamu w partii i powstania nowej formacji politycznej, którą za plecami Donalda Tuska szykowali m.in. Paweł Piskorski i Andrzej Olechowski. Ta świadomość jednoczy zwalczające się dotychczas frakcje."
(http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/pierwsza_strona_070817/pierwsza_strona_a_2.html)
Pozostaje więc tylko się cieszyć, że "królowa sondaży" jaką od paru lat jest PO, ma niezmiennie doskonałe samopoczucie i po dwóch latach rozgrzewki w gabinecie cieni, szykuje się do poważnej rozgrywki w "samodzielnym rządzie". Na marginesie tej ostatniej wzmianki o partii Olechowskiego, przypomnę, że jeszcze nie tak dawno sondaż PGB dawał jej trzecie miejsce po PO i PiS, a przed LiD-em (przy ówczesnym założeniu, że partię Olechowskiego wsparłby Kwaśniewski) (http://www.pgb.org.pl/INFO/info_2007_04.pdf). A jak było z LiS-em, gdy powstawał?
Nawiązuję do tej swobodnej twórczości sondażowni, ponieważ dziennikarz Jedynki przypomniał dziś Rokicie, że PiS może nadrobić dystans do PO. Piszę o tym, żeby nie okazało się po najbliższych wyborach, że PO znowu nie jest psychicznie porzygotowane na zajęcie drugiego miejsca w parlamencie.


Komentarze
Pokaż komentarze (59)