Free Your Mind Free Your Mind
95
BLOG

Nie było IV RP, nie było III RP

Free Your Mind Free Your Mind Polityka Obserwuj notkę 32

Artykuł B. Wildsteina ma za zadanie, jak sądzę, wywołać szerszą dyskusję w kręgach komentatorów, którym projekt radykalnej przebudowy państwa polskiego po 1989 r. jest bliski. Sądzę więc, że wnet posłyszymy głosy I. Janke, R. Ziemkiewicza, Ł. Warzechy, S. Michalkiewicza, M. Rybińskiego, K. Mazura i wielu wielu innych, którym idea "nowego początku" była i jest bliska.

Publicystykę Wildsteina cenię sobie od wielu lat, zwł. z najlepszych czasów "Nowego Państwa" (dowodzonego przez A. Arciucha, gdzie pisywał też L. Dorn czy R. Legutko) i uważam, że o klasie tego człowieka świadczy to, że nawet po wykolegowaniu go z prezesury TVP (i zastąpieniu przez kompletnego dyletanta A. Urbańskiego), pozostał nadal twardym krytykiem postkomunistów i ich zakłamanej wizji świata (a nie dołączył do szeregów "dysydentów" kaczyzmu). Przyznam szczerze, że czytuję Wildsteina "w ciemno", a jego akcję z wyniesieniem IPN-owskiej listy uważam za przykład wzorcowego dziennikarstwa śledczego i obywatelskiego nieposłuszeństwa (w sytuacji, gdy procedury dekomunizacyjne i lustracyjne kompletnie zawodzą lub zmieniają się w autoparodię). Tyle laurek, bowiem nie mogę się zgodzić z główną tezą tekstu Wildsteina, jakobyśmy kiedykolwiek mieli do czynienia z IVRP.

(http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_070818/plus_minus_a_2.html)

Dziś, po doświadczeniach z zakłamanym LPR-em i jeszcze bardziej załganą SO, mamy stuprocentową pewność, że koalicja z tymi ugrupowaniami nie mogła zapoczątkować radykalnych zmian w państwie - takich zmian, które wyznaczyłyby "nowy początek". W rezultacie dwuletnia działalność rządu, w którym PiS dominował (z różnym powodzeniem), stanowiła z jednej strony mozolne próby budowania nowego państwa, a z drugiej - nieustaną walkę ze starym porządkiem (tudzież z działaniami destrukcyjnymi "koalicjantów").

Nie było IV RP - "IV RP" to była jedynie figura retoryczna, zarówno po stronie zwolenników przebudowy polskiego systemu politycznego, jak i po stronie obrońców postpeerelu. Nie było bowiem też żadnej III RP. "III RP" to również był konstrukt medialny, pewne hasło i pewien mit, wokół którego starano się mobilizować wysiłki i zdolności obywateli polskich.

Może zabrzmi to obrazoburczo, ale wg mnie jesteśmy wciąż na etapie nieustannego, beznadziejnego reformowania peerelu. Przykład pierwszy z brzegu - idiotyczna doprawdy, bardzo kosztowna, reforma związana ze zmianą dowodów osobistych na "nowoczesne i niepodrabialne", której towarzyszy kampania reklamowa, by zdążyć na czas i wymienić, "bo nie będzie można odbierać przesyłek itd." - nie budzi prawie niczyjego naturalnego odruchu sprzeciwu i nie słychać pytań: a po cholerę ta instytucja dowodu osobistego? Prawo jazdy (też reformowane przecież) nie wystarczy? Paszporty to mało? Legitymacje studenckie czy nauczycielskie? Dane pozostawiane w przychodniach czy bankach - to też za mało? Inny przykład: peerelowskie prawo meldunkowe. Jeszcze inny przykład: prawo prasowe (reformowane po wielokroć, a wciąż sprowadzające się do ustawy z... nomen omen 1984 r.). Kolejny przykład: cała masa koncesji w gospodarce. Jeszcze mało? Nierozliczenie działaności komunistycznych zbrodniarzy, swobodna działalność ugrupowań komunistycznych, wielkie fortuny czerwonych baronów, którym tzw. transformacja zapewniła lepszy start życiowy niż długoletnie wysługiwanie się KPZS (zdeformowana wersja American Dream: nie tyle z pucybuta na milionera, co z politruka)... Mam wymieniać dalej?

Wielkim błędem było przekazanie insygniów władzy Rzeczpospolitej Lechowi Wałęsie przez Prezydenta RP na Uchodźstwie (człowieka wielkiej klasy) R. Kaczorowskiego. Kiedyś miałem okazję uczestniczyć w jednej uroczystości z udziałem Kaczorowskiego, ale nie udało mi się dopchać, by zadać to podstawowe pytanie: po co dokonano takiej legitymizacji zmian po 1989 r.? Co uzasadniało ten pośpiech? Cała rzecz wszak dokonała się w grudniu 1990. Dokładnie 22 grudnia, czyli zaledwie rok po przywróceniu przez "kontraktowy sejm" nazwy "Rzeczpospolita Polska" i godła z orłem w koronie.

Na pewno jakimś kamieniem milowym w tworzeniu nowego państwa było powstanie i (krótkotrwałe istnienie) rządu J. Olszewskiego, z koncepcją wejścia do NATO i wyprowadzenia armii czerwonej z Polski (przypominam to tym młodym ludziom, którym wydaje się, że tzw. Okrągły Stół przyniósł wolność w Polsce, bo tak pewnie pani od polskiego lub pan od historii w liceum mówił) oraz z próbami dekomunizacji. Nie można jednak nie pamiętać o udziale A. Olechowskiego w owym rządzie, o tandemie ping-pongowym Wałęsa-Wachowski czy wreszcie o "nocnej zmianie", której echa właściwie słyszymy do dziś. Natomiast kamieniem milowym nie był zapewne rząd J. Buzka. Bez wątpienia kamieniem milowym nie stał się też rząd PiS-u - z oczywistych względów: nie pozwolono PiS-owi radykalnie zreformować państwa. Utrącono wprawdzie łeb smokowi, rozwiązując WSI, ale na miejsce odciętej głowy wyrosło natychmiast wiele innych. Szeroko pisze o niedociągnięciach rządu PiS-u Wildstein, więc nie będę za nim powtarzał, odsyłam do lektury.

Moim zdaniem, nie ma ani linii granicznej oddzielającej nas od peerelu, ani jakiegoś decydującego wydarzenia, które moglibyśmy potraktować jako turning point w naszej powojennej politycznej historii. Nie chciałbym jednak stwarzać iluzji, jakoby mityczny rząd PO-PiS-u - projektowany medialnie w 2005 r. mógł stworzyć lepsze warunki do radykalnej reformy państwa. Z dwuletniego działania destrukcyjnej opozycji (pomijając łaskawe poparcie dla niektórych ustaw), jaką stanowiła PO oraz z obecnego dziwacznego zachowania, nie sposób wnioskować o tym, że ludzie tworzący PO to ludzie gotowi do radykalnej zmiany Polski. Nie chodzi o radykalizm werbalny, bynajmniej.

Być może takim nowym początkiem mogłoby być (w nowym parlamencie) uchwalenie nowej - tzn. takiej, która nie jest wynikiem jakiegoś obrzydliwego kompromisu (jak to było w 1997 r., gdzie w preambule uwzględnione są poglądy wierzących i "niewierzących", tak jakby konstytucja to była uchwała rady osiedlowej) konstytucji. Sam jednak nowy fundament prawny to za mało. Niezbędna wydaje się zmiana ordynacji wyborczej, redukacja ilości parlamentarzystów, samorządowców, urzędów wchodzących sobie nawzajem w kompetencje itd. PiS-owska koncepcja "taniego państwa" była niezła, ale co z niej zostało? Konieczna wydaje się też jasna wizja Polski jako państwa pomyślanego na wiele dekad, a nie państwa buforowego, tymczasowego. Czy takie zmiany wydają się jednak realne?

Wildstein pisze, że:

"W zamęcie zimnej wojny domowej niezauważenie rehabilitacji uległ system III RP zdemaskowany i powszechnie odrzucony przed ostatnimi wyborami. Przy okazji jego obrońcom udało się w dużej mierze skompromitować hasła IV RP.

Części z nich rządy PiS nie próbowały nawet realizować. Dotyczy to reformy instytucji państwa i jego gospodarki. Natomiast skutecznie prowadzona walka z korupcją w dużej mierze została zdezawuowana i przedstawiona wbrew oczywistym faktom jako polityczna dintojra. Można niestety przyjąć, że realizację marzeń o IV RP czasowo należy zawiesić."

Ja powiedziałbym inaczej. Może być tak, że nie czeka nas ani budowa IV RP (PiS może zostać zepchnięty na margines przez "układ"), ani "powrót do przeszłości", czyli wytęsknionej przez prof. W. Osiatyńskiego III RP (na zasadzie "lepsza Polska złodziei niż Kaczyńskich"), ale czeka nas dalszy ciąg zamętu, czyli podtrzymywania w istnieniu rzeczywistości politycznej państwa buforowego, w której hulają sobie jak chcą rozmaite agentury, a politycy udają, że coś zmieniają.

Zaznaczam jednak, że mogę się mylić. Tak czy tak, chciałbym zobaczyć kiedyś jakiś NOWY POCZĄTEK.

https://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/02/03/komplet/ (pod tym adresem dostępne są moje przeróżne opracowania z "Czerwoną stroną Księżyca" i aneksami do niej włącznie); polecam jeszcze tę moją analizę z 2024 r. zamieszczoną gościnnie u prof. M. Dakowskiego: https://dakowski.pl/wokol-hipotezy-dwoch-miejsc-free-your-mind/ ) legendarne dialogi piwniczne ludzi zapiwniczonych w Irlandii 2 (before you read me you gotta learn how to see me) free your mind and the rest will follow, be colorblind, don't be so shallow "bot, który się postom nie kłania" [Docent Stopczyk] "FYM, to wesoły emeryt, który już nic, ale to absolutnie nic nie musi już robić" [partyzant] "Bot FYM, tak jak kilka innych botów namierza posty i wpisy "z układu" i daje im odpór" [falstafik] "Czy robi to w nocy? W takim razie – kiedy śpi? Bo jeśli FYM od rana do późnej nocy non-stop tkwi przy komputerze, a w godzinach ciszy nocnej zapewne przygotowuje sobie kolejne wpisy, to kiedy na przykład spożywa strawę?" [Sadurski] "Ale teraz zadam Sadurskiemu pytanie: Załóżmy, że "wyśledzi" pan w przyszłości jeszcze kilku FYM-ów, a któryś odpowie prostolinijnie, że jest inwalidą i jedyną jego radością (z przyczyn wiadomych) jest pisanie w S24, to czy pan będzie domagał się dowodów,czy uwierzy na słowo?" [osa 1230] "Zagrożenia dla pluralizmu w ramach Salonu widzę w tym, że niektórzy blogerzy - w tym właśnie FYM - wypraszają ludzi, z którymi się nie zgadzają. A zatem dojdzie do "bałkanizacji" Salonu: każdy będzie otoczony swoją grupką zwolennikow, ale nie będzie realnej dyskusji w ramach poszczególnych blogów. Myślę, że nie daję przykładu takiego wykluczania." [Sadurski] "Już nawet nie warto tego bełkotu czytać, spod jednego buta i z jednego biura. Na fanatyków i pałkarzy lekarstwa nie ma."[Igła] "FYM już kupił S24 swoim pisaniem, jest teraz jego twarzą. Po okresie Galby i katatyny nastąpił czas dziennikarzy "Gazety Polskiej". Ten przechył i stalinopodobne teorie spiskowe, jakie się wylewają z jego bloga oraz innych mu podpbnych - przyciągają do Salonu nastepnych i następnych. Tu już od dawna nie zależy nikomu na rzetelności i klasie pisania - lecz na tym, aby było klikanie, aby było głośno i kontrowejsyjnie. Promowanie takich ludzi jak FYM i Paliwoda - jest całkowicie jednoznaczne."[Azrael] "Ale jaki jest problem?"[Kwaśniewski] kwestia archiwów IPN-u Janke: "Nigdy nie mówiliście o pełnym otwarciu?" Komorowski: Co to znaczy otwarcie?" "Trudno zrozumieć, jak można ogłupić społeczeństwo. Dlaczego tylu ludzi ośmiela się nazywać zdrajcą Wojciecha Jaruzelskiego. (Edmund Twardowski, Warszawa) " [tzw. listy czytelników do "Trybuny"] "Z przykrością stwierdzam, że prezydent nie przedstawił żadnych propozycji ws. służby zdrowia" [Tusk] "Niewidzialna ręka rynku, jak sama nazwa wskazuje, jest ślepa." [ekspert w radiowej audycji prowadzonej przez R. Bugaja] "Mamy otwarte granice, miejmy też otwarte umysły. Jasna Góra horyzontów rządowi i parlamentarzystom nie rozszerzy. (S. Barbarska, woj. wielkopolskie) " [tzw. czytelniczka "Trybuny"]

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (32)

Inne tematy w dziale Polityka