Wydawało się, że świat się skończy o godz. 14.00, do tego stopnia media podgrzewały atmosferę, a W. Wierzejski z R. Giertychem chyba piszczeli już zniecierpliwości i ekscytacji, jak nastolatki na koncertach "The Beatles". Wydawało się, że już nic nie jest w stanie nas rozśmieszyć, po pokazywaniu rycin z układem krwionośnym przez Unabombera-Leppera. Wydawało się, że jak J. Kaczmarek wróci, to Kaczory będą zwiewać przez Syberię na Alaskę, a stamtąd za koło podbiegunowe. A ja myślę, że skoro Kaczmarek wziął sobie za doradcę "w chwili próby" - elektryka-Giertycha, to dokonał najgorszego wyboru z możliwych. Gdyby miał jako takie rozeznanie w polityce, to wiedziałby, że od przegranych polityków nie przyjmuje się nie tylko żadnych dobrych rad, ale już na pewno "propozycji nie do odrzucenia". Już sam fakt przyjęcia takiej propozycji dyskwalifikuje Kaczmarka na starcie.
Gdyby jednak tego było mało, Kaczmarek swoimi wypowiedziami wyrządził sobie więcej szkody niż pożytku. Czy tak źle było na urlopie we Włoszech? Czy nie można było posiedzieć jeszcze chwilę i zatrudnić choćby P. Tymochowicza do politycznego marketingu? Do cholery, KTO kazał tak się spieszyć? L. Miller wywołał Kaczmarka i postawił na baczność? KTÓRY numer telefonu okazał się tym, który należało odebrać i który zmieniał stan rzeczy? Nieważne.
Co jest ważne. Ważne jest chociażby to, że Kaczmarek przyznał, że to Giertych "pokazał, jakie są możliwości i metody służb specjalnych", a "to spowodowało, że zgodziłem się kandydować" na premiera rządu "pewnej zgody narodowej". Proszę się nie śmiać, bo i dziennikarze jakoś specjalnie się nie śmiali i pytania też jakoś mało konkretne (może kierowani współczuciem) zadawali. Kaczmarek dzielnie odpierał ataki. Argument, że on się przyczynił do zwolnienia L. Kaczyńskiego za czasów J. Buzka odparł następującym kontrargumentem: "NIE" napisało, że działalność Kaczmarka spowodowała, że PiS odniósł sukces.
Rozumiem, że "urlop trudny", ale czy nie było czasu na wymyślenie lepszych kontrargumentów? Czy Giertych "jedyna osoba z realnego świata polityki, która powiedziała, że mnie zniszczą, jeżeli będę sam", nie miał niczego innego pod ręką? Bo hasło o tym, że Kaczmarek nie będzie "drugą Barbarą Blidą" mogło najwyżej złamać serce zagorzałym zwolennikom SLD i LiS-u. "Dlaczego mówicie ściszonym głosem, dlaczego zmieniacie telefony komórkowe", pytał premier Kononowicz, a głos mu drżał, jakby doprowadzono go do ostateczności na tej konferencji prasowej. Nie umiał odpowiedzieć na żadne pytanie. Nie pamiętał, o co go pytano. Nie wiedział też, dlaczego go zdymisjonowano. Odpowiadał na pytania, których mu nie zadawano i wreszcie sypał bon motami, których zacytowania nie mogę sobie odmówić:
"jest zadowolenie, gdy pojawia się materiał dowodowy na takiego kolegę z szeregów"
"wiem, jakie elementy grożą"
"nie zbieram haków, by mieć na podorędziu akta"
"mogę zakładać różną sytuację i taką, w której pewne rzeczy znikają"
"podbijać wiedzę, by nabrała charakteru kolorystyki w tym zakresie"
"mogłem wyjechać jako (...) osoba, która miała pełność zaufania, a wracam jako osoba, która jest najgorsza"
"dwunastoletniego syna odarto i z młodości i dzieciństwa"
"miną nawet lata, ale ja swoje wykażę"
"mieliśmy różne sytuacje, również emocjonalne (...) i takie, które nastawały twarzą w twarz"
"już doświadczyłem prawie wszystkiego"
"doświadczam poniewierania w sensie rodziny"
"w związku z powyższym jestem otwarty [na aresztowanie - przyp. F.Y.M.]"
"chcę się trzymać ściśle swoich słów"
"czytając artykuły medialne"
"siada mi głos"
"nie znam numerów, które do mnie dzwonią"...
Więcej nie trzeba. Nie wiem, czy Panstwu też, ale akcent przypominał mi Kononowicza (bez urazy). Jeśli zaś tak ma wyglądać jeden z czołowych ludzi "układu", to chyba przesadziliśmy z oceną zagrożenia. Naprawdę. Nie dziwię się więc, że nikt nie zatrzymał Kaczmarka po powrocie (może i na to liczył szalony Giertych?), tylko pozwolono mu mówić. Był to występ, który - nie tylko pod wzgłędem wschodniego zaśpiewu - zdeklasował Tymińskiego, Leppera, Wierzejskiego i Giertycha. "Koniec świata", w stylu postpeerelowskim. Spodziewałem się, że zza pleców wyskoczy jakiś Miller, Czempliński, Dukaczewski, Winiecki, nie wiem już kto. Czemu dali Kaczmarkowi tak długo mówić? Nie wiedzieli, że to przybierze taki obrót? A może już nikogo innego nie mają "na podorędziu"?
Ale już Giertych się zbiera do konferencji, może on coś ultra-mega-porażającego nareszcie ujawni? Chyba że jedynie przedstawi nam egzegezę wystąpienia premiera z Włoch, Kononowicza?


Komentarze
Pokaż komentarze (97)