D. Tusk w TVN24 stwierdził dziś, że żadnych ustaleń, co do wyborów w trakcie spotkania z prezydentem Kaczyńskim nie było, zaś premier Kaczyński kłamie w swoim wywiadzie dla "Wprost", przywołując jakąś "dżentelmeńską umowę".
(http://wiadomosci.onet.pl/1592172,11,item.html)
Dla pewnego odświeżenia pamięci przypomnę więc, jak to wtedy wyglądało:
"O spotkanie zaapelował do prezydenta w środę Tusk. Lider PO zwrócił się do prezydenta o przerwanie urlopu i zaangażowanie w sprawę przedterminowych wyborów parlamentarnych. Spotkanie trwało około 4 godzin.
- Obaj uznaliśmy, że trzeba jak najszybciej zakończyć ten postępujący bałagan i destabilizację sytuacji politycznej. Obaj uznaliśmy, że dobrze byłoby, aby przedterminowe wybory odbyły się jeszcze jesienią tego roku - powiedział Tusk. (...)
Zdaniem szefa PO, opinia prezydenta, że przedterminowe wybory jesienią są nieuchronne, jest "wystarczającą rękojmią", że do wcześniejszych wyborów dojdzie. Jak ocenił, decyzja o wyborach "de facto zapadła i w październiku mamy wybory"."
(http://wiadomosci.onet.pl/1586793,11,1,1,item.html)
No, może umowy nie było, skoro wypiera się jej szef PO, ale chyba jednak coś nt. wyborów ustalono:
"Po spotkaniu L. Kaczyński-Tusk: wybory są nieuniknione
(http://wiadomosci.onet.pl/1586793,11,item.html)
Co mówi zaś Tusk dzisiaj?:
"pytany, czy podczas swojego spotkania przed dwoma tygodniami z Lechem Kaczyńskim dał słowo honoru prezydentowi, że nie będzie komisji w sprawie śmierci Barbary Blidy i CBA odparł, że "komisja w ogóle nie była przedmiotem tego spotkania". - Powiem więcej, prezydent L. Kaczyński w pierwszym zdaniu naszego spotkania powiedział, że on jako prezydent z chęcią wyrazi swoją opinię na temat terminu wyborów i chętnie wysłucha mojej opinii, ale o żadnych ustaleniach nie ma mowy, bo w Pałac Prezydencki nie jest takim miejscem, gdzie takie ustalenia zapadają - powiedział Tusk. (...)
Dopytywany, kto kłamie ocenił, że "między innymi w ostatnim wywiadzie premier J. Kaczyński".
- Premier kłamie, tak? - indagowała dziennikarka. - Tak, nie pierwszy raz - oświadczył Tusk."
(http://wiadomosci.onet.pl/1592172,11,item.html)
Premier twierdzi tymczasem w rozmowie dla "Wprost", że umowa dotyczyła jedynie wyborów, a nie komisji. Kwestię niepowoływania tejże komisji traktował zaś jako naturalną, logiczną konsekwencję umowy o wyborach:
"– Pańskim zdaniem platforma poprze komisję?
– Jest to, niestety, możliwe, bo wbrew oficjalnym deklaracjom, wiele wskazujeże partia ta coraz bardziej boi się skrócenia kadencji Sejmu.
– Jaki to ma związek?
– Ogromny. Po pierwsze, powołanie w tej kadencji komisji śledczej oznacza przesunięcie przyspieszonych wyborów o kilka miesięcy. Po drugie, taka postawa platformy oznaczałaby, że Donald Tusk wycofuje się z przyrzeczenia danemu prezydentowi.
– Czyli prawdą jest, że podczas słynnego czterogodzinnego spotkania w Pałacu Prezydenckim doszło do paktu?
– Raczej dżentelmeńskiej umowy…
– Wybory w zamian za brak komisji?
– Umówili się na wybory 21 października. Brak komisji śledczej jest naturalną konsekwencją tej ugody, bo w tak krótkim czasie, w dodatku w ogniu kampanii wyborczej, nie ma możliwości przeprowadzenia żadnego parlamentarnego śledztwa."
(http://www.wprost.pl/ar/?O=112293&I=1287)
Najwyraźniej więc wywiad ten nie przypadł Tuskowi do gustu. Może też ta dość obcesowa reakcja świadczy o podenerwowaniu związanym z twardą postawą L. Dorna, który - wedle B. Komorowskiego - zapowiedzieć miał, że nie podda pod głosowanie wniosków o powołanie komisji śledczych? Tak czy tak Tusk zaprzecza i zaprzecza.
Najzabawniejsze jest więc to, że dni mijają, a my coraz mniej wiemy nt. spotkania Tuska z prezydentem. Jeśli nic przez te cztery godziny nie ustalili, to po co tak długo siedzieli razem ponoć w przyjaznej atmosferze?


Komentarze
Pokaż komentarze (141)